tłum. Felicja Kruszewska

XVI. O tym, jak Pan Garet na dwór króla Artura powrócił

A teraz Pana Gareta z Panem Gringamurem i siostrami jego, Lionessą i Linetą, na Zamku Niebezpiecznym pozostawmy i do króla Artura powróćmy, który znów na Zielone Święta doroczną ucztę w Karlionie wydał.

A przybył na tę ucztę najpierw Zielony Rycerz z pięćdziesięciu rycerzami i wszyscy królowi Arturowi się poddali. Potem i brat jego, Czerwony Rycerz, z sześćdziesięciu swymi rycerzami nadjechał i takoż jeńcem królewskim się opowiedział. Wreszcie i brat ich, Rycerz Błękitny, we sto koni nadciągnął, siebie i ludzi swych służbom królewskim polecając.

Wówczas też opowiedzieli trzej bracia królowi, jak wszystkich ich rycerz jeden pokonał, który z panną jechał i Piękną Rączką się zwał. Opowiedzieli także, jak czwartego brata, Czarnego Rycerza, Pan Piękna Rączka zabił, jaką przygodę miał z dwoma braćmi broniącymi mu przejścia przez rzekę, i coraz bardziej zdumiewał się król, kto zacz był ów rycerz, co w kuchni jego przez rok siedział i przez Pana Kaja wzgardliwie Piękną Rączką nazwanym został.

A właśnie, gdy król stał z trzema tymi braćmi, rozmawiając, nadszedł Pan Lancelot z Jeziora z wieścią, że znaczny jakiś pan z sześciuset rycerzami na dwór królewski przybył. Wyszedł król gościa powitać, a tu Krwawy Rycerz z Krwawych Błoni dworny mu ukłon składa i mówi:

— Przysyła mnie tu rycerz, co Piękną Rączką się zowie. W pojedynczej walce on mnie pokonał, a równego mu przeciwnika nigdym jeszcze nie miał. Na jego tedy rozkaz ja i rycerze moi woli się twojej królewskiej poddajemy, aby ci odtąd w miarę sił naszych wiernie służyć.

Przyjął go król Artur dwornie, jako przedtem trzech braci przybyłych, i przyrzekł im wszystkim przez miłość dla Pięknej Rączki cześć okazywać. Przeto do stołu swego ich zaprosił i miejscu poczesnym posadził.

A gdy wszyscy za stołem zasiedli, weszła do sali królowa z Orkadów, a za nią dam i rycerzy liczba wielka. Zerwali się natenczas zza stołu synowie tej pani, Pan Gawain, Pan Agrawen i Gaheris, i podszedłszy do niej, na kolanach ją powitali, o błogosławieństwo prosząc, bowiem nie widzieli jej już lat piętnaście. Zasię ona z gniewem do brata swego, króla Artura, przemówi:

— Coś z najmłodszym synem moim, Panem Garetem, uczynił? Cały rok tu między wami przebywał, a tyś go kuchcikiem zrobił, wstyd przez to na was wszystkich ściągając.

— Ach, matko miła — Pan Gawain zawoła — nie poznałem go wcale.

— Takoż i ja — król powie. — Lecz Bogu niech będą dzięki, rycerzem wielkim, jak żaden jeszcze w jego latach, on się okazał i dopóki go nie odnajdę, radości nie zaznam. Zdaje mi się też, siostro, że niesłusznie wyrzuty mi czynisz, skoroś mnie swego czasu o przybyciu mego siostrzana wcale nie uwiadomiła. Gdybym wiedząc, kto zacz, z krewniakiem moim źle się obszedł, w prawie byłabyś mi dzisiaj przyganiać. Ale syn twój na mój dwór wsparty na ramionach dwóch ludzi się przywlókł, jakby o własnych siłach iść nie mógł. Potem o trzy dary mnie prosił, z których jednego tego samego dnia miałem mu udzielić. A tego zażądał, abym go przez cały rok karmił i poił. O dwa inne dary w rok potem poprosił i tego znów chciał, abym sprawę panny Linety, która tu o pomoc mnie błagać przybyła, jemu poruczył i aby Pan Lancelot rycerzem go uczynił wówczas, kiedy tego zażąda. Te wszystkie jego życzenia spełniłem, a wielu tu, na tym dworze, dziwowało się, że o jadło i napitek prosił, mniemano też, iż o to właśnie zabiegając, z podłego rodu on pochodzi.

— Panie — rzeknie bratu królowa z Orkadów — posłałam go do ciebie w piękną zbroję, broń i konia zaopatrzonego, sporo też złota i srebra miał on ze sobą.

— Być może — król odpowie — ale tegośmy nie widzieli. Dopiero w dniu, kiedy na wyprawę wyruszał, powiadali mi rycerze, że karzeł jakowyś we dworze nagle się pojawił i konia mu pięknego i zbroi bogatej dostarczył. Wielceśmy się też dziwowali, skąd bogactwa te pochodzić mogły i wszyscyśmy orzekli, że znać wielkiego rodu młodzian ten być musi.

