Sieroctwo dotknęło Charlotte Brontë bardzo wcześnie. Gdy miała pięć lat (1821), zmarła jej matka. Cztery lata potem dziewięcioletnia dziewczynka po śmierci dwóch starszych sióstr (w ciągu kilku tygodni) zostaje głową małej rodziny, złożonej z czworga bardzo zdolnych dzieci. Ojciec wprawdzie żyje, ale jako pięćdziesięcioletni prawie człowiek nie może być bliskim towarzyszem tego drobiazgu. Zresztą zajmują go mocno sprawy polityczne i religijne, którym poświęca swoje pióro, i absorbuje ciężka praca duszpasterska w parafii Haworth. Domem opiekuje się wprawdzie ciotka Charlotte, siostra matki, ale przeniesiona z jasnego południa Anglii w mroczną, podgórską okolicę, czuje się w tej atmosferze nieswojo mimo całej dobroci, jaką wkłada w relację z podopiecznymi. Dzieci chowają się razem — trzy siostry i jeden brat, w pokoju, którego okna wychodzą na cmentarz, oddzielony tylko kawałkiem trawnika od domu. Na cmentarz, gdzie wkrótce wszyscy, z wyjątkiem jednej tylko Anne, spoczną. Spędzają razem cały dzień, jedzą i uczą się, bawią się bez żadnego towarzystwa z okolicy i przede wszystkim marzą. Z okien sypialnych rektorówki, wznoszącej się tuż przy kościele na samym szczycie stromego pagórka, dzieci widzą szereg owalnych wzgórz, tzw. moors, porosłych bujnymi trawami latem, pełnych złotego żarnowca na wiosnę i fioletowych wrzosów jesienią, z licznymi źródełkami, tryskającymi spod spotykanych tu i ówdzie skał. Ostry wiatr górski przynosił z sobą zapach bezmiernej swobody i szorstkiej prawdy natury, która znalazła odbicie w opisach przyrody Charlotte Brontë, ale przede wszystkim najpełniej wyraziła się w mistycznym, żywiołowym ujęciu w rysunku tła Wichrowych wzgórz, powieści Emily, siostry Charlotte. Dzieci przywiązały się niezmiernie do tego krajobrazu swobody, samotności i tajemnicy, a gdy wyjeżdżały stąd, cierpiały i popadały w nostalgię — musiały wracać do domu. Życie wszystkich czworga było krótkie. Troje z nich umarło w ciągu niespełna roku (1848–49): brat, Branwell, doskonale zapowiadający się poeta, w trzydziestym pierwszym roku życia, Emily, autorka jedynej dochowanej, wyżej wspomnianej powieści, bodajże największej angielskiej powieści kobiecej XIX wieku, ledwie skończywszy lat trzydzieści, Anne, najmłodsza, mając lat niespełna dwadzieścia osiem, zostawiając po sobie dwie słabsze powieści, choć z pewnością rozwinęłaby się bujniej. Charlotte przeżyła ich o siedem lat, umarła w 1855 roku, dobiegłszy ledwo 39 lat. W tych krótkich żywotach było miejsce niemal tylko na naukę i na początki wykonywania zawodu nauczycielskiego, do którego sposobić się musiały córki niezamożnego duchownego. Toteż motyw nauki, szkoły, pensji, pracy nauczycielskiej, przeplatany z wątkiem nostalgii, wypełnia prawie całkowicie tak życie, jak twórczość czworga zdolnych dzieci pastora z Haworth.
