XXX. Wyznania Pewnego poranku Adolf zatopiony jest po prostu w nadmiarze słodyczy. Do zbytku szczęśliwy mąż szuka przyczyn tej zdwojonej czułości i słyszy z ust Karoliny te słowa wymówione najpieszczotliwszym głosem:— Adolfie?— Co? — odpowiada przerażony utajonym drżeniem, jakie wyczuwa w głosie Karoliny.— Przyrzeknij mi, że nie będziesz się gniewał?— Dobrze.— Że nigdy nie będziesz miał do mnie żalu.— Nigdy. Mówże… — Że mi przebaczysz i że nigdy nie będziesz mi o tym wspominał.— Ależ, mówże już!… — Zresztą, ty sam jesteś wszystkiemu winien.— Albo powiedz nareszcie, albo odchodzę…

— Tylko ty jesteś w stanie wybawić mnie z kłopotu, w jaki się wpakowałam… i to tylko przez ciebie!… — Ależ chcę wiedzieć… — Chodzi o… — No?… — O Justysię.— Nie mów mi już o niej, oddaliłem ją, nie chcę jej widzieć na oczy, jej zachowanie naraża twoją reputację… — I cóż mogą mówić? Co mówią o mnie?Scena zmienia się, następują uboczne objaśnienia, które wywołują rumieniec na twarzy Karoliny, z chwilą gdy obejmuje doniosłość domysłów jej najlepszych przyjaciółek, zachwyconych, że mogą znaleźć tak osobliwe pobudki dla wytłumaczenia jej cnoty.— Widzisz Adolfie, to wszystko twoja wina! Czemu mi nic nie powiedziałeś o Fryderyku?… — Jakim? Wielkim? Królu pruskim?— Oto są mężczyźni!… Obłudniku, czy chcesz wmówić we mnie, żeś o nim zapomniał tak naraz, o twoim synu, synu panny Zuzanny Beaminet?

— Jak to? Wiesz… — Wszystko!… I o starej Mahuchet i o twoich wyprawach, aby zabrać małego na obiad wówczas, gdy ma wolną niedzielę.Niekiedy *sprawa Chaumontel* jest naturalnym dzieckiem; to jeszcze najniewinniejszy rodzaj spraw Chaumontel.— Jakimi krecimi drogami umiecie wy chodzić, wy wszystkie pobożnisie! — wykrzykuje Adolf przerażony.— To Justysia odkryła wszystko.— A, rozumiem teraz przyczynę jej zuchwalstwa!… — Och, mój najdroższy, twoja Karolina była bardzo nieszczęśliwa i to szpiegowanie, którego przyczyną jest moja bezrozumna miłość dla ciebie, bo ja cię kocham… Do szaleństwa… Nie, gdybyś ty mnie zdradził, uciekłabym na koniec świata… Teraz rozumiesz… Ta fałszywa zazdrość wydała mnie na łaskę Justysi… Więc, mój złoty, musisz wydobyć mnie z tego!

— Niechże cię to nauczy, mój aniołku, żebyś nigdy nie posługiwała się twoimi ludźmi, jeżeli chcesz, by ci służyli istotnie. To najniższa z wszystkich tyranii być wydanym na ich łaskę.Adolf korzysta ze sposobności, aby przerazić Karolinę, bo myśli o swoich przyszłych *sprawach Chaumontel* i chciałby raz na zawsze uwolnić się od szpiegowania.Wzywa się Justysię, Adolf odprawia ją natychmiast, nie chcąc słuchać jej tłumaczeń. Karolina mniema, iż jej mała niedola jest zakończona. Przyjmuje inną pannę służącą.Justysia, na którą jej dwanaście czy piętnaście tysięcy franków ściągnęły uwagę jakiegoś sklepikarza, zostaje panią Chavagnac i otwiera handel z owocami. W dziesięć miesięcy później Karolina, w nieobecności Adolfa, otrzymuje przez posłańca list na papierze wydartym ze szkolnego zeszytu, pisany kulfonami, którym by się przydało trzy miesiące ortopedii i tak zredagowany:


Donosze pani, że pam paniom ztradza chaniepnie s pańo Fiżtaminelle, chodźitam co wieczoró a pańi jest jag ten ślepy stószni się pani trapiło bardzo się ciesze mam honur się kłańać.Karolina rzuca się jak lwica ukąszona przez bąka; znowu rozciąga się sama na ruszcie podejrzeń, zaczyna na nowo swoją walkę z nieznanym.Skoro przekonała się o bezzasadności swoich posądzeń, nadchodzi nowy list, który proponuje jej dostarczenie objaśnień co do *sprawy Chaumontel*, którą Justysia zwietrzyła.Mała niedola *Wyznań*, pamiętajcie o tym moje panie, jest nieraz groźniejsza od tej, która następuje.