tłum. Felicja Kruszewska

XXXIII. O zdradzie Pana Mordreda

Kiedy Pan Mordred zarządcą całej Anglii był, kazał on listy podrobić, jakoby zza morza nadeszłe. Zasię głosiły te listy, że król Artur w walce z Panem Lancelotem poległ.

Wówczas Pan Mordred parlament zwołał, wszystkich możnych panów zgromadził i tak nimi pokierował, że go królem obwołali. W Canterbury się ukoronował i ucztę tam wielką wyprawił, która dni piętnaście trwała. Potem do Winchesteru pociągnął, do królowej Ginewry, i wręcz jej oświadczył, że ją za żonę pojmie. A przecie wuja jego małżonką była!

Nakazał do godów weselnych przygotowania wszelkie poczynić i dzień już wyznaczono, kiedy się te zaślubiny odbyć miały. Smuciła się wielce i trwożyła królowa Ginewra, ale nie śmiała otwarcie Panu Mordredowi się sprzeciwić, tedy postąpić zgodnie z jego wolą przyrzekła. A prosiła go też o to, ażeby jej do Londynu jechać pozwolił, gdzie by wszystko, co jej do wesela było potrzebne, kupić sobie mogła. A przemawiała doń tak wdzięcznie, że uwierzył jej miłym słówkom Pan Mordred i na ten wyjazd pozwolenie jej swoje dał.

A kiedy do Londynu królowa przybyła, do twierdzy tamtejszej wieżą nazywanej się schroniła, pośpiesznie w żywność ją zaopatrzywszy i siłę ludzi zbrojnych do niej ściągnąwszy. I tak w tej twierdzy się zamknęła.

Kiedy się o tym Pan Mordred dowiedział i pojął, jak go w pole wywiodła, złością niepomierną się uniósł. Ażeby w długie opowieści się nie wdawać, powiem wam tyle, że zaraz do Londynu z wojskiem pociągnął i srogi szturm do onej twierdzy przypuścił. Machiny oblężnicze dokoła murów jej kazał ustawić i pociskami srogimi w nie miotać. Ale nie na wiele się to wszystko Panu Mordredowi zdało, albowiem królowej Ginewry ani piękną mową, ani też groźbami do poddania mu się skłonić nie mógł. A wówczas przybył do Pana Mordreda Biskup Canterbury, człek uczony wielce i świątobliwy, i w ten sposób do niego przemówi:

— Panie, co pragniesz uczynić? Chcesz po pierwsze Bogu się narazić, po wtóre hańbę na siebie i na rycerstwo całe ściągnąć? Poniechaj tej sprawy, inaczej Ewangelią, dzwonem i gromnicą klątwę nad tobą uczynię.

— Czyń choćby i najgorsze — Pan Mordred mu odpowie — ale wiedz, że płazem ci tego nie puszczę.

— A ty, panie, wiedz — Biskup mu rzeknie — iż nie lękam się powinności swojej uczynić. Głosisz oto, że pan mój, Artur, nie żyje, co nieprawdą jest. Wiele ty złego ziemi tej wyrządzisz.

— Zamilcz, księże przewrotny! — Pan Mordred zawoła. — Jeśli mnie dłużej gromić będziesz, głowę ci uciąć każę.

Tedy odjechał Biskup i jak można najuroczyściej klątwę nad Panem Mordredem uczynił. Ścigał go za to Pan Mordred, aby go zabić. Wówczas umknął Biskup z Canterbury i nieopodal w Glastonbury się schronił. Tam w ubóstwie, jako ksiądz pustelnik przy kaplicy zamieszkał, modlitwom się świątobliwym oddając, wiedział on bowiem, że groźba straszliwej wojny nad krajem zawisła.

Owóż otrzymał był Pan Mordred wiadomość, że król Artur, oblężenia Benwicku poniechawszy, z wielkim wojskiem do domu wraca, ażeby za zdradę Pana Mordreda się pomścić. Tedy do wszystkich baronów tej ziemi Pan Mordred listy rozesłał, wielu też do niego ściągnęło, albowiem takie między nimi powszechne przekonanie było, że z Arturem innego życia, jak wojny ciągłe i zwady, nie zaznają, zasię przy Panu Mordredzie pomyślność wielka i radość ich czeka. Tak to Artura odstąpili i źle mówili o nim, chociaż wielu z nich ten król z niczego panami uczynił i ziemie im nadał. Tedy mu teraz nie pamiętali i dobrego słowa o nim nie rzekli.

