tłum. Felicja Kruszewska

XVIII. O zjawieniu się Pana Galahada

W wigilię Zielonych Świątek, kiedy wszyscy rycerze Okrągłego Stołu w Camelocie się zebrali i do wieczerzy właśnie siadać miano, weszła do sali i stanęła przed królem niewiasta jedna urodziwa i szlachetnego rodu. A zażądała ona w imieniu króla Pellesa, ażeby Pan Lancelot z Jeziora, nie zwlekając, z nią razem do pobliskiego lasu jechał. Pan Lancelot zaraz na giermka zawołał, aby konia mu siodłał i zbroję przyniósł, i wnet z niewiastą ową pojechali. A w lesie do doliny przybyli szerokiej, gdzie klasztor mniszek stał. Czekał tam już na nich u furty pachołek i na dziedziniec klasztoru ich wpuścił.

A kiedy z koni zsiedli, podeszło do nich zaraz wielu rycerzy zacnych, co tam na Pana Lancelota czekali, i powitali go z radością wielką.

Potem mniszek nadeszło dwanaście, a wiodły one ze sobą Galahada, młodzieńczyka tak niezwykle pięknej i kształtnej postaci, że podobnego mu nie sposób już chyba było pośród świata ludzi odnaleźć.

— Panie — niewiasty owe rzekną — przywiodłyśmy ci to oto dziecię przez nas wyhodowane i prosimy cię, abyś je rycerzem uczynił, nie masz bowiem na świecie rąk równie godnych, z których by rycerstwo przyjąć mógł.

Spojrzał Pan Lancelot na młodzianka o twarzy nadobnej. A widziało mu się to pacholę gołębiej słodyczy i powagi pełne. Pomyślał też, że nigdy jeszcze w życiu swoim równie cudnej postaci ludzkiej nie oglądał. I zapytał:

— A czy ma ono wolę po temu?

Na to młodzieniec, a z nim wszyscy obecni odpowiedzieli: „Tak”.

— Tedy — Pan Lancelot rzeknie — jutro godność rycerza otrzymasz.

Tego wieczora, gościnnie podejmowany, mile Pan Lancelot czas spędził. Nazajutrz zaś, gdy na jutrznię zadzwoniono, zgodnie z wolą Galahada na rycerza go pasował. Rzekł też wówczas:

— Niech Bóg cię dzielnym człowiekiem uczyni, gdyż piękności masz w sobie tyle, ile nikt na ziemi.

Potem odjechał Pan Lancelot i na dziewiątą godzinę rano w niedzielę Zielonych Świątek w Camelocie stanął. O tej porze król z królową i rycerstwo całe mszy w katedrze słuchali. A gdy ze świątyni wrócili, ucieszyli się bardzo, że Pan Lancelot już powrócił. Potem wszyscy do sali weszli i każdy z baronów imienia swego, złotymi rytego literami, na stołkach szukał, co wokół Okrągłego Stołu stały. Szli tak od stołka do stołka coraz dalej, aż wreszcie doszli do miejsca, gdzie Stołek Niebezpieczny się znajdował. I ujrzeli na nim napis świeży, złotem pisany: „Kiedy czterysta pięćdziesiąt cztery wiosen od dnia Męki Pana naszego Jezusa Chrystusa upłynie, ma miejsce to być zajęte”.

Pomyśleli wtedy wszyscy, że oto nie byle jaka i cudowna wydarza im się przygoda, zasię Pan Lancelot, obliczywszy czas przez napis ten wskazany, powiedział:

— Widzi mi się, że w dniu dzisiejszym właśnie miejsce to zajętym będzie, dzisiaj bowiem obchodzimy Zesłanie Ducha Świętego po czterystu pięćdziesięciu czterech latach od dnia Męki Pańskiej. A jeśli się na to wszyscy godzicie, napis ten zakryjemy, aby nikt go dziś więcej nie oglądał, dopóki nie zjawi się ten, co na miejscu tym zasiądzie.

Przyniesiono więc jedwabną zasłonę i zakryto nią napis na Stołku Niebezpiecznym, po czym rozkazał król żwawo obiad podawać.

Ale był dawny obyczaj na dworze króla Artura, że nie rozpoczynali jeść rycerze, nim się wpierw ważna jakaś rzecz nie wydarzyła. A gdy tak stali, przygody owej czekając, nadbiegł giermek, niezwykłą przynosząc im nowinę. W rzece bowiem, co wpodle zamku w dole przepływała, głaz ujrzano kamienny, niby marmuru czerwonego odłam przez fale niesiony. A w głaz ten wrażony miecz tkwił.

Poszli tedy nad rzekę król i rycerze wszyscy owo dziwo zobaczyć. I ujrzeli wszystko tak, jak im giermek powiadał. W głazie, co się z fali wynurzał, miecz był jasnym ostrzem zaryty. A na rękojeści tego miecza, bogato klejnotami zdobionej, piękne złote litery napis tworzyły misterny. Odczytali baronowie ów napis, a brzmiał on tymi słowy: „Nikt inny mnie stąd nie dobędzie, ten tylko, u czyjego mam wisieć boku, a będzie on najlepszym rycerzem świata”.