— Bracie — rzeknie na to królowa — wierzę wszystkiemu, co powiadasz, gdyż odkąd z lat dziecięcych syn mój wyszedł, swoim się on rządził rozumem, a przemyślny był zawsze i wszystko, co sobie zamyślił, wiernie był zawsze wykonał. Temu się tylko dziwuję, że mógł Pan Kaj nad nim się natrząsać i w pogardzie go mieć, i Piękną Rączką przezwać. Przecież lepszą mu nazwę dał, niż sam się spodziewał, gdyż jeśli tylko syn mój żyje jeszcze, nie masz na świecie człeka, który by mu pięknością twarzy i rąk dorównał.

— Siostro — Artur powie — jeśli tylko w granicach moich siedmiu królestw przebywa, Bóg go nam odnaleźć pozwoli. A teraz do uczty wracajmy i weselmy się, gdyż dowiódł, że człowiekiem jest honoru, a to mnie raduje.

Napisano potem piękne listy i posłano z nimi wysłańca do pani Lionessy, prosząc ją, aby króla powiadomiła, gdzie Pan Garet najpewniej znajdować się może. Dała na to odpowiedź, iż nie może jeszcze powiedzieć, gdzie się rycerz obraca, zamierza jednak wielki turniej na zamku urządzić, a podczas turnieju na pewno i o Panu Garecie da się wieści zasięgnąć.

Tedy król Artur i wszyscy co przedniejsi jego rycerze na zamek pani Lionessy, co wpodle wyspy Avilionu leżał, razem przybyli. Wiele czynów niezwykłej odwagi i zręczności tam dokonano, jednak ze wszystkich rycerzy Pan Garet największą sławę zdobył. Brał on ci udział w tym turnieju przez nikogo niepoznany, aż wreszcie herold jeden, miano rycerza na hełmie jego odczytawszy, wszystkim to głośno wyjawił.

Słusznie też domyślać się możecie, jak wielce się król odnalezieniem Pana Gareta ucieszył; z radości jak dziecko on zapłakał. Na tę chwilę właśnie matka młodzieńca, królowa z Orkadów, przybyła, a kiedy Pana Gareta we własnej osobie twarzą w twarz ujrzała, zemdlona na ziemię upadła. Podniósł ją Pan Garet i tak umiejętnie pocieszał, że przyszła całkiem do siebie i radości wielkiej się oddała. Podeszła ku nim i pani Lionessa, taka piękna, że wśród zebranych tam dam najświetniejszych za pierwszą uznana była.

Wówczas król siostrzeńca swego, Pana Gareta, zapytał, czy by panią tę za żonę pojąć sobie życzył.

— Panie mój — Pan Garet odpowie — wiedz to, że ją nad wszystkie inne miłuję.

— A ty, piękna pani, co mi powiesz? — król zapyta.

— Najszlachetniejszy królu — pani Lionessa odpowie — wiedz, że pan mój, rycerz Garet, droższym małżonkiem mi będzie niż każdy z królów czy książąt w chrześcijaństwie całym. A jeśli mu pozwolisz wolę swą wypowiedzieć i wybór po własnej myśli uczynić, twierdzić się ośmielę, że mnie on za żonę zechce.

— Prawda to! — Pan Garet zawoła. — Jeśli ciebie za żonę nie pojmę, żadnej innej nigdy nie zaślubię.

— Powoli, siostrzeńcze, powoli — król na to powie. — Alboż ci tego wzbraniam? Wolej bym część królestwa utracił, niż między wami dwojgiem stanął. Daję wam miłość moją i królewską zgodę na to małżeństwo i wszystko dla was, co tylko w mojej leży mocy, uczynię.

Tak więc zarządził król, aby zaślubiny Pana Gareta z Damą Lionessą odbyły się z uroczystością wielką w dzień świętego Michała Archanioła w Kink-Kenadon nad morzem. Sam Biskup Canterbury przybył ślubów małżeńskich młodej parze udzielić. A tego samego dnia Pan Gaheris pannę Linetę poślubił.

Zasię na gody weselne przybył Zielony Rycerz i brat jego, Czerwony Rycerz, i wszyscy inni, których Pan Garet był zwyciężył. I hołd mu złożyli, przysięgając lennikami jego być po wsze czasy. Oni też na własne życzenie przy uczcie mu usługiwali. A zjechało się na te gody wielu królów i królowych, książąt, hrabiów, baronów i rycerzy wspaniałych. A wiedzcie, że nie brakło tam na tych godach jadła smakowitego i napitków ani też uciech rozlicznych, gier i harców, i pieśni śpiewania, którymi się chętnie, jak to w owych czasach we zwyczaju było, zabawiano. A nie zaprzestano bawić się i ucztować wcześniej niż po dniach czterdziestu.

Słusznie tak się działo, gdyż ten Pan Garet wielce szlachetnym rycerzem był i rozum miał nie byle jaki, i wysławiał się pięknie.

(W tłumaczeniu pominięto rozdziały XVII–XXII książki, opowiadające o przygodach rycerza Tristrama, bardziej znanego jako Tristan. Główny wątek, powstały na motywach legendy celtyckiej, stanowi jedną z najpopularniejszych historii miłosnych w literaturze. Legenda ta została zrekonstruowana w najpełniejszej postaci przez Josepha Bédiera w utworze pt. Dzieje Tristana i Izoldy).