Tymczasem Morgana le Fay myślała, że król Artur zginął i że ona teraz będzie królową ziemi angielskiej, królem zaś Akkolon. Wkrótce jednak nadeszły do niej wieści, że Akkolon nie żyje i że król Artur miecz swój z powrotem posiadł. Gdy się o tym Morgana dowiedziała, serce omal jej z rozpaczy nie pękło, ale że nie chciała, aby ludzie zdradę jej wykryli, nic poznać po sobie nie dała. Wiedziała jednak dobrze, że gdy brat jej Artur do domu powróci, niczym się już ona od śmierci nie wykupi. Tedy poszła do królowej Ginewry i o pozwolenie opuszczenia dworu królewskiego poprosiła.
— Możesz tu przecież pozostać — Ginewra jej powie — póki brat twój, król Artur, do domu nie powróci.
— Nie mogę — Morgana odrzeknie — bowiem otrzymałam wieści, które mnie do powrotu do kraju mojego naglą.
— A więc — Ginewra powiada — możesz jechać, skoro chcesz.
Tedy nazajutrz wczesnym rankiem, zanim dzień się jeszcze uczynił, wzięła Morgana konia i jechała przez dzień cały i znowu nocą. Wreszcie na drugi dzień w południe do klasztoru przybyła, gdzie u mniszek goszcząc, król Artur przebywał. Wiedząc o tym, zapytała najpierw, gdzie się król Artur w tej chwili znajduje. Odrzekły jej siostrzyczki, że śpi jeszcze w łożu, które mu narządziły, gdyż strudzony był bardzo, trzy noce prawie nie spoczywając.
Zsiadła przeto Morgana z konia, nad tym rozmyślając, jakby tu znowu miecz Arturowy, Ekskalibur, wykraść, i poszła prosto do komnaty, gdzie król spoczywał, a nikt nie śmiał jej się przeciwić. Znalazła Artura w łożu śpiącego. W prawej dłoni król miecz swój obnażony dzierżył. Stropiła się wielce na ten widok Morgana, gdyż ujrzała, że inaczej miecza nie zdobędzie, tylko króla budząc, co by też się jej śmierci równało. Wzięła więc tylko pochwę i na koniu swoim odjechała.
Kiedy król się zbudził i spostrzegł, że pochwy nie stało, wielce się rozgniewał i zapytał, kto do jego komnaty wchodził. Powiedziano mu, że siostra jego, królowa Morgana, tam była i że pochwę pod płaszczem skrywszy, odjechała.
— Biada — Artur powie — strzegliście mnie nie dość wiernie.
— Panie — odrzekną wszyscy — nie śmieliśmy się rozkazom twojej siostry przeciwić.
— Niech mi podadzą najlepszego konia — król rozkaże — i Panu Onclekowi znać dadzą, aby na dobrego konia siadłszy, ze mną jechał.
Wkrótce król z Panem Onclekem, uzbroiwszy się dobrze, w pogoń za Morganą ruszyli. Na rozstaju pastucha, co tam krowy pasł, zapytali, czy nie widział przejeżdżającej pani.
— Panie — odpowie pastuch — niedawno jechała tędy dama w czterdzieści koni i do tego tam oto lasu podążyła.
Tedy ostrogami konie wspięli i w ślad popędzili.
Wkrótce Artur ujrzał w dali Morganę i puścił się za nią co koń wyskoczy. Zasię Morgana, dostrzegłszy, że Artur ją ściga, konia do szybkiego biegu przez las przynagliła, aż się wreszcie na polanie oparła.
Wiedząc, że umknąć nie zdoła, do jeziora, co tam było, podjechała i rzekła:
— Cokolwiek bądź ze mną się stanie, nie będzie miał brat mój swojej pochwy.
I rzuciła pochwę do wody, gdzie głąb największa. Utonęła też zaraz pochwa, gdyż ciężka była od złota i drogich kamieni.
Potem wjechała królowa Morgana w dolinę, gdzie pełno było głazów ogromnych, a widząc, że Arturowi nie ujdzie, czarów do tego używszy, siebie, ludzi swoich i konie w złomy marmuru zamieniła. Nie minęła i chwila, jak Artur z Panem Onclekiem nadjechali, ale już poznać nie mogli, gdzie pani była, gdzie rycerze.