Patrzcież wszyscy Anglicy — czy nie widzicie, jaka krzywda Arturowi się stała? Najpierwszym królem i rycerzem na świecie był, zasię rycerzy szlachetnych nade wszystko miłował, on to w górę ich wydźwignął. Nie mogliż wówczas nim się kontentować! Ale stary to zwyczaj i nawyk na ziemi angielskiej niestałość taka. A mówią ludzie, że i dziś jeszcze zwyczaju onego i nawyku nie straciliśmy ani też wyrzuciliśmy go z pamięci. Niestety, taka to jest wielka wszystkich nas, Anglików, przywara, że nic nas zadowolić nie może. Tak też i wtedy było. Mniemali ludzie, że lepiej im przy Panu Mordredzie niż przy królu Arturze będzie. Tedy ściągali do Pana Mordreda, mówiąc, że w powodzeniu czy w klęsce przy nim będą stali.

I tak Pan Mordred, wielkie wojsko zebrawszy, do portu Dover z nim pociągnął, bowiem słyszał był, że tędy król Artur do Anglii wracać będzie. Tedy myślał własnego wuja do ziemi jego nie dopuścić. A cała prawie Anglia z Panem Mordredem trzymała, tak to za nowinkami ludzie gonili.

A kiedy Pan Mordred z wojskiem swoim Dover zalegał, król Artur tam nadpłynął z wielką flotą z okrętów różnych, galer i karak złożoną. Zaraz Pan Mordred cały brzeg morski obsadził, ażeby wujowi swemu nie dać stanąć na ziemi, której królem był. Wówczas spuszczono z okrętów na morze wiele łodzi wielkich i małych, a każda pełna rycerzy dzielnych była. I bój srogi się zaczął. Wielu zacnych rycerzy śmierć swoją wówczas znalazło, wielu też śmiałych baronów po obu stronach padło.

Ale tak odważny był król Artur, iż nie było dlań wojsk dość groźnych, które by mu wylądować nie dały. A wszyscy jego rycerze z wielkim zapałem za przykładem króla podążali. Tedy pomimo Pana Mordreda i całej jego zbrojnej siły na ląd się dostali i przeciwników swoich do cofnięcia się przymusili. Uciekać musiał Pan Mordred i wszyscy jego stronnicy.

A kiedy skończyła się bitwa, kazał król swoich poległych pogrzebać. Wówczas w jednej z wielkich łodzi Pana Gawaina wpółmartwego znaleziono. Gdy dowiedział się król, że z Panem Gawainem tak źle było, zaraz do niego poszedł, żałość nad wszelką miarę okazując, gdyż droższy był mu ten syn jego siostry nad wszystkich ludzi na świecie.

Czuł to Pan Gawain, że umierać musi, bowiem w to samo miejsce cios otrzymał, gdzie raz już pod Benwickiem ranę od Pana Lancelota był odebrał. Wiedział też, że on sam tej wojny nieszczęsnej był przyczyną, gdyby był bowiem Pan Lancelot przy królu pozostał, nie byłoby nigdy do niej przyszło, zasię teraz srodze królowi jego dzielnych rycerzy Okrągłego Stołu brakować będzie.

Tedy wuja swojego poprosił, aby mu kazał papier podać i atrament, i pióro. A kiedy mu to wszystko przyniesiono, własną swoją ręką, jak francuska książka wspomina, tak napisał:

„Do Pana Lancelota, który kwiatem rycerstwa jest wśród wszystkich rycerzy szlachetnych, o jakich tylkom kiedy słyszał lub których za dni moich mogłem był oglądać.

