Pewnego dnia przybył na dwór króla Artura rycerz jeden z giermkiem swoim. A był to Pan Aglowal, króla Pellinora syn. Brata on swego, Percewala, za giermka ze sobą wziął, gdyż pragnął, aby z rąk króla Artura młodzieniec godność rycerza otrzymał. Najmłodszym był ten Percewal z pięciu synów królewskich, przeto król Artur z miłości do ojca jego i braci, wszystkich rycerzy dobrych, zgodził się godność rycerza mu dać i uczynił to dnia następnego w Camelocie. Myśleli jednak i król, i rycerze wszyscy, że nieprędko jeszcze ów świeży rycerz walecznością się swoją popisze, zasię Pan Kaj i Pan Mordred żarty sobie stroili z młodzieńca, nieświadomego dworskich zwyczajów.
Przy obiedzie, kiedy każdy z rycerzy według znaczenia swego miejsce za stołem zajmował, kazał król Panu Percewalowi pomiędzy pomniejszymi rycerzami zasiąść. Ale całkiem inaczej się stało. Była bowiem wśród dwórek królowej dziewczyna jedna, z domu zacnego, ale niemowa, która nigdy słowa nie wyrzekła. Ta to dziewczyna, ledwo na sali się była zjawiła, wprost do Pana Percewala podeszła i za rękę go wziąwszy, przemówiła głośno, tak aby król i rycerze wszyscy słyszeć ją mogli:
— Powstań, Panie Percewalu, rycerzu szlachetny i rycerzu Boga, i pójdź ze mną.
Tedy powstał rycerz, a dziewczyna zawiodła go, gdzie Stołek Niebezpieczny stał, dotychczas jeszcze przez nikogo niezajęty. Potem miejsce mu po prawej stronie stołka wskazując, rzekła:
— Miły rycerzu, zajmij miejsce swoje, gdyż tobie tylko, nikomu innemu, ono się należy.
To powiedziawszy, z sali wyszła, niezadługo zaś po tym zdarzeniu zmarła.
A król i dwór cały uradowali się wielce, że Pana Percewala pośród siebie mają.
W jakiś czas potem zdarzyło się, że Pan Lancelot z Jeziora niechcący królową Ginewrę ciężko obraził. Ta zaś, wyrzuty srogie mu czyniąc, zdrajcą nieszczerym go nazwała i kazała z dworu swego precz jechać. A tak się jej słowami Pan Lancelot przejął, że ze zmartwienia całkiem od rozumu odchodził. W nieprzytomności przez okno w ogród zamkowy skoczył, a że na ciernie natrafił, twarz całą okrutnie sobie podrapał. I przed siebie tak pobiegł, nie wiedząc sam, dokąd pędzi, i przez długi czas nikt z najbliższych nawet jego krewniaków nie wiedział, co się z rycerzem stało.
Wkrótce jednak królowa Ginewra żal wielki poczuła, że się tak srogo z wiernym swoim rycerzem obeszła, i na kolanach Pana Borsa, Lancelotowego siostrzana, i innych jeszcze rycerzy błagała, aby po Anglii całej, Walii i Szkocji szukać Pana Lancelota jechali.
Zgodzili się na to ci rycerze szlachetni i wyruszyli po dwóch, po trzech, razem się trzymając, a zawsze z góry się umówiwszy, gdzie się spotkać mają, aby wieści sobie wzajem udzielić.
Wówczas i Pan Aglowal z Panem Percewalem wyruszyli, najpierw jednak do matki swojej zajechali. A królową ona w owym czasie była. Dwóch synów swoich ujrzawszy, serdecznie z radości zapłakała, mówiąc:
— O, synkowie kochani, gdy ojca waszego zabito, pięciu synów mi pozostało, a do dziś dnia trzech już poległo. Nigdy moje serce nie dozna pociechy.
Potem przed Aglowalem i Percewalem uklękła i błagała ich, aby w domu z nią pozostali.
— O, słodka matko — Pan Percewal jej rzeknie — z ojca i z ciebie krew królewską w siebieśmy wzięli, przeto przystoi nam po świecie wojować i czyny szlachetne spełniać.
