XXIV. Poufałości i niedyskrecje Kobieta może być — albo wstydliwa — albo próżna — albo po prostu dumna. — Każda zatem może być narażona na następującą małą niedolę.Niektórzy mężowie tak są uszczęśliwieni faktem, iż posiadają kobietę na własność (przypadek, jaki mógł się im zdarzyć jedynie drogą legalności), że obawiają się jakby omyłki u publiczności i skwapliwie starają się nacechować swą małżonkę tak, jak handlarze drzewa cechują pnie przeznaczone do spławienia lub hodowcy z Berri swoje barany. Przed całym światem obdarzają na sposób rzymski (columbella) swoje żony przydomkami zaczerpniętymi z królestwa zwierzęcego i nazywają je: „moja kaczusiu — moja koteczko — moje bydlątko” lub, przechodząc do królestwa roślinnego: „moja figo (tylko w Prowansji) — moja śliweczko (tylko w Alzacji) — moje jabłuszko”.Nigdy zaś: „mój kwiateczku”! Zauważcie ten odcień!

Lub (co jest znacznie groźniejsze!) „moja babulo — mateczko — moja dziewucho — moja stara (gdy kobieta jest bardzo młoda)”.Zdarzyło się nam słyszeć jednego z naszych mężów politycznych, słynnego ze swojej brzydoty, jak nazywał swoją żonę: moja *maciorko*!… — Wolałabym — mówiła ta nieszczęśliwa do swojej sąsiadki — żeby mnie bił po twarzy.— Biedna mała, istotnie jest bardzo nieszczęśliwa — rzekła owa sąsiadka spoglądając na mnie, skoro *maciorka* już odeszła — gdy jest w towarzystwie ze swoim mężem, stoi jak na rozżarzonych węglach, formalnie ucieka przed nim. Przecież jednego wieczora, wziął ją ręką za kark, mówiąc: „No chodź już, chodź, mój tłumoku!”.

Powiadają, że przyczyną bardzo głośnego zgładzenia męża za pomocą arszeniku były owe nieustanne poufałości, jakimi zamordowywał w towarzystwie swoją żonę. Ów mąż klepał ustawicznie po plecach nieszczęśliwą kobietę zdobytą ostrzem kodeksu, wymierzał jej znienacka hałaśliwe pocałunki, poniewierał ją publicznymi czułościami okraszonymi jeszcze tą rubaszną chełpliwością, do jakiej zdolni są tylko owi dzicy ludzie gnieżdżący się we Francji po zapadłych wsiach, i których obyczaje są jeszcze mało znane pomimo wysiłków naturalistów-powieściopisarzy.Podobno te dotkliwe upokorzenia, należycie zrozumiane przez przystępnych ludzkim uczuciom przysięgłych, zyskały dla oskarżonej uwzględnienie łagodzących okoliczności w jej wyroku.Sędziowie powiedzieli sobie:

— Mścić się śmiercią za te przestępstwa małżeńskie, to jest posuwać się nieco zbyt daleko, jednakże wiele można wybaczyć kobiecie tak udręczonej.Żałujemy nieskończenie w interesie kultury obyczajowej, że te zapatrywania nie przeniknęły do wiadomości ogółu. Toteż, oby Bóg dozwolił, aby ta nasza książka miała olbrzymie powodzenie! Kobiety zyskałyby na tym to, iż by były traktowane tak, jak być nimi powinny, tj. jak królowe.Miłość w tym jest wyższa od małżeństwa, że jest dumna ze swoich poufałości: bywają kobiety, które czyhają na nie, wywołują je i biada mężczyźnie, jeżeli nie pozwoli sobie na nie w danej chwili!Ileż namiętności w jednym *ty*, które się wymknie pomimo woli!…

Słyszałem (było to na prowincji) męża, który nazywał swoją żonę „moja baryła…”. Ona była tym uszczęśliwiona, nie widziała w tym nic śmiesznego, nazywała go w zamian — „moja fujaro!…”. Toteż ta szczęśliwa para nie wiedziała nic o istnieniu małych niedoli małżeńskich.I właśnie obserwując to szczęśliwe małżeństwo, doszedł autor do następnego pewnika:


Pewnik Aby dwoje ludzi mogło znaleźć szczęście w małżeństwie, musi to być albo człowiek genialny, ożeniony z kobietą kochającą i rozumną, albo musi się dobrać (przypadek mniej częsty, niż by można przypuszczać) para ludzi, oboje bezgranicznie głupich.Historia, aż nazbyt głośna, leczenia arszenikiem zranionej miłości własnej, dowodzi że, ściśle biorąc, nie istnieją dla kobiety w życiu małżeńskim małe niedole.


Pewnik Kobieta żyje uczuciem, podczas gdy mężczyzna żyje czynem.Otóż uczucie może w każdej chwili uczynić z małej niedoli albo dużą katastrofę, albo złamane życie, albo wieczyste nieszczęście.Gdy Karolina zaczyna, w swojej nieświadomości życia i świata, zadawać swemu mężowi drobne utrapienia swą głupotą (patrz rozdział pt.: Odkrycia), Adolf znajduje, jak wszyscy mężczyźni, pociechę w swojej roli społecznej: działa, rusza się, ma stosunki z ludźmi, prowadzi interesy. Ale dla Karoliny w jakiej bądź rzeczy chodzi zawsze o jedno: kochać albo nie kochać, być kochaną albo nią nie być.