Pierwsze silniejsze wrażenie z życia Charlotte to szkoła w Cowan Bridge. Przebywała ona tam krótko, ale przecierpiała wiele i widziała cierpienia dwóch starszych sióstr, które przypłaciły śmiercią pobyt w tym zakładzie wychowawczym dla córek niezamożnych duchownych. Myśl fundatora zakładu, w zasadzie dobra, i jego ofiara, niewątpliwie szczera, zostały spaczone przez zbytnie doktrynerstwo. W dziewczynkach, przeznaczonych do późniejszej roli guwernantek, starano się wyrabiać zdolność do wyrzekania się wszelkich wygód świeckich i przyjemności. Przy nieumiejętnej kontroli ze strony fundatora i złej woli jednej z nauczycielek Cowan Bridge w okresie pobytu tam czterech córek pastora Brontë było bolesnym dziecięcym inferno. Tyfus, który wybuchł w zakładzie, tak nadszarpał siły dziewcząt, że chociaż ojciec zabrał je do domu, Elizabeth i Maria zmarły po kilku miesiącach. Maria była podobno niezwykle zdolna, Charlotte kochała ją głęboko. Wykorzystała jej postać i śmierć do epizodu Helen Burns w pierwszej części Dziwnych losów Jane Eyre, gdyż Lowood to właśnie nieszczęsne Cowan Bridge. Zarzucano jej przesadę w traktowaniu tego tematu. Ale czyż artysta nie ma prawa oddać przeżycia swego w całej pełni? A niewątpliwie było ono tak bolesne jak epizod szkolny z życia Jane. Zresztą w owym czasie powstawanie podobnych, kolejnych zakładów nie było wykluczone i Charlotte Brontë stawała tu w obronie dziewcząt pokrzywdzonych w imię dobrej woli i pożytku społecznego. Postawiła się na miejscu sieroty niemającej opiekuńczego domu, zrozumiała, jak ciężka musiała być udręka takiej duszyczki, skoro cierpiała tak wiele ona, która przecież miała możność powrotu do własnego domu.
Teraz właśnie przyjął ją ten dom ukochany z powrotem. Pięć lat, do roku 1830, rodzeństwo spędza razem. Po południu urządzają przedstawienia i piszą powieści. Dochowały się kajeciki Charlotte, wypełnione drobnym pismem, zawierające całe cykle powieści — systemem Balzaka, który właśnie zaczynał swoją Komedię ludzką (Charlotte naturalnie nie wiedziała wtedy o nim nic, a i potem nie poznała jego twórczości), systemem niejako przez nią przeczuwanym, toczące się wokół tych samych postaci. Po roku 1830 znowu szkoła. Jest to pensja panny Wooler w Roe Head. Epizod to pełen znaczenia dla twórczości Charlotte. Krajobraz z Roe Head jest tłem powieści Shirley. Jej zasadniczy motyw, sabotaż z lat 1812–13, jest bezpośrednio związany z tą okolicą; opowiadała o tym na tle swoich wspomnień panna Wooler. Ważniejsze od motywów literackich były przyjaźnie. Jedna z przyjaciółek, Mary Taylor, wprowadza Charlotte do swej rodziny i ta rodzina, pod nazwiskiem York, znajdzie się w powiesci Shirley jako typowa dla tamtych okolic rodzina średnio-ziemiańska, zainteresowana uprzemysłowieniem kraju — szczegół w czasach Charlotte Brontë bardzo istotny. Druga przyjaciółka, Ellen Nussey, jest jeszcze bliższa Charlotte; korespondencja z nią jest ważnym dokumentem w historii rozwoju powieściopisarki. Przyjaźni tej nie osłabił fakt odrzucenia przez Charlotte oświadczyn ze strony brata Ellen, młodego duchownego. Według wszelkich danych Henry Nussey jest pierwowzorem Saint-Johna Riversa z ostatniego epizodu Dziwnych losów Jane Eyre, tak jak trio panienek — Jane i siostry Rivers — jest wspomnieniem relacji trzech przyjaciółek z pensji panny Wooler.