Tedy odczytawszy, co miecz powiadał, król do Pana Lancelota się zwrócił:

— Miły panie, tobie ten miecz się należy, gdyż z pewnością na miano najlepszego na świecie rycerza zasługujesz.

Ale Pan Lancelot, w głąb swego serca spojrzawszy, grzech w nim dojrzał i w poczuciu winy odrzekł smutnie:

— Zaprawdę, nie mój to miecz i nie u mego boku miejsce mu się należy, dobrze też wiesz, panie, że sięgnąć poń się nie ośmielę.

Więc do Pana Gawaina król powiada:

— Próbuj tedy ty, siostrzeńcze miły, jeśli mnie miłujesz, ów miecz z głazu wydobyć.

Przeto Pan Gawain, choć niechętnie i rozkazem tylko królewskim zniewolony, za rękojeść miecza ujął, ale poruszyć nim nie zdołał. Wówczas kazał król Panu Percewalowi, ażeby miecza dobyć próbował. Chwycił rycerz za miecz i pociągnął mocno, ale dobyć go nie mógł. Znalazło się i więcej takich, co dość mieli w sobie śmiałości, aby miecza tego dotknąć, przecie nikt go z miejsca ruszyć nie zdołał.

— Możesz teraz, panie, na obiad iść — Pan Kaj królowi powie — ujrzałeś bowiem cudowne zdarzenie.

Tedy król, a z nim wszyscy do zamku wrócili i każdy z rycerzy do swego stołka szedł, i za stołem siadał. Aż wypełniły się wszystkie miejsca i tylko Stołek Niebezpieczny niezajęty pozostał.

A wtedy znów przygoda wydarzyła im się dziwna. Wszystkie bowiem naraz drzwi i okna, skąd światłość dnia na salę płynęła, zamknęły się nagle same, a w sali przecie nie stało się mroczniej. Tedy jeden rycerz na drugiego w zdumieniu spoglądał i siedzieli tak z zapartym tchem, oczekując, co się jeszcze stanie. Wówczas zjawił się wśród nich starzec sędziwy, w białą przyodziany szatę. A nie wiedział tego żaden z rycerzy, którędy ów starzec był wszedł. Wiódł on ze sobą rycerzyka młodego w zbroi szkarłatnej, bez miecza i bez tarczy, z pustą pochwą tylko u boku wiszącą.

I rzekł starzec Arturowi:

— Panie, oto przywiozłem ci rycerza młodego, który z rodu królewskiego pochodzi i potomkiem jest Józefa z Arymatei. Przez niego spełnią się wszystkie cuda, tak na tym dworze, jako i w królestwach obcych.

Uradował się król wielce tymi słowami i godnie starca z młodym rycerzem powitał. Wówczas kazał starzec młodzieńcowi zbroję zdjąć i stanął przed nimi młodzieniec w kaftanie z czerwonego jedwabiu, a z ramienia zwisał mu płaszcz gronostajem podbity. A starzec do Stołka Niebezpiecznego go przyprowadził, który pomiędzy stołkami Pana Percewala i Pana Lancelota stał. A kiedy zasłonę uchylił, te słowa tam odnalazł i odczytał: „Tu zasiadać będzie Galahad, książę wysokie”.

Po czym na stołku młodzieńczyka posadził, mówiąc:

— Wiedz, że tu miejsce twoje.

Potem zniknął. Zasię rycerze wszyscy Okrągłego Stołu dziwowali się wielce, że bez żadnej obawy rycerzyk tak młody na Stołku Niebezpiecznym zasiadł, zawsze się bowiem dotychczas zdarzało, że kto na stołku tym usiąść się ośmielił, nieszczęście jakieś na siebie ściągał. Przewidywali więc, że do wielkiej sławy Pan Galahad dojdzie i wszystkich ich w czynach rycerskich prześcignie. Król zaś jako rycerza dworu swojego go powitał i dłoń jego ująwszy, nad rzekę go zaprowadził, ażeby mu ów głaz z mieczem pokazać.

— Spójrz, panie — młodziankowi rzeknie — podobnego dziwa nigdym jeszcze nie oglądał, zacni też rycerze dobyć tego miecza próbowali, ale wszystko nadaremnie.

— Panie — Galahad mu odpowie — nie masz w tym nic dziwnego, gdyż nie ich, ale moja jest to przygoda. Będąc też pewnym, że miecza tego dobędę, żadnegom innego nie przyniósł ze sobą. Tu, u boku mego, pusta pochwa wisi.

Potem rękojeść miecza w dłoń ujął i z głazu go lekko wydobył. Zasię do pochwy broń chowając, powiedział:

— Lżej to teraz niż pierwej ten miecz w pochwie chodzi.