Niedyskrecje zależne są od charakteru, czasu i okoliczności. Dwa przykłady wystarczą.Oto pierwszy. Mąż, o którego tu chodzi, jest z natury brzydki i niechlujny; źle zbudowany, odpychający. Bywają ludzie, często nawet ludzie bogaci, którzy posiadają jakiś wrodzony talent brudzenia nowego ubrania w przeciągu dwudziestu czterech godzin. Są nieporządni wprost już z urodzenia. Otóż dla kobiety jest rzeczą tak poniżającą być czym innym, jak tylko oficjalną małżonką Adolfów tego rodzaju, że Karolina wymogła już od dawna zaniechanie nowoczesnego poufałego *tykania* i wszystkiego, co może wskazywać małżonkę będącą w służbie czynnej. Świat przyzwyczaił się już od pięciu czy sześciu lat do tej formy pożycia i sądził, że pan i pani żyją w zupełnej separacji, tym więcej, iż zauważono zjawienie się na horyzoncie pewnego Ferdynanda II.

Pewnego wieczoru w obecności dziesięciu osób pan mówi do swej żony: Karolino, czy *ty* brałaś cukier? Na pozór nic — w istocie wszystko. Cała rewolucja domowa.Pan de Lustrac, ów Adonis wieczny tułacz, pobiegł czym prędzej do pani de Fischtaminel, aby tam opowiedzieć małą scenkę najdowcipniej, jak tylko potrafił, zaś pani de Fischtaminel rzekła, przybierając tonik Celimeny:— Biedna kobieta! W jakże smutną ostateczność popadła!— Ba, ujrzymy rozwiązanie tej zagadki za osiem miesięcy — wtrąciła pewna starsza dama, której została jedna już tylko przyjemność, tj. mówienie źle o drugich.

Nie będę wam opisywał pomieszania Karoliny, możecie je sobie sami wyobrazić.Oto drugi przykład. Oceńcie straszliwą sytuację, w jakiej znalazła się kobieta o naturze wykwintnej i delikatnej, która szczebiotała sobie przyjemnie w kółku dwunastu lub piętnastu osób u siebie na wsi, w pobliżu Paryża, gdy wtem służący jej męża podchodzi i mówi jej do ucha: „Jaśnie pan przyjechał, proszę pani”.— Dobrze, Benedykcie.Wszyscy goście słyszeli turkot powozu. Wiadomo było, że gospodarz był w Paryżu od poniedziałku, rzecz zaś miała miejsce w sobotę o czwartej popołudniu.

— Jaśnie pan ma coś pilnego do powiedzenia jaśnie pani — dodaje Benedykt.Jakkolwiek dialog ten toczył się półgłosem, goście zrozumieli go z łatwością, tym więcej, że pani domu przeszła od koloru róż bengalskich do czerwoności maków polnych. Skinęła głową, prowadząc dalej rozmowę i po chwili znalazła sposób opuszczenia towarzystwa pod pozorem dowiedzenia się, czy mężowi udało się przeprowadzić jakąś ważną sprawę; jednakże widocznym było, iż ten brak względów jej Adolfa na bawiących u niej gości sprawił jej dotkliwą przykrość.W kwiecie swej młodości kobiety chcą być traktowane jak bóstwa, przepadają za ideałem: nie znoszą myśli, aby miały być tym, czym natura je uczyniła.

Bywają mężowie, którzy wróciwszy z pola, czynią jeszcze gorzej: witają się z towarzystwem, ujmują żonę w pół, zaczynają się z nią przechadzać po ogrodzie pod pozorem poufnej rozmowy, znikają w zaroślach, przepadają gdzieś i odnajdują się po upływie dobrej półgodziny.Te rzeczy, przyznaję paniom chętnie, stanowią prawdziwe małe niedole dla młodych kobiet, ale dla tych spośród pań, które przekroczyły czterdziesty rok życia, niedyskrecje te są tak miłe, iż pochlebiają nawet najsurowszym spomiędzy nich, albowiem:Na schyłku swojej młodości, kobiety chcą być traktowane jak zwykłe śmiertelniczki, lubią rzeczy pozytywne: nie znoszą przypuszczenia, aby mogły już nie być tym, czym natura je uczyniła.


Pewnik Wstydliwość jest cnotą względną: istnieje wstydliwość lat dwudziestu, lat trzydziestu i wreszcie wstydliwość lat czterdziestu pięciu.Toteż pewnej kobiecie, która zapytała się autora, ile lat jej daje, odpowiedział tenże: „Pani jest w wieku niedyskrecji”.Ta zachwycająca młoda osoba, licząca lat trzydzieści dziewięć, afiszowała o wiele zanadto pewnego Ferdynanda, podczas gdy córka jej starała się troskliwie ukrywać swojego Ferdynanda I.