I znów po dwóch latach pensji pobyt w domu. Charlotte ma szesnaście lat. Jest za młoda na nauczycielkę prywatną, dokształca się w domu, uczy się rysować (refleksem tego są niezbyt udane kompozycje do Dziwnych losów Jane Eyre) i pisze — teraz przede wszystkim wiersze. Zwraca się z prośbą o ocenę do ówczesnego poety laureata, cenionego, choć nie genialnego poety, Southeya, dobrego krytyka. Odpowiedź jest pozytywna, ale nie zachęca do dalszej pracy. W roku 1835 pierwsza posada — Charlotte zastępuje swoją dawniejszą przełożoną w niewielkiej pensji w Roe Head. Jest przy niej z początku Emily (którą jednak nostalgia pcha do domu), a potem Anne. W r. 1838 przychodzi chwila rozbicia domu. Emily pozostaje w Haworth, Anne przyjmuje pracę, o której opowie wkrótce w powieści Agnes Grey. Charlotte dostaje miejsce guwernantki w domu niejakich państwa Sidgwick. Z czasów tego kilkumiesięcznego zatrudnienia pochodzi owa sławna anegdota, jak to jedno z dzieci uderzyło Charlotte książką w czoło (reminiscencję tego zdarzenia znajdziemy w Dziwnych losach Jane Eyre, a Charlotte zatuszowała tę sprawę niewinnym kłamstwem i wywołała odruch wdzięczności w dziecku, które rzuciło się jej na szyję z okrzykiem: „Jak ja panią kocham!”. Na ten naturalny odruch matka obruszyła się i rzuciła cierpką uwagę: „Ależ, dziecko, kochać guwernantkę?”. Anegdota ta, opowiadana przez samą Charlotte Elizabeth Gaskell (współczesnej powieściopisarce, pierwszej biografce Charlotte), przedstawia symbolicznie ciężkie położenie tej masy kobiet, których jedyną alternatywą w kwestii utrzymania się przy życiu było wtedy albo wyjść za mąż, albo zostać nauczycielką prywatną. Brak innych środków zarobkowania umysłowego dotykał kulturalnie świeżą warstwę. Ojcowie tych panien guwernantek pierwsi dopiero dochodzili do posad umysłowych, stanowili warstwę średniej inteligencji, na którą i wtedy, i długo jeszcze potem, niemal do I wojny światowej, nie było miejsca w strukturze społecznej Anglii. Dla córek tych duchownych, lekarzy, właścicieli małych zakładów naukowych, skromnych prawników jedynie nauczycielstwo prywatne otwierało drogę samodzielnej pracy. Charlotte Brontë, poświęcając tej sprawie swą twórczość, ujmowała w ten sposób całościowo problem pracy kobiecej w tamtym czasie. Kwestia wisiała w powietrzu. W roku 1848 zagadnienie wychowania i wykształcenia kobiety uczyni osią poważnego poematu (The Princess) Tennyson, uchodzący za nauczyciela swej epoki. Ta sama sprawa stanowi jeden z punktów programu grupy chrześcijańsko-społecznej, prowadzonej przez Charlesa Kingsleya i Fredericka Denisona Maurice’a. Maurice jest inicjatorem założenia seminarium dla nauczycielek prywatnych. I tak w 1849 r. powstaje pierwsze, wzorcowe seminarium żeńskie w Anglii — The Queens College for Ladies, w dwa lata po ukazaniu się Dziwnych losów Jane Eyre.
Powieści Charlotte Brontë nie są jednak tendencyjne. Nie mogła ich uczynić takimi autorka, która sama przeżyła omawiany problem. Osobiste doświadczenie nie pozwala na doktrynerstwo tendencji. Właśnie z połączenia subiektywnego przeżycia z ogólnym problemem powstają dzieła wielkie, a do nich należy niezaprzeczalnie historia Jane Eyre. Przeżycie doli guwernantki, w którym najważniejszy był fakt świadomości, iż doli tej nie można było zmienić, bolesne poczucie niemocy musiało z natury rzeczy być o wiele bardziej intensywne w duszy autorki niż w duszy przeciętnej ówczesnej młodej panny w takiej samej sytuacji. Poczucie marnowania czasu na szycie bielizny dziecięcej i cerowanie pończoch swych wychowanków było tak samo ciężkie dla pisarki jak świadomość, iż nie może zdobyć się na dobry humor, który według jej słów „należy, zdaje się, do warunków nabywanych wraz z pensją guwernantki”. Z tego borykania się z rzeczywistością wypływa też charakter powieści Charlotte Brontë — poruszając sprawę umysłowej pracy kobiecej, przeistacza ją w problem zmagania się z rzeczywistością ze strony kobiety młodej, impulsywnej, pragnącej samodzielności dla swego wyrazu. Problem to bardzo stary i zapewnia jej powieściom, zwłaszcza Dziwnym losom Jane Eyre, wieczną trwałość.