A kiedy przyszedł czas, że mieli jechać dalej, nic tylko płacz a szlochanie za sobą zostawiali. A gdy w drogę już wyruszyli, posłała matka za nimi giermka, dostatnio go zaopatrzywszy. Ale kiedy dopędził giermek rycerzy, ani słuchać o tym nie chcieli, żeby dalej z nimi miał jechać. Do domu z powrotem go odesłali, ażeby matkę ich pocieszył i o błogosławieństwo dla synów ją prosił.
A kiedy wracał ów giermek do domu, noc go zaskoczyła po drodze, tedy do zamku najbliższego się udał, o nocleg prosić. A traf nieszczęśliwy zrządził, że panem tego zamku był baron jeden, któremu Pan Aglowal brata zabił. Zasię dlatego on to uczynił, że nieszczerym był rycerzem ów barona brat i wielu damom i rycerzom dobrym zdradą odpłacił. Tedy gdy ów baron usłyszał, że przybyły giermek dobremu rycerzowi, Panu Aglowalowi, służy, bez litości żadnej swoim ludziom zabić go kazał.
A kiedy zwłoki giermka nazajutrz rankiem na cmentarzu grzebać miano, Pan Aglowal z Panem Percewalem drogą nadjechali. Wówczas jeden człek poczciwy, który na pogrzeb był przyszedł, opowiedział im, jak niecnie baron z biednym giermkiem się obszedł. Usłyszawszy to, obaj rycerze z koni zsiedli i ludziom swoim je zostawiając, pieszo do zamku poszli. Tam, ledwo w bramę dziedzińca weszli, odźwiernemu Pan Aglowal powie:
— Idź do pana swego i powiedz mu, że przybył Pan Aglowal, któremu giermka nocy tej zabito.
Wnet też i pan zamku, Panem Gudwinem się on zwał, uzbrojony na dziedziniec wyszedł. Rzucili się na siebie z Panem Aglowalem z taką zawziętością, z jaką gniewne lwy ze sobą walczą. Zasię Pan Percewal z pozostałymi walkę stoczył, kto tylko stanąć mu chciał, i nie minęła chwilka, jak wszystkich co śmielszych ubił, tak bowiem mieczem swoim obracał, że nie każdy podejść bliżej się odważył. Wkrótce też i Pan Aglowal Pana Gudwina na ziemię obalił. Wówczas bracia zamek opuścili i znów koni dosiedli. Potem zwłoki giermka do pobliskiego klasztoru zanieść kazali. Tam go i pochowano. Po pogrzebie dalej rycerze w swoją drogę ruszyli i wiele krajów zjechali, wszędzie się o Pana Lancelota wypytując, ale nigdzie na ślad jego nie wpadli.
Wreszcie w zamku Kardykanem zwanym rozstał się Pan Percewal z bratem swoim Aglowalem i sam dalej z giermkiem tylko jechał. Pod wieczór na most w kamieniu kuty natrafił, a na moście rycerza znalazł łańcuchem przykutego do słupa. Pan Persydes to był, rycerz Okrągłego Stołu. Przypadkiem tędy był on jechał, schronienia w zamku za tym mostem leżącym szukając. A tak niecnym zwyczajem mieszkańcy tego zamku się rządzili, że Pana Persydesa osaczyli, nim za broń chwycić zdołał, i związawszy, do mostu go przykuli. Już myślał Pan Persydes, że mu tam umrzeć przyjdzie, jeśli mu rycerz jaki zacny z pomocą nie pośpieszy.
Poznał nieszczęśnika Pan Percewal i zawołał:
— Bądź, panie, dobrej myśli, a że rycerzem Okrągłego Stołu, jako i ja, jesteś, wierzę, że Bóg uwolnić mi cię pozwoli.
To powiedziawszy, miecza dobył i w łańcuch z taką siłą uderzył, że nie tylko na dwoje go rozkroił, ale i kolczugę razem Pana Persydesa przeciął, i samego rycerza lekko ranił.
— Prawdziwie — Pan Persydes powie — równie tęgiego ciosu nigdym jeszcze nie otrzymał, gdyby bowiem nie łańcuch ten, już bym nie żył.