Ja, Pan Gawain, króla Lota z Orkadów syn, takoż syn siostry szlachetnego króla Artura, pozdrowienie moje ci posyłam i do wiadomości twojej donoszę, że dziś, w dniu dziesiątym maja, przez tę samą ranę, którąś mi był zadał, umieram. I tego chcę, żeby cały świat się dowiedział, żem ja, Pan Gawain, Okrągłego Stołu rycerz, sam śmierci szukał. Nie twoja to bowiem zasługa, tylko moja własna wola sprawiła, że umrę dzisiaj. A przed śmiercią prośbę wielką do ciebie, Panie Lancelocie, zanoszę: z powrotem do królestwa tego wracaj i grób mój odwiedzić zechciej, a modlitwę jaką czy dwie za duszę moją zmów. Na miłość, jaka zawsze między nami dwoma była, zaklinam cię, ażebyś nie zwlekając, przez morze się przeprawił i ze szlachetnymi rycerzami swoimi królowi, który cię rycerzem uczynił, na pomoc śpieszył. A znalazł się ten król, to jest pan mój, Artur, w biedzie wielkiej, w którą go zdrajca nieszczery, Pan Mordred, brat mój przyrodni, pogrążył. W Dover się on na nas zasadził i wylądować nam nie dawał, aleśmy go pobili i uciekł. Wtedy i wydarzyło się, żem trafem nieszczęśliwym w tę samą ranę cios otrzymał, którąm miał z twojej, Panie Lancelocie, ręki. A nie mogła mnie śmierć z rąk bardziej szlachetnego rycerza spotkać.

Pisałem ten list na dwie tylko i pół godzin przed śmiercią moją. Własną swoją ręką go pisałem i tak częścią krwi mojej serdecznej go podpisuję”.

Potem zapłakał Pan Gawain i król Artur zapłakał, a potem obydwaj zemdleli. A kiedy się z omdlenia ocknęli, zarządził król, aby sakramentu Panu Gawainowi udzielono. Potem umierający króla prosił, ażeby po Pana Lancelota posłał i nad innych rycerzy zawsze go miłował.

W samo południe Pan Gawain Bogu ducha oddał. Kazał go król w kaplicy zamkowej w Dover pogrzebać.

Potem doniesiono Arturowi, że Pan Mordred z wojskiem swoim na wydmach koło Barham się rozłożył. Na drugi dzień król ze swoimi tam pociągnął i wielka się między nimi bitwa odbyła. Dużo też wtedy rycerzy po jednej i po drugiej stronie poległo. Ale w końcu król Artur górę nad przeciwnikiem wziął, więc Pan Mordred i jego stronnicy do Canterbury uciekli. A po tej Pana Mordreda porażce wielu znów ludzi do króla Artura ściągnęło. Tedy król z wojskiem swoim wzdłuż wybrzeża na zachód ku Salisbury pomaszerował i znów dzień spotkania z Panem Mordredem sobie wyznaczyli. A miała się odbyć ta walka niedaleko morza, na wydmach pod Salisbury.

Nocą w przeddzień bitwy miał król Artur sen dziwny. Jako na jawie Pana Gawaina oglądał.

A ten przyszedł do niego i powiedział:

— Bóg mi pozwolenie swoje na to dał, ażebym tu do ciebie przyszedł i ostrzegł cię, iż jeśli jutro z Panem Mordredem walczyć będziesz, jakeście to sobie wyznaczyli, z wszelką pewnością zginiesz i większość rycerzy waszych polegnie. W łaskawości wielkiej i dobroci, jaką ma dla ciebie Jezus Wszechmogący, litując się nad tobą i wielu innymi, którzy jutro zginąć mają, Bóg tę łaskę szczególną okazał, że mi do ciebie przyjść pozwolił, ażebym ci taką przestrogę dał. Żadną miarą walki nie przyjmuj, ale umowę z Panem Mordredem zawrzyj, że za miesiąc dopiero się spotkacie. A nie szczędź mu obietnic żadnych, byleby na tę zwłokę się zgodził, bowiem za miesiąc Pan Lancelot ze wszystkimi swoimi szlachetnymi rycerzami na pomoc ci przybędzie. A z honorem on zwycięży i Pana Mordreda oraz wszystkich, co z nim będą trzymać, zabije.

Po czym znikł Pan Gawain, zasię król Pana Lukana i brata jego, Pana Bediwira, do siebie zawezwał i dwóch jeszcze biskupów z nimi i polecił im, aby od Pana Mordreda rozejm na miesiąc za wszelką cenę uzyskali.

Tedy pojechali wysłańcy i do Pana Mordreda przybyli, tam gdzie z wojskiem swoim stał. A było tego wojska sto tysięcy. Przez długi czas z Panem Mordredem się układali, wreszcie zgodził się ów na rozejm pod warunkiem, że Kornwalię i hrabstwo Kentu przy sobie teraz zatrzyma, zasię po śmierci króla Artura całą Anglią władać będzie.