Także i druga posada, o wiele lepsza pod względem serdeczności stosunków, nie mogła naturalnie zadowolić Charlotte, dążącej do samodzielności. Dla ratowania się postanowiła założyć w Haworth razem z siostrą niewielki pensjonat dla panien. Żeby zaś wykorzystać element przyciągający panienki do planowanej szkoły, postanowiły zapewnić przyszłym uczennicom doskonałą francuszczyznę i w tym celu udały się obie z Emily do Brukseli dla dokształcenia się w tym języku. W ten sposób doszła do skutku jedyna „przygoda” Charlotte, jej dwuletni pobyt w Brukseli. Nie trwał on bez przerw. W końcu pierwszego roku umarła niespodziewanie ciotka. Po jej pogrzebie powróciła do Brukseli już tylko Charlotte — i to nie w charakterze uczennicy, ale jako nauczycielka języka angielskiego na pensji państwa Héger.
Pobyt ten przyniósł jej bardzo wiele. Pierwszy raz żyjąc dłużej w otoczeniu odmiennym niż dotychczasowe, uzyskała możliwość porównania, której jej dotąd brakowało. Silniej jednak jeszcze wpłynęła na nią znajomość z panem Hégerem, jej nauczycielem języka francuskiego, człowiekiem bardzo wykształconym, dobrym pedagogiem i literatem, o żywym umyśle galijskim, który pojął od razu wysoką intelektualną wartość swej dziwnej uczennicy. Emanuel Paul z Villette jest podobno jego doskonałym portretem, jak z kolei niezbyt pochlebnym portretem pani Héger jest Madame Beck, właścicielka pensjonatu z tejże powieści. Na ujemny jej wizerunek wpłynęła niechęć Charlotte do katolicyzmu, który wydawał się jej kierowany wyłącznie przez jezuitów, niecieszących się uznaniem w ówczesnej Anglii. Trzeba sobie przypomnieć, że lata pracy twórczej Charlotte Brontë to okres sporu między odradzającym się w Anglii katolicyzmem a zamierającym powoli anglikanizmem. Są to lata ruchu oksfordzkiego, licznego przechodzenia na katolicyzm za przykładem późniejszego kardynała Newmana, byłego kapłana anglikańskiego. Polemika na tym tle doprowadziła do ostrych starć (występy Kingsleya przeciw Newmanowi) i stosunek Charlotte do katolicyzmu jest całkowicie wytłumaczalny nastrojem tego okresu. Nie wpłynął zaś na ujemny rysunek pani Héger na pewno stosunek osobisty, z początku dobry, potem chłodny, ani uczucie niechęci związane z tym, że była ona żoną nauczyciela Charlotte. Bo jednak — choć tylko nieśmiało możemy to przypuszczać — w sercu Charlotte obudziło się uczucie do pana Hégera. Niewypowiedziane nigdy wprost, przebija ono w wyrazie uległości, dziwnej u tak samodzielnej istoty, jaką była Charlotte Brontë, w tonie jej kilku listów, pisanych do pana Hégera po powrocie do Anglii. Uczucie to pozwoliło jej przeżyć jedno z najpotężniejszych wrażeń: cierpienie miłości, której nie wolno się spełnić. Tragedia Jane i Rochestera tutaj ma prawdopodobnie swe źródło.
Bruksela dopełniła wykształcenia Charlotte jako nauczycielki, kobiety i powieściopisarki. Z tych trzech stron życia tylko ostatnia miała wkrótce osiągnąć swoje wyżyny. Ale jeszcze kilka lat ciężkiej wędrówki do szczytu czekało prawie trzydziestoletnią już kobietę. Pięknie wydrukowany prospekt nowej szkoły pozostał jedynie dokumentem, nie przyciągnął ani jednej uczennicy. Męczące bezrobocie wypełnione jest przy tym bolesnym widokiem upadku moralnego ukochanego brata. Zawody życiowe, niepohamowany temperament, zdolności wielkie, ale nieumiejętnie kierowane i nieujęte, sprowadziły Branwella z drogi pracy. Po kilku posadach coraz to gorszych wraca on do domu, obciążony delirium tremens. Niezawodnie znajomość brutalnej strony życia, taka, jaką widzimy u Rochestera, jest skutkiem obcowania Charlotte z tym tak gorąco kochanym, nieszczęśliwym bratem, ofiarą zdolności, nieopanowania i warunków życiowych.
