tłum. Cyprian Bazylik

Zamknienie tych wszystkich ksiąg

Tośmy mieli, cobychmy o szkole napisali, i owszem o wszystkiej rzeczypospolitej, to jest: o wspólnym ludzkim stowarzyszeniu, które, jako najwyżsi filozofowie powiadają, najwięcej sprzyjaźną chęcią bywa jednane, pomnażane i w całości zachowane; bo ta jest prawidłem a jakoby prawem, która złe chęci kiełzna, bo się żaden nie gniewa na tego, któremu z serca wszystkiego dobrego życzy, ani idzie jego rzeczy wydzierać i żadnej się rzeczy nieprzystojnej przeciwko niemu nie dopuszcza; a sprzyjaźna chęć aby była trwała i mocna, trzeba, żeby się opierała o korzeń wiadomości i przyzwyczajenia rzeczy uczciwych; chwieją się bowiem wszystkie rzeczy ludzkie, które na tych fundamentach nie są postanowione. Ale iż tak wielka jest przyrodzenia ludzkiego wątłość, iż one prawdziwą sprzyjaźność częstokroć dla leda przyczynki dopuszczamy sobie wydrzeć albo zwątlić: przeto prawa na to są ustanowione, aby nimi niespokojne namiętności były hamowane, a ona sprzyjaźność towarzystwa ludzkiego związku była naprawiana, winni aby byli karani, a dobrzy nagrodami pocieszani. Z ludźmi też postronnymi, z którymi ani praw wspólnych nie mamy, ani sędziów, jeśli się inaczej pojednać nie możemy, tedy dlatego są wojny ustawione; które nie mogą być sprawiedliwe, jeśliby wprzód nie były przystojnie przez upominanie się swego opowiedziane. A tak ponieważeśmy już te rzeczy przełożyli, które i do obyczajów, na wiadomości i na ćwiczeniu w uczciwych rzeczach zasadzonych, i do spraw wszelakich i do sprawiedliwego walczenia należą: przeto ten wszystek spis kończymy — w którym jeśli się komu zdamy być albo przydłuźsi, albo krótcy, ten niech wie, iż tak bardzo ludzkie dowcipy są różne, że im wszystkim nie może jeden nigdy dosyć uczynić. Samej tej rzeczy, o którejeśmy to pisali, wielkość, a dowcipu naszego mdłość i niesposobne zdrowie, ktemu też starania i sprawy rozmaite chęci i pilności mej przyniosły wielką trudność, żem wszystko nie tak, jakoby trzeba, wyprawił. Wszakże jednak to wszystko tak wyprawowali, żeśmy w każdej rzeczy do cnoty, aby na nią największy wzgląd miano, ukazali. W tym jeśliśmy co wystąpili, tedyśmy to z wielkiego na cnotę zapatrzania uczynili. Której cnoty, wiem, żem nie tak, jako przystoi, wysławił; aleć zaiste sama przez się taka jest, iż gdyby się jej prawie przypatrzono, a ona moc swą okazała, dziwnie by serca ludzkie ku miłowaniu siebie poruszyła: nie trzeba by praw ani ustaw, ani żadnej pracy około rozkazowania, nie byłoby żadnego miejsca dla zazdrości, waśni, łakomstwa, niepowściągliwych pożądliwości ani łakomego łapania urzędów, ani nieukróconych chęci. Sama cnota, jako niejaki duch Boży, miarkowałaby złe żądze i wszystkie sprawy obracałaby do panowania stateczny rozum; pożądliwości sprośne by hamowała, nikomu by podejścia nie myśliła, ni pod nikim dołów nie kopała, na swym by, acz małym, przestawała, nikomu gwałtu nie działała, krwi by człowieczej folgowała, ozdoby i życzliwości by dobrym naukom szukała, sławy i pochlebstwami od ludzi gardziła; rzeczy prawdziwych, prostych a otworzystych naśladowała, zaś fałszywych a ubarwionych nie najżrała; zacność i pożytek by rzeczypospolitej nad swoję część i pożytki przekładała, żal, wzgardę i nieprzyjaźń by znaszała i samej się by śmierci dla zacności religiej, choćby ją straszono, podjąć by się nie bała, a gdyby ją już zadawano, mężniej by podjąć kazała. Tą cnotą blisko każdy do Boga przystępuje, który ją wynalazł i jest jej początkiem i pomnożycielem. Nie może to być, aby on sprawca, jakoby się kolwiek rzeczy ludzkie wiodły, nie miał tego chcieć, aby ta jego sprawa była wielce ważona a wszystkie insze rzeczy aby za nic były miane, jeśliby z nią jaki spór miały. Tej sprawie Bożej ani król, ani senat, ani żaden lud nie może się poczciwie sprzeciwić. Tej kto by chcąc i wiedząc nie był posłuszen, ten by sprawcy jej, Boga samego, posłuszen nie był, przyrodzenie ludzkie by z siebie zewlókł, a srogiej by się złości dopuścił. Niechajże tedy będą ważne, ile chcą, bogactwa, zacność rodu, wielkość ciała i możność — ale gdzie przyjdzie z cnotą na sztych, wszystko to ma być za nic. Tego prawy rozum chce, tego i przyrodzenie na wszystkie rzeczy rozdane stateczne i wieczne, tego też chce lepszy nad przyrodzenie Bóg, on najwyższy mistrz, hetman, mściciel i nagrodziciel, którego dnia onego ostatniego oczekiwamy, gdy trąby swojej głosem do majestatu swego sądowego wyzowie żywe i umarłe, odbierać liczbę z spraw od każdego, a przypominając rachunek opuszczenia cnoty jego. Nie będzie tam na pomoc mnóstwo sług, ani życzliwości ludu, ani mowy przyjacielskiej na upodobanie wyrzeczone. On sędzia, którego oczy wszystko widzą, uczyni, nie mając żadnego baczenia na osoby, wedle każdego uczynków godny a sprawiedliwy wyrok: dobrzy, pobożni, którzy żywot swój z cnotą zgodny wiedli, weselem nieśmiertelnym obdarzy; a złe, którzy wszystko wedle lubości swej czynią, a złym chęciom się poddawają, ręką nieżyczliwą uciśnie i do tego tarasu wrzuci, gdzie będzie płacz i zgrzytanie zębów. Pana Boga tedy proszę, aby nas zapalił sprawiedliwą miłością cnoty, a dodał nam mocy ku czynieniu tego, co by było ku zacności rzeczypospolitej i wiary świętej, a na potem aby nas żywotem wiecznym przez Jezusa Chrystusa darował.