Wtem, wkoło spojrzawszy, rycerza ujrzał, który od zamku co sił ku nim nadjeżdżał. Tedy Panu Percewalowi rzeknie:
— Strzeż się, panie. Jedzie tu taki, z którym pewno będziesz miał robotę.
— Niechże przybywa — Pan Percewal na to powie.
I na spotkanie rycerza na środek mostu wyjechawszy, taki mu cios wymierzył, że napastnik, z siodła wysadzony, za poręczą mostu się znalazł. Byłby też z pewnością wszelką zatonął, gdyby do czółna był nie wpadł, co pod mostem uwiązane stało. Wówczas Pan Percewal konia jego wziął i Pana Persydesa nań posadził. Potem razem do zamku pojechali i tam na żonie rycerza wymogli, aby sługi Pana Persydesa uwolniła.
Gdyby był Pan Percewal za większą sprawą nie jechał, byłby dłużej w zamku tym pozostał, aby złym obyczajom jego mieszkańców kres położyć, ale nie mógł on nigdzie długo popasać, bowiem Pana Lancelota poszukiwał. Tedy z Panem Persydesem do jego zamku pojechał i tam, gościnnie przez gospodarza podejmowany, tę noc spędził. Nazajutrz rano mszy wysłuchawszy i posiłek ranny spożywszy, Panu Persydesowi powiedział:
— Do króla Artura jedź i powiedz mu, jakeś się ze mną spotkał, zaś mojemu bratu, Panu Aglowalowi, opowiedz, jakem cię z niewoli wyratował, i proś go, aby mnie nie szukał, gdyż nie ujrzy mnie on ani ze dworu nikt, póki wpierw Pana Lancelota z Jeziora nie odnajdę. A Panu Kajowi i Panu Mordredowi rzeknij, że w Bogu nadzieję pokładam, iż nie gorszym od nich rycerzem okazać mi się pozwoli, i że nie wcześniej na dwór królewski wrócę, aż ludzie z taką czcią mówić o mnie będą, z jaką nigdy o żadnym z nich nie mówili.
Tak więc Pan Persydes z Panem Percewalem się rozstał i do króla Artura pojechał, aby o czynach Pana Percewala opowiedzieć. Rzekł też wówczas król Artur, iż powinien ten młodzian dowieść, że jest rycerzem wielkim, gdyż ojciec jego i bracia wszyscy szlachetnymi rycerzami byli.
A teraz do Pana Lancelota z Jeziora powróćmy, aby o jego smutku i niedoli powiedzieć i o mękach, jakie z zimna, głodu i pragnienia był wycierpiał. Jak szaleniec jaki po świecie on się błąkał, to tu, to tam wędrując. Wreszcie przypadkiem do zamku króla Pellesa trafił. Tam uleczono go z jego szaleństwa, a kiedy rozum odzyskał, wielce się zawstydził, że tak bez rozsądku całkiem przez czas jakiś zostawał. Król Pelles jeden ze swych zamków na mieszkanie mu dał, a stał ten zamek na wyspie zamkniętej zewsząd wodą jasną, głęboką i szeroko rozlaną. Wyspę tę Pan Lancelot „Wyspą Radosną” nazwał i długi czas na niej mieszkał. A że wygnanym był z dworu króla Artura i nie chciał, aby, kim jest, wiedziano, „Rycerzem, który zbłądził” się przezwał.
Pewnego razu usłyszał on o turnieju, który się niedaleko jego wyspy odbywał, tedy zapowiedź tam posłał, iż rycerz jeden na Wyspie Radosnej przebywający, a zwący się „Rycerzem, który zbłądził”, gotów jest stanąć każdemu z rycerzy, który doń przybyć zechce. A kiedy zapowiedź tę odtrąbiono, wielu rycerzy na Wyspę Radosną się zbiegło. A wiedzcie, że i na dworze król Artura nawet nie było rycerza, który by tylu czynów wojennych dokonał, ile ich w tym wesołym zamku dokonano.
W tym czasie i Pan Percewal niedaleko Wyspy Radosnej się znalazł, zasię byłby on chętnie i do zamku pojechał, ale nie wiedział, jak wodę szeroką przebyć. A gdy na brzegu stał, dojrzał panią na wyspie, która nad wodą stała, tedy zawołał na nią i zapytał, kto też w zamku tym przebywa.