Trzy siostry są znowu razem i razem wstępują na scenę poezji pod pseudonimami Currer, Ellis i Acton Bell (zachowując je i w późniejszej twórczości) jako autorzy zbiorowego tomiku poezji, wydanego w roku 1846. Krytyka przyjęła tomik przyjaźnie, publiczność nie czytała go wcale. Przedsięwzięcie zamiast spodziewanego dochodu materialnego przyniosło tylko straty, tak iż trzy młode poetki, mające już w biurkach powieści gotowe do druku, były zmuszone szukać na nie mecenasów. Sprawa była niełatwa. Wreszcie Wichrowe wzgórza autorstwa Emily i Agnes Grey Anne znalazły finansowanie na bardzo złych warunkach. Professor Charlotte wędrował dalej od jednej firmy do drugiej. Aż zupełnie niespodziewanie z nowego wtedy wydawnictwa Smith i Elder przyszła pełna nadziei odpowiedź: przesłany rękopis jest za krótki na gust publiczności, jeśli jednak „autor” ma powieść trzytomową, to firma podejmie się publikacji. W ciągu kilku tygodni znalazł się rękopis Dziwnych losów Jane Eyre, gotowy już w chwili owej odpowiedzi prawie zupełnie, w kancelarii firmy Smith i Elder. Przez kolejne trzy wieczory przeczytali go, pochłonięci impetem nowego talentu, kierownik literacki firmy, kierownik handlowy, pan Taylor (który potem oświadczył się o rękę Charlotte, ale podobnie jak dwaj poprzednicy nie zyskał jej uczucia) i wreszcie sam właściciel, pan George Smith, który nie dowierzał entuzjastycznym pochwałom swych pomocników. Powieść została zakupiona i wydana w ciągu sześciu tygodni, a w ciągu następnych sześciu wyprzedana całkowicie w pierwszym nakładzie (1847).
Krytyka, uznająca wielki talent „autora”, czyniła jednak zastrzeżenia co do moralności treści. To stanowisko krytyczne jeszcze się zaostrzyło, gdy zaczęto dowiadywać się, iż powieść wyszła spod pióra kobiety. Uważano, że Rochester, bigamista w intencji, nie został dostatecznie ukarany, nie traci bowiem kobiety, którą kochał, lecz przypadkowo nabawia się kalectwa. Ale właśnie ten zarzut potwierdza tragiczność pomysłu powieściopisarki. Nie istnieje możliwość wydania bezspornego sądu, czy jest czy nie ma winy w tej sprawie. Jest to konflikt uczucia, mocniejszego niż śmierć, z układem stosunków społecznych, na ogół słusznym, ale w tym indywidualnym wypadku niezasadnym. Jest to walka namiętności głębokiej, obejmującej całego człowieka z ciałem i duszą, z przeszkodą tylko formalnie istotną, a jednak niedającą się usunąć. Wina Rochestera zostaje pomniejszona do możliwie małych rozmiarów, jeżeli w ogóle istnieje. Miłość do Jane odkupuje jego złe życie, któremu on tylko pośrednio był winien, a jego próbę ratowania żony trzeba przypisać wpływowi uczucia do małej nauczycielki. Rysunek Rochestera i Jane, jakkolwiek mógłby być z punktu widzenia moralności społecznej traktowany, pokazuje nam głębokie wniknięcie w pasję ludzkiego serca, w namiętność mężczyzny i kobiety. Jest to owo zrozumienie pierwotności instynktów (cechujące przede wszystkim Wichrowe wzgórza), wyniesione przez siostry pisarki z zasłuchania się w szum wiatru górskiego, z obcowania z surową naturą rodzimych pagórków, z sieroctwa, w którym dorastały, z samotności i samorodności geniuszu. Stąd płynęła owa śmiałość w wypowiadaniu się, śmiałość, która tak przerażała, a zarazem zachwycała pierwszych czytelników ich powieści. Z obcowania z pierwotną naturą wynika też główny wątek w zakończeniu historii Jane — motyw telepatii. W literaturze światowej jest to jeden z nielicznych przykładów użycia tego motywu w powieści w sposób przekonywujący.
