tłum. Felicja Kruszewska

XXVI. O końcu poszukiwań Świętego Graala

Owóż Pan Galahad — opowieść mówi — w las wielki wjechał. Wiele po nim odbył podróży i wielu przygód doświadczył, które wszystkie zwycięsko zakończył, ale o nich opowieść nie wspomina.

Pewnego razu zdarzyło się, że w pustelni jednej noc spędzał. Mieszkaniec jej, człek świątobliwy, ucieszył się bardzo, błędnego rycerza u siebie widząc, toteż podejmował Pana Galahada, jak mógł najgodniej. A gdy na spoczynek się ułożyli, nadjechała niewiasta jedna szlachetnego rodu i do drzwi pustelni zapukała. A wzywała ona Pana Galahada. Podszedł pustelnik do drzwi, ażeby dowiedzieć się, czego niewiasta ta żąda. Powiedziała mu wtedy, że z rycerzem, który u niego przebywa, mówić chce. Zbudził tedy pustelnik Galahada i polecił mu wstać i do niewiasty owej wyjść, która, jak się zdawało, pilnie rycerza ujrzeć pragnęła. Wówczas wyszedł do niej Galahad i zapytał, czego by żądała. Zasię ona rzeknie:

— Galahadzie, chcę, abyś zbroję wdział i na konia siadł, i za mną jechał, gdyż w ciągu trzech dni ukażę ci największą przygodę, jaka tylko rycerzowi zdarzyć się może.

Zaraz też Galahad zbroję na się włożył i konia dosiadł. I prosił niewiastę ową, aby przodem jechała, a on za nią w ślad podążać będzie.

Do najszybszego biegu rumaka swego przynagliła i niezadługo nad brzeg morza przybyli, a tam i okręt znaleźli. Zasię na pokładzie okrętu Bors z Percewalem stali i nadjeżdżających widząc, zakrzyknęli:

— Panie Galahadzie, radzi cię witamy. Długośmy na ciebie czekali.

I tak Pan Galahad, konia zostawiając, na okręt wszedł, gdzie go tamci radośnie przyjęli. A wiatr się zerwał i na morze okręt popędził.

Owóż, mówi opowieść, że płynęli tak przez czas długi, aż wreszcie do zamku Carboneck przybyli, tego samego, gdzie Pan Lancelot przedtem był się pojawił. Weszli oni do zamku i radość w nim zapanowała wielka, albowiem wiedziano, że dopełnić mają ci rycerze Świętego Graala sprawy.

A kiedy samotrzeć tylko w sali, gdzie Święty Graal przebywał, zostali, widziało im się, że człek jakiś do niej wszedł. A na biskupa on wyglądał i towarzyszyło mu czterech aniołów niebieskich. Przy stole srebrnym, na którym Graal spoczywał, mszę ów przybyły odprawił. Zasię rycerze w widzeniu ujrzeli w hostii do góry wznoszonej postać jakoby dziecięcą o twarzy nad wszelki płomień światlejszej.

I powiedział im biskup:

— Słudzy Chrystusowi, pożywicie się przy tym stole strawą najsłodszą, jakiej tylko kiedykolwiek zakosztować było dane rycerzom.

To powiedziawszy, zniknął, a oni za stołem ze czcią zasiedli i pacierze odmawiali. Potem, oczy podniósłszy, człowieka ujrzeli, który wszystkie znamiona Męki Chrystusowej miał na sobie. Ów zasię rzekł im:

— Rycerze moi i słudzy i dzieci moje prawdziwe, którzy z życia śmiertelnego wyszedłszy w życie duchoweście weszli, nie będę się ja przed wami ukrywał dłużej, ale część moich tajemnic i rzeczy dla ludzi zamkniętych przed wami dzisiaj odsłonię. A teraz trzymacie i spożyjecie pożywienie niebiańskie, któregoście tak bardzo pożądali.

Potem sam On święte naczynie wziął i do Galahada podszedł, który na kolana padł i tak sakrament przyjął, a za nim obaj jego towarzysze. A tak słodki im się wydał ów chleb nieziemski, że opowiedzieć o tym nie sposób.