— Miły rycerzu — pani mu odpowie. — Rycerz tu mieszka najpiękniejszy i ze wszystkich chyba najpotężniejszy na ziemi, a zwie się on „Rycerzem, który zbłądził”. Jak szaleniec do kraju tego on przybył, przez psy i dzieci chłopskie ścigany, potem cudem znowu rozum odzyskał. Jeśli do zamku tego chcesz się dostać, brzegiem dalej jedź, aż gdzie wyspa się kończy. Łódź tam znajdziesz, którą się z koniem razem przeprawisz.
Tedy Pan Percewal do łodzi pojechał i razem z koniem na tamten brzeg się przeprawił. A kiedy do bramy zamkowej zastukał, odźwiernemu powiedział:
— Pójdź do rycerza dobrego, co w zamku mieszka, i powiedz mu, że rycerz błędny tu przybył, który potykać się z nim pragnie.
Potem do zamku podjechał, zasię Pan Lancelot, który wiadomość o jego przybyciu był odebrał, rychło do walki się przysposobił. A zderzyli się z Panem Percewalem z taką siłą, że obaj razem z końmi na ziemi runęli.
Tedy koni poniechawszy, mieczów szlachetnych dobyli i uderzać nimi po tarczach zaczęli, tak że odrąbane tarcz kawałki pryskać jęły dokoła. Odskakiwali od siebie i znów jak dwa odyńce ze sobą się zwierali i wiele ciężkich ran obaj odnieśli.
A kiedy już przeszło dwie godziny walka ich trwała, powiedział wreszcie Pan Percewal:
— Miły rycerzu, proszę cię, powiedz mi, jak się zowiesz, bowiem nigdym jeszcze takiego nie spotkał przeciwnika.
— Panie — Pan Lancelot odrzeknie — zwę się „Rycerzem, który zbłądził”. A teraz, szlachetny rycerzu, ty swoje imię mi powiedz.
Tedy powie Pan Percewal:
— Panem Percewalem z Galis mnie zwą, król Pellinor moim ojcem był, a Pan Aglowal bratem mi przypada.
— Biada mi! — Pan Lancelot zawoła. — Cóżem uczynił, że walczyć muszę z rycerzem Okrągłego Stołu, ja, com niegdyś towarzyszem twoim był.
To powiedziawszy, ukląkł Pan Lancelot i tarczę swoją i miecz precz od siebie odrzucił. Zdumiał się wielce, widząc to, Pan Percewal, gdyż nie wiedział wcale, co by to znaczyć mogło. Tedy na wysoką godność rycerską Pana Lancelota zaklinając, prosił, aby mu prawdziwe swoje imię wyjawił. I wyznał mu wszystko Pan Lancelot.
— Biada mi! — Pan Percewal zawoła. — Cóżem uczynił! Posłała mnie królowa, abym cię szukał i szukałem cię blisko dwa lata. Wybacz mi, żem do walki cię pozwał i ranił.
— Jużem ci to od razu wybaczył — Pan Lancelot odpowie.
Opowiedział mu tedy Pan Percewal, jak król Artur i wszyscy jego rycerze, a już najwięcej królowa Ginewra smucili się i żałowali, że Pan Lancelot od nich odjechał. I rzekł, że nigdy żaden rycerz lepszego na dworze królewskim nie dozna przyjęcia nad to, które Pana Lancelota tam czeka.
Wówczas zgodził się Pan Lancelot pójść za Pana Percewala radą i z nim razem do króla jechać. Tedy koni dosiadłszy, Wyspę Radosną opuścili, zaś po pięciu dniach podróży do Camelotu przybyli. Po angielsku Winchester on się zwie.
A kiedy Pan Lancelot wśród towarzyszy swoich się znalazł, uradowali się wielce król i rycerze wszyscy. A Pan Percewal z Galis opowiadać zaczął o wszystkich przygodach Pana Lancelota i o jego czynach. Powitała radośnie swego rycerza królowa i uczty wydano na dworze wspaniałe, i wielu panów wielkich i dam na wieść o tym, że Pan Lancelot powrócił, na zamek królewski przybyło, ażeby razem z dworem całym się weselić.