tłum. Felicja Kruszewska

XX. O tym, jak Pan Galahad tarczę swoją zdobył

Otóż Pan Galahad tarczy jeszcze nie miał i tak przez dni cztery bez żadnej przygody jechał. A czwartego dnia, gdy na modły wieczorne zadzwoniono, do opactwa białego zawitał. Tam z uszanowaniem wielkim go przyjęto i do izby zaprowadzono, gdzie dwóch rycerzy Okrągłego Stołu zobaczył. Król Bagdemagus to był, zasię Pan Uwain drugi.

Zaraz też obaj do Pana Galahada podeszli, z uciechą go wielką witając. I powiedzieli mu, że w opactwie tym tarcza cudowna się znajduje, której nikt na szyi swojej zawiesić nie może, gdyż zaraz na szkodę mu to wyjdzie, chyba żeby rycerzem najgodniejszym na świecie całym on był, wtedy bezpiecznie to uczyni.

— Ach, panie — król Bagdemagus do Galahada się zwróci — jutro ja tej dziwnej przygody spróbuję, a jeśli onej tarczy nie utrzymam, natenczas ty ją bierz, gdyż ciebie z pewnością ona nie zawiedzie.

— Panie — Galahad odpowie — z chęcią na to się godzę, gdyż tarczy nie posiadam.

I tak nazajutrz w czas wstali i mszy wysłuchać poszli. Potem zapytał król Bagdemagus, gdzie się owa cudowna tarcza znajduje. Wówczas jeden z mnichów za ołtarz go zaprowadził. Tarcza tam wisiała jako śnieg biała, z czerwonym jeno krzyżem pośrodku. I radził mnich królowi Bagdemagusowi, żeby wpierw dobrze rozważył, czy ma tę tarczę na siebie włożyć, ale odpowiedział mu Bagdemagus:

— Cóż, wiem ja dobrze, że nie jestem najlepszym na świecie rycerzem, spróbuję przecież tę tarczę nosić.

I tak, Pana Galahada poprosiwszy, żeby w opactwie został i wieści odeń czekał, król Bagdemagus tarczę z krzyżem czerwonym z klasztoru wyniósł. Potem giermka ze sobą wziął, aby miał kogo do Pana Galahada z wieścią posłać, i odjechał.

Dwie mile przejechawszy, król Bagdemagus z giermkiem na piękną dolinę natrafili, gdzie i pustelnia była. Tam rycerza okazałego ujrzeli, który zbroję i konia, i wszystko śnieżnobiałe miał. A nadjechał ku nim tak szybko, ile tylko w koniu mocy, z włócznią w pogotowiu. Zaraz też król Bagdemagus swoją włócznię przeciw niemu nastawił i o tarczę Białego Rycerza ją złamał.

Zasię ten tak potężnie króla Bagdemagusa ugodził, że mu kolczugę przeszył i prawe ramię przebił. Bowiem tarcza, którą król Bagdemagus ze sobą był wziął, nie okrywała go wówczas wcale. Tedy, wysadzony z siodła, padł Bagdemagus na ziemię. A wtedy Biały Rycerz z konia zsiadł i białą tarczę pokonanemu zabrał, mówiąc:

— Rycerzu, sameś na siebie tę biedę ściągnął, bowiem tylko mąż, co nie ma równych sobie na ziemi, tarczy tej bezkarnie używać może.

Potem do giermka podszedł i powiedział:

— Zawieź tę tarczę do dobrego rycerza, Pana Galahada, któregoś w opactwie pozostawił, i pozdrów go ode mnie pięknie.

Ale giermek najpierw do Bagdemagusa podszedł i zapytał go, czy ciężką ranę otrzymał.

— Zaprawdę — Bagdemagus mu odpowie — dobrze będzie, jeśli żyw ostanę.

Wówczas giermek konia mu jego przyprowadził i z wielkim trudem rycerza do klasztoru jednego zawiózł. Tam zbroję rannemu zdjęto i na łożu go położono. Tu, w tym klasztorze, z ran się swoich król Bagdemagus leczył, a jako książka powiada, długo był chorzał i ledwo z życiem wyszedł.

Zasię giermek, do Galahada przybywszy, rzecze:

— Panie, ów rycerz, który Bagdemagusa ranił, pozdrowienie ci swoje przysyła i prosi, abyś tę tarczę nosił, a nie byle jakich czynów z nią dokonasz.

Powie tedy Pan Galahad:

— Bogu niech będzie chwała.

Potem zbroję podać sobie kazał, na konia siadł i Bogu się polecając, białą tarczę na szyi zawiesił. Tak wyruszył, zaś niedługo do pustelni dojechał, gdzie go Biały Rycerz oczekiwał. Wówczas jeden drugiego dwornie pozdrowił, a potem rycerz Panu Galahadowi o cudach tarczy opowiedział.

— Panie — mówił — kiedy Józef z Arymatei do Sarras przybył, był w tym mieście król jeden, Ewelakiem go zwali, który wielką wojnę z Saracenami prowadził. W Sarras to Józef tę tarczę króla Ewelaka sporządził na cześć Tego, który na krzyżu zmarł. A w Chrystusa uwierzywszy, Ewelak z tarczą tą nieprzyjacioły gromił. Do walki ruszając, tarczę zasłoną okrywał, gdy zaś niebezpieczeństwo wielkie mu groziło, wówczas tarczę odsłaniał, a wrogowie, ujrzawszy na niej postać Ukrzyżowanego, w popłochu pierzchali. Niezadługo potem Józef Sarras opuścił, zasię Ewelak towarzyszyć mu postanowił, choćby wbrew jego woli miał to uczynić. Tak razem tu, na ziemię brytańską, przybyli. Niewiele też czasu płynęło, jak Józef na łożu śmierci się znalazł. Wówczas prosił go Ewelak, aby mu jakąś pamiątkę po sobie zostawił, kochał był bowiem wielce starego rycerza, dla którego kraj rodzony porzucił. Wtedy Józef tarczę tę wziął i własną krwią krzyż na niej nakreślił. Taką Ewelakowi pamiątkę po sobie zostawił. I powiedział też wówczas, że po Ewelaku nikt tarczy tej nosić nie będzie do czasu, aż się rycerz Galahad na świecie pojawi, ostatni z Józefa rodu, i że wielkich czynów ów rycerz dokona, tarczę tę mając na sobie. A dziś właśnie nadszedł dzień przez Józefa wyznaczony, kiedy tarczę króla Ewelaka masz otrzymać.

Tak Biały Rycerz mówił, a kiedy wszystko to powiedział, zniknął, zaś Pan Galahad z giermkiem do opactwa zawrócili.