Przez długi czas królestwo narażone było na szwank wielki, gdyż każdy z panów umacniał swoje siły, niejeden zaś z nich przemyśliwał nad tym, jak raczej samemu królem zostać niż uznać za pana dziecię, którego nigdy nie oglądał.
Przewidział był Merlin ów cały zamęt, przeto trzymał królewiątko w ukryciu, aby nie doznało krzywdy od zazdrosnych baronów, póki lat swoich nie dojdzie i do objęcia rządów nie stanie się sposobne. I nawet Pan Ektor nie wiedział nic o tym, że w domu jego wespół z synem jego Kajem wzrasta syn królewski i dziedzic korony.
Aż kiedy urósł wreszcie młody Artur na młodzieńca dorodnego i wyćwiczonego w sztuce rycerskiej, udał się Merlin do Arcybiskupa Canterbury i doradził mu, aby zwołał do Londynu w dzień Pańskich Narodzin wszystkich możnych panów z całego królestwa i z całego królestwa wszystką brać rycerską, wonczas bowiem Bóg, w wielkiej swej łaskawości cud czyniąc, wskaże im, kto ma być Anglii władcą prawowitym.
Uczynił Arcybiskup, jak mu Merlin doradził. Tedy wszyscy najprzedniejsi rycerze, oczyściwszy się z grzechów na świętej spowiedzi, tak iżby ich modlitwa tym łacniej przez Boga wysłuchana być mogła, zjechali się na dzień Pańskich Narodzin do Londynu. A każdy z nich myślał sobie, że być może Bóg mu tę łaskę uczyni i królem naznaczy. Przeto zgromadziwszy się w największej świątyni stolicy (czy była to katedra świętego Pawła, czy też nie, o tym stare kroniki milczą), spędzili w niej na modłach dzień cały. A gdy już odprawiono pasterkę i wyszli o świcie rycerze z kościoła, ujrzeli na cmentarzu kościelnym potężny, graniasty złom kamienny. Pośrodku owego głazu tkwiło kowadło stalowe, zasię w ono kowadło zatknięty był miecz obnażony i świetliście ostrzem połyskujący. Dokoła miecza biegły złotem pisane litery, głosząc napis taki: „Ktokolwiek tego miecza z onego głazu a kowadła dobędzie, ten królem jest prawowicie zrodzonym całej Anglii”.
Dziwowali się wokół zebrani widokiem owego głazu i napisu, zasię niejeden, co królem chciał zostać, za rękojeść miecza pociągnął. Ale miecz ani drgnął, przeto orzekł Arcybiskup:
— Nie masz tu tego, co mieczem tym owładnie, a jednak nie wątpmy, że Bóg go nam w końcu da poznać. Przeto rada moja jest taka. Wybierzmy dziesięciu rycerzy, ludzi zacnych, i niech strzegą tego miecza, aż się zjawi prawy jego właściciel.
Tak też zarządzono i ogłoszono wszem, iż próbować może miecz posiąść, kto zapragnie. W dzień zaś Nowego Roku urządzili baronowie turnieje i gonitwy dla chętnych rycerzy. A uczyniono to dlatego, aby zgromadzić pospołu panów możnych i brać rycerską, gdyż zawierzył Arcybiskup Bogu, iż mu wkrótce wolę swą objawi i króla wskaże. Tak więc w dzień noworoczny wyjechali baronowie w pole, niektórzy dla gonitwy, niektórzy, aby się w szrankach potykać. I zdarzyło się, że Pan Ektor wyjechał także, a wraz z nim syn jego, Pan Kaj, który niedawno rycerzem został, i młody Artur, Kaja brat przyrodni.
Gdy tak jechali do miejsca, gdzie się turniej odbywał, spostrzegł nagle Pan Kaj, że miecza swego w gospodzie, gdzie stanęli z ojcem, zapomniał, prosił więc Artura, aby wróciwszy się, miecz mu przywiózł.
— Chętnie to uczynię — rzekł Artur i do domu pośpieszył.
Aliści ani gospodyni, ani też nikogo ze służby, kto by mógł mu miecz Kajowy wydać, w domu nie zastał, wylegli bowiem wszyscy na pole, aby na turniej popatrzeć.
Zakłopotał się przeto Artur i powiedział sobie:
— Pojadę na cmentarz kościelny i wezmę ów miecz w głaz wetknięty, gdyż nie może brat mój, Pan Kaj, dnia dzisiejszego bez miecza zostać.
Podjechawszy więc do głazu, zsiadł Artur z konia i u słupa go uwiązał. Potem poszedł wprost do namiotu straży, ale nikogo z rycerzy nie znalazł. Wszyscy na turniej pojechali. Ujął wtedy za rękojeść miecza i pociągnął ją ku sobie mocno, i wyszedł miecz z kowadła posłusznie, a bez oporu. Wówczas, znów konia dosiadłszy, pojechał Artur w pole, aż odnalazł brata swego, Pana Kaja, i miecz mu oddał.
Gdy tylko Pan Kaj miecz zobaczył, poznał od razu, że to ten sam, co w głazie tkwił, podjechał więc do ojca, Pana Ektora, i rzekł mu:
— Spójrz, panie, oto miecz z głazu dobyty. Mam być przeto królem całej Anglii.