A On do Galahada przemówi:

— Synu, czy wiesz ty, co w dłoniach swoich trzymam?

— Nie — rycerz odpowie — nie wiem tego, póki mi nie powiesz.

Tedy rzeknie On:

— Jest to naczynie święte, z któregom baranka w czas Ostatniej Wieczerzy spożywał. A teraz ujrzałeś, coś najwięcej pragnął oglądać. Aleś nie wszystko jeszcze widział i więcej ci ujrzeć będzie dane w mieście Sarras, miejscu duchowym. Tam przeto udać się musisz i naczynie to święte ze sobą zabierzesz. Albowiem tej nocy opuści ono królestwo Logris, aby go tu oczy niczyje nie oglądały. A wiesz ty, dlaczego tak się stanie? Dlatego, że popsował się żywot mieszkańców tej ziemi, przeto odejmę im zaszczyt, którym ich obdarzyłem był niegdyś. Powstańcie i we trzech nad morze się udajcie, gdzie okręt do drogi gotowy na was czeka.

Wnet potem Galahad z Percewalem i Borsem zamek Carboneck opuścili. Trzy dni jechali, aż na brzeg morza przybyli. A tam okręt znaleźli, o którym powyżej opowieść wspomina. A gdy na pokład wstąpili, ujrzeli, że stół srebrny na nim stał, ten sam, który odjeżdżając, na zamku byli zostawili. Na stole Święty Graal się znajdował, chustą z brokatu purpurowego przykryty. Tedy uradowali się, że rzeczy te wśród siebie mieć będą. Czas jakiś na okręcie tym przebywali, aż wreszcie jednego dnia rano, zbudziwszy się, miasto Sarras przed sobą ujrzeli. Tu na brzeg wyszli, stół srebrny ze sobą z okrętu zabierając. A nieśli go Pan Percewal i Pan Bors, przodem postępując, zasię Pan Galahad z tyłu go trzymał. Tak do miasta się skierowali, a w bramie miasta starca ujrzeli, który skurczony siedział.

Zawołał nań Galahad, prosząc, ażeby im ten ciężki stół nieść dopomógł.

— Prawdziwie — starzec od rzecze — niełatwo to będzie, gdyż lat już dziesięć minęło, odkąd o kulach chodzę.

— Nie zważaj na to — Galahad mu powie — wstań i dobrą swoją wolę okaż.

Spróbował powstać starzec i zdrowym całkiem się poczuł. Tedy stołu podbiegł i naprzeciw Pana Galahada stanąwszy, za wolny róg ujął.

Zaraz też wrzawa w mieście całym powstała, że kaleka przez rycerzy cudownych, którzy do miasta weszli, uzdrowionym został. A kiedy król tego miasta — Estorauzem się on zwał — rycerzy zobaczył, zapytał ich, skąd przybyli i co za rzecz taką na srebrnym stole ze sobą przynieśli. Powiedzieli mu wówczas prawdę o Świętym Graalu i o mocy, którą Bóg w nim umieścił.

Owóż król Estorauz tyranem był i z pogan pochodził. Kazał też wszystkich trzech rycerzy pojmać i do dołu głębokiego wrzucić. Ale skoro tylko tam się znaleźli, zaraz im Bóg Świętego Graala posłał, a ten łaską swoją ich żywił i niczego im nie zbrakło przez cały czas, co w więzieniu siedzieli.

Rok tak prawie minął i zdarzyło się, że ciężko ów król zachorzał i poczuł, że umierać musi. Wówczas po trzech rycerzy posłał. Kiedy stanęli przed nim, o litość ich nad sobą prosił, ażeby mu darowali, co im złego był wyrządził. A oni przebaczyli mu chętnie i zaraz potem zmarł Estorauz.

Po śmierci króla całe miasto zatrwożyło się i nie wiedziano, kogo by królem obrać. Zasię kiedy nad tym radzono, głos dał się słyszeć, który im nakazywał najmłodszego z trzech przybyłych rycerzy królem uczynić, albowiem pomyślnością wielką ludzi tego miasta i rodziny ich on obdarzy. Tedy za zgodą całego miasta Galahad królem obrany został.