Drobne niezręczności w konstrukcji powieści zasłaniała krytyce współczesnej, jak i zasłania dzisiejszemu czytelnikowi, prawda przeżycia, zawarta w poszczególnych epizodach powieści, których wewnętrzna budowa jest arcydziełem. Powodzenie było zasłużone i przyniosło autorce cały szereg najlepszych i najmilszych przyjaźni literackich, jak wielkiego powieściopisarza Thackeraya, Elizabeth Gaskell, historyka filozofii G. H. Lewesa i innych. Powodzenie to pozwoliło jej też pracować spokojnie nad następną powieścią i przetrwać, stworzywszy dla Charlotte cel istnienia, straszne lata 1848–1849, znaczone kolejnymi zgonami trojga rodzeństwa, zakończone jej zupełnym osamotnieniem przy boku starego ojca. Ślady cierpienia i smutku widnieją bardzo wyraźnie w powieści, której bohaterka, Shirley, jest wyidealizowanym portretem Emily. Po tej publikacji przyszły lata względnie szczęśliwe, a przynajmniej spokojne. Odwiedziny w Londynie, Manchesterze i u znajomych przerywają od czasu do czasu samotne życie w Haworth, które zaczyna nieco dokuczać pisarce. Powoli powstaje trzecia powieść, Villette. W niej Charlotte osądziła samą siebie dość surowo, dając w ten sposób zadośćuczynienie za wyidealizowanie autoportretu w Dziwnych losach Jane Eyre. Sposobem stosowanym dość często w autobiograficznych utworach autorka „rozdwoiła” siebie, przeciwstawiając swej prawdziwej istocie tę wymarzoną. Mała Polly Home, która na naszych oczach wyrasta z poważnego dziecka na panienkę, umiejącą godzić powagę życia z głębią uczucia, jest jej ideałem, ale tego ideału nie spełnia Lucy Snowe, szukająca niespokojnie ostoi życia, w której rysunku autorka zawarła samokrytykę. Zakończenie powieści jest, wbrew zasadzie obowiązującej wtedy angielską twórczość, smutne. Emanuel Paul ma powrócić po kilkuletnim pobycie z kolonii do kraju, aby się ożenić z czekającą na niego Lucy, ale ginie w katastrofie okrętu. Charlotte Brontë nie umiała rozminąć się z prawdą życia i swój stosunek uczuciowy do pana Hégera zakończyła akordem smutnej rezygnacji na ostatniej stronie Villette.
Powieść ta przyniosła jej zupełne wyzwolenie od uczucia, jeżeli ono jeszcze istniało w czasie tworzenia tekstu, i kiedy po dłużej trwającym staraniu się o jej rękę ze strony wikarego z Haworth, Arthura Bella Nichollsa, i po pokonaniu oporu ojca, zawarła ślub w czerwcu 1854, poczuła się po raz pierwszy w życiu szczęśliwa. Ale szczęście nie trwało długo. Po krótkiej chorobie, w następstwie kilkutygodniowego osłabienia, zasnęła spokojnie w dniu 31 marca 1855 r. Widocznie spełniła już swoje zadanie wypowiedzenia bólu, zmagania się samodzielnej, pełnej pasji, kobiecej duszy z otaczającym światem. Wielki pisarz, znawca życia moralnego i społecznego i oddany przyjaciel Charlotte — Thackeray — podziwia we wspomnieniu pośmiertnym o niej „jej płomienną miłość prawdy, odwagę, prostotę, oburzenie na krzywdy, żywe współczucie, spokojną a głęboką miłość i poszanowanie, pełen pasji, jeżeli się można tak wyrazić, honor kobiety”. Kto to zawarł w swoim dziele — a Charlotte Brontë to uczyniła — ten wypełnił dobrze i całkowicie zadanie wielkiego artysty.
Andrzej Tretiak