Skoro Pan Ektor miecz obejrzał, zawrócili wszyscy trzej do świątyni i weszli do niej. Tu kazał Pan Ektor Kajowi na Ewangelię przysiąc, iż prawdę powie, jak ów miecz posiadł. Wówczas wyznał Kaj, że to Artur miecz mu przywiózł, i zapytał brata:
— Jakżeś tego dokonał?
A gdy usłyszał Pan Ektor odpowiedź Artura, jak miecza dobył, powiedział mu:
— Pojmuję teraz. Ty masz być królem tej ziemi.
— Dlaczego ja — zapytał Artur — i z jakiej przyczyny?
— Gdyż Bóg tak chce, panie — odpowie Ektor. — Nikt inny bowiem nie byłby onego miecza dobył, król tylko prawowity. A teraz pokaż mi, czyli potrafisz ów miecz w kowadło z powrotem wetknąć i dobyć go znowu.
— Niewielka to sztuka — rzecze Artur i wetknął miecz w kowadło.
Spróbował go wyciągnąć Pan Ektor, ale nie mógł. Próbował i Pan Kaj i ciągnął, co miał siły, ale miecz nie ustąpił.
— Próbuj ty znowu — rzecze Pan Ektor do Artura.
— Chętnie to uczynię — odparł Artur i dobył miecza lekko raz jeszcze.
Teraz nie wątpił już Pan Ektor, że Artur z wyższego rodu pochodzi, niż dotychczas mniemano, i że się prawowitym królem on okazał. Opowiedział tedy wszystko przybranemu synowi: że nie był jego ojcem rodzonym, ale na zlecenie Merlina go wychowywał. Zasmucił się Artur prawdziwie, usłyszawszy, że Pan Ektor nie jest jego ojcem i że nie jest jego matką rodzoną owa pani zacna, która go hodowała i hołubiła jako własnego syna. Powiedział też Ektorowi:
— Jeśli tylko Bóg tak zechce i królem, jako rzeczesz, zostanę, na twoje żądanie uczynię wszystko, co będzie w mojej mocy, a nie uchybię ci nigdy.
Gdy to Artur powiedział, udali się do Arcybiskupa i opowiedzieli mu, kto miecza dobył i jak się to stało. Zasię potem zebrali się znów baronowie i każdy na oczach wszystkich próbował miecza dobyć. Ale nikt prócz Artura nie mógł tego dokonać. Niejeden zaś z możnych panów w gniew popadł i mówili, że hańbą to jest dla wszystkich i dla całego królestwa pozwolić sprawować rządy chłopięciu. Ugodzono się wreszcie, aby odłożyć sprawę całą do dnia Panny Marii Gromnicznej, kiedy zbiorą się znów baronowie wszyscy. Rozpięto namiot ponad głazem i mieczem i wyznaczono dziesięciu rycerzy, ażeby czuwali przy nim, po pięciu na zmianę przez dzień i noc. Zasię w święto Panny Marii Gromnicznej zebrało się więcej jeszcze panów co przedniejszych i próbowali dobyć miecza, ale nikt prócz Artura nie mógł tego dokonać. Zmartwili się tym srodze baronowie i domagali się odłożenia rzeczy całej aż do świąt uroczystych Wielkiejnocy. Tak się stało. A jako zwyciężał Artur wprzódy, zwyciężył i teraz. Jednak oburzali się jeszcze panowie na to, że Artur królem ma być, i odłożyli znowu rzecz całą aż do Zielonych Świątek.
A w niedzielę Zielonych Świątek próbowali znów ludzie różni i w ciżbie wielkiej miecza dobyć, ale nikt prócz Artura nie mógł tego dokonać. Dobył go, jak zwykle, bez oporu na oczach wszystkich zebranych panów i wszystkiego zebranego ludu.
Zakrzyknął wówczas lud:
— Chcemy, aby Artur był naszym królem, nie damy już zwłóczyć dłużej, gdyż widać taka jest wola Boga. A kto się opowie przeciw, zginie z naszych rąk jako zdrajca.
I uklękli wszyscy pospołu możni i biedni, prosząc Artura, aby im darował, że zwłóczyli tak długo. I przebaczył im Artur, i ujął miecz w obie ręce, i zaniósł go przed ołtarz, gdzie Arcybiskup stał, i tak przyjął pasowanie na rycerza z rąk najgodniejszych. Wkrótce koronację odprawiono. A biorąc koronę, przysięgał Artur panom i ludowi, że królem będzie prawdziwym, że sprawiedliwości przez wszystkie dni swego żywota będzie przestrzegać. Zasię potem nakazał panom, korony swojej wasalom, aby urzędy objęli i służyli krajowi, jako byli powinni. I wiele gwałtów, które się stały po śmierci króla Utera, wyrównał, a panom i rycerzom, niewiastom i szlachcie nieprawnie zabrane im majętności przywrócił. A gdy zaprowadził już król porządek na ziemiach wokół Londynu leżących, Pana Kaja marszałkiem Anglii uczynił i innym urzędy wyznaczył, aby strzegli kraju przed wrogami i dopomagali władcy czuwać nad porządkiem i pokojem wewnątrz królestwa.