A kiedy wyjeżdżał ziemie swoje oglądać, kazał skrzynię złotą, klejnotami wysadzaną, wokół srebrnego stołu sporządzić, ażeby naczynie święte chroniła. Każdego też dnia wczesnym rankiem chodzili trzej towarzysze modlić się przed Świętym Graalem.

Zasię w wigilię Nowego Roku, kiedy jak zwykle w czas rano do Świętego Graala przyszli, ujrzeli, że przed naczyniem cudownym człek jakiś w szatach biskupich klęczy. Roje aniołów go otaczały. A on na Galahada po imieniu zawołał i rzekł mu:

— Wystąp, sługo Chrystusowy, a ujrzysz, coś pragnął był bardzo oglądać.

Wówczas dygotać począł Galahad, jako bywa, kiedy ciało śmiertelne ma ujrzeć rzeczy, które od ducha są. Potem obie ręce ku niebu podnosząc, powiedział:

— Dzięki Ci, Panie, albowiem teraz wiem, czegom przez dni wiele pożądał. Obym też, Święty Boże, nie żył dłużej, jeśli Ci się tak, Panie, spodoba.

Natenczas biskup sakrament wziął i Galahadowi dał spożyć. Z radością i pokorą przyjął go rycerz.

— Wiesz teraz, kim jestem? — starzec zapyta. — Jam jest Józef z Arymatei, którego Pan nasz posłał tutaj, aby ci towarzystwa dotrzymał. A wiesz ty, dlaczego mnie właśnie nad innych On przełożył? Albowiem w dwóch rzeczach byłeś mi podobien: żeś cuda Świętego Graala oglądał i żeś rycerzem czystym i cnotliwym był, jakim i ja byłem i jestem.

A gdy starzec słowa te wypowiedział, podszedł Galahad do Percewala i do Borsa i ucałował ich, i Bogu polecił. Powiedział też:

— Panu mojemu, Lancelotowi, pozdrowienie ode mnie zanieście i powiedzcie mu, aby niestałość tego świata miał w pamięci!

Potem przed stołem ukląkł i modlitwy odmawiać zaczął. Wówczas nagle dusza z niego wyszła, do Chrystusa idąc. Tłum ją wielki aniołów do nieba poniósł. A wszystko to towarzysze jego dobrze widzieli. Ujrzeli także rękę, jak się z nieba opuściła, ale nie widzieli ciała. Zasię ta ręka, wprost ku naczyniu świętemu zdążając, ujęła je i do nieba poniosła. Odtąd żaden już człek tak zuchwały się nie znalazł, który by mówił, że Świętego Graala oglądał.

Kiedy Bors z Percewalem ujrzeli, że nie żyje Galahad, tak bardzo się zasmucili, jak tylko człowiek smucić się może. A gdyby mniej dobrymi ludźmi byli, w rozpacz by pewno popadli. A cały lud tego miasta i całej tej krainy płakał po Galahadzie. Potem pogrzebano go.

Zaraz po pogrzebie Pan Percewal do pustelni poza miastem leżącej się udał, gdzie przez rok i dwa miesiące świętym życiem żył, potem ze świata tego odszedł.

Zaś Pan Bors, gdy tak samotnym w krajach dalekich się ujrzał, Sarras opuścił i nad morze pojechał. Tam na okręt wsiadł i zdarzyło się, że szczęśliwie do królestwa Logris powrócił. Do Camelotu, do króla Artura się udał. Tam powitał rycerza radością dwór cały, gdyż mniemano, że już życie postradał, skoro przez czas tak długi do kraju nie wracał.

A gdy posiłek razem spożyto, król najuczeńszych pisarzy do siebie zawołał, ażeby zapisali wspaniałe przygody dobrych rycerzach. A gdy opowiedział Bors o przygodach, jakich, Świętego Graala szukając, z towarzyszami swymi Galahadem i Percewalem doświadczył, mówił Lancelot o tym, co mu się wydarzyło, kiedy Świętego Graala szukał. A spisano to wszystko w wielkich księgach, które potem do skrzyń złożono w Salisbury.