— Ach — powie król — oto możemy karę Bożą oglądać. Żałuję też teraz, że to nieszczęście się stało.
Potem za pochwą się rozejrzał, ale nie mógł jej znaleźć, wrócił więc do opactwa, z którego był wyjechał. Gdy się Artur oddalił, Morgana przywróciła sobie i rycerzom dawną postać i powiada:
— Panowie, teraz możemy jechać, gdzie nam wola.
I do kraju swojego, Gore, pojechała, gdzie radośnie ją przyjęto. Tam zaczęła wznosić zamki obronne i miasta warowne, gdyż obawiała się zawsze króla Artura.
Zasię król, gdy w opactwie należycie wypoczął, do Camelotu pojechał, gdzie królową swoją i baronów wielce radych z jego przybycia zastał. A kiedy usłyszeli oni o Artura dziwnych, a wyżej opisanych przygodach, zdumiewali się wszyscy przewrotnością Morgany, wielu zaś rycerzy pragnęło, aby ją za jej sprawki diabelskie na stosie spalono.
— Czekajmy — mówi król. — Jeśli żyw będę, tak pomszczę się na niej, że cały świat chrześcijański mówić o tym będzie.
Nazajutrz rankiem przybyła do króla panna przez Morganę posłana, a przywiozła ona ze sobą płaszcz najbogatszy, jaki na tym dworze kiedykolwiek widziano, gdyż usiany był cały drogimi kamieniami tak gęsto, że i szpilki byś nawet między jeden a drugi klejnot wetknąć nie zdołał. A były to klejnoty najcenniejsze, jakie tylko kiedy Artur oglądał. I powiada ta panna:
— Siostra twoja ten płaszcz ci przysyła i prosi, żebyś go przyjąć od niej zechciał w podarunku. A w czym ci kiedy uchybiła, da ci za to zadośćuczynienie, jakiego tylko zażądasz.
Kiedy król płaszcz zobaczył, wielce mu się spodobał. Nic jednak Artur nie rzekł. Naówczas przyszła do niego jedna z Panien Jeziora i mówi:
— Panie, muszę pomówić z tobą na osobności.
— Mów — odpowie jej król — czego żądasz?
— Panie — rzecze ona — nie kładź na siebie tego płaszcza, zanim tego, co będzie dalej, nie zobaczysz. Pod żadnym też pozorem nie daj go sobie ani też żadnemu ze swoich rycerzy na ramiona zarzucić, zanim wpierw nie rozkażesz, aby ta, co płaszcz przyniosła, sama się weń odziała.
— Zgoda — powie król — niech się stanie, jako mi radzisz.
I do panny od Morgany przybyłej się zwrócił:
— Panno, ten płaszcz, coś mi przyniosła, chciałbym na tobie oglądać.
A ona na to:
— Panie, nie przystoi mi wdziać na siebie królewskiej odzieży.
— Na głowę moją! — zawoła król — wdziejesz go, zanim ja albo ktokolwiek tu inny na siebie go włoży.
I tak kazał król owym płaszczem pannę owinąć, i zaraz martwa upadła, i słowa nie wydawszy, na węgiel spłonęła.
Natenczas król większym jeszcze niźli wprzód gniewem rozgorzał i do króla Uriensa powiada:
— Twoja małżonka, a siostra moja wciąż zdradę przeciw mnie knuje i wiem to dobrze, że ty albo syn twój, Pan Uwain, w spisku z nią zostajecie. Co się ciebie jednak tyczy, nie myślę, abyś jej stronę trzymał, gdyż z Akkolonem i przeciw tobie ona spiskowała, zguby twojej szukając. Przeto wybaczę ci i zostać przy sobie pozwolę. Ale co do syna twego pewności takiej nie mam, dlatego rozkazuję, abyś go ze dworu mojego oddalił.
Tak więc wygnanym został Pan Uwain.
A gdy się o tym Pan Gawain dowiedział, zaczął się do drogi razem z krewniakiem gotować. I razem we dwóch odjechali, i udali się do puszczy, aż wreszcie w opactwie jednym u mnichów znaleźli schronienie. A kiedy do króla wieść o wyjeździe Pana Gawaina doszła, żal wielki wszystkich panów ogarnął. Zasię Gaheris, Gawaina brat, powiedział:
— Oto zamiast jednego rycerza dwóch dobrychśmy stracili.