Przydatek do Ksiąg o poprawie Rzeczypospolitej

Andrzej Frycz Modrzewski, królewski sekretarz, polskiej i wszystkiej Sarmacyjej szlachcicom zdrowia życzy.

Czynicie, jako wam przystoi, szlacheckiego stanu panowie! Gdy nie chcecie, aby co w rzeczypospolitej stanowiono was się nie dołożywszy. Na tym bowiem jest stan wasz, aby nie jedno rzeczypospolitej od nieprzyjaciela bronił; ale aby też temu zabiegał, żeby ona albo w obyczajach, albo w prawach szkody jakiej doma nie cierpiała. A wszakoż, iż żadnego miejsca u siebie dać nie chcecie nowym a niesłychanym radom, w tym by nie bez przyczyny kto miary niejakiej w was by potrzebował. Jest bowiem wiele rzeczy, acz nowych i przedtem u nas nieużywanych, a wszakże uczciwych i wielkich pożytków pełnych, których nieco w księgach o poprawie rzeczypospolitej wyłożyłem; co jeśli jeszcze które przełożę, mam za to, że nic od powinności mej zdrożnego nie uczynię, bo mam się za obowiązanego rzeczypospolitej, jakom skoro między sekretarze królewskie jest policzon, nie tylko do utajenia tego, co by rzeczypospolitej szkodziło, ale też do objawienia tego, co by jej pożyteczno być mogło. Acz ja nie jestem ten, który by o sobie to rozumiał, żebym przed innymi to, co pożytek czyni i co wadzi, lepiej obaczył; ale iż ludzi wielkich i zacnych poważne o rzeczypospolitej zdanie częstokroć słyszałem, drugich też podlejszych stanów dysputacje albo wspólne o tym namowy wiadome mi były: przeto umyśliłem je wam napisać, abyście jeśliby się wam podobały, starali się, jakoby ku skutkowi były przywiedzione. Co jeśli tę powinność moją wdzięczną wam być obaczę, będę się z tego weselić o panowie! A jeśli nie, przedsię będę się cieszył tym, że w sobie dobrą chęć czuję, a u każdego, który to czytać będzie, to świadectwo sobie zostawię, żem niczego więcej nie pragnął, jedno abym widział rzeczpospolitą co najlepiej postanowioną. Teraz już o rzeczy mówić pocznijmy.

I.

O przyczynach sejmów, które są dwie: 1. Czynienie sprawiedliwości między obywatelmi, a obrona od nieprzyjaciela. 2. Która nad którą ma być przekładana? 3. O przyczynach urzędów, a które rzeczy w sobie mieć powinni. 4. Na koniec o powinności sędziów.

Dla dwóch przyczyn zwłaszcza sejmy u nas na każdy rok bywają: naprzód dla czynienia sprawiedliwości, na potem dla postanowienia obrony przeciwko postronnemu nieprzyjacielowi. Bo od wszystkich sędziów powiatowych bywają apelacje na sejm tak, iż bardzo wiele spraw tam przychodzi; od nieprzyjaciela też postronnego mało nie na każdy rok ziemie sarmackie bywają trapione. A tak trzeba tego, żeby rzeczpospolita albo służebnym ludem, albo pospolitym ruszeniem była broniona. A ponieważ ani sądy, ani obrona bez gotowych pieniędzy nie może być na wieczność postanowiona: przeto powiem, skąd by ich dostawać; ale pierwej o sądziech i o sprawiedliwości.

Ponieważ tedy każda rzeczpospolita w ziemi swej sprawiedliwością bywa rządzona, a po stronach od nieprzyjaciół postronnych mieczem broniona: przeto słusznie tu oboja rzecz ma być wielce ważona. A wszakoż, jeślibyś ustawiczności pożytku patrzył, daleko większe i obfitsze pożytki przychodzą z sprawiedliwości, niźli z wojny. Bo i wojny nie może nikt dobrze po stronach wszczynać, ażeby pierwej w ziemi wszystkie rzeczy sprawiedliwością, dobrze postanowione były; a gdy tej nie będzie, tedy wojna jest sprośna i nieuczciwa. A zaś sprawiedliwość okrom wojny sama przez się świeci, a jest wszystkich cnót przedniejszą: okrom tej zbory ludzkie źle bywają zbierane, gorzej stanowione, a najgorzej zachowane tak, iż nie bez przyczyny Augustyn napisał, że rzeczpospolita okrom sprawiedliwości jest szczerym rozbojem. Bo i któż z człowiekiem niesprawiedliwym długo mieszkać, kto z nim towarzystwo życia wspólnego mieć chce? Zaś z ludźmi sprawiedliwymi, którzy każdemu jego własną rzecz z dobrej woli przywłaszczają, ucieszna jest życia, rzeczy i wszystkich spraw społeczność.

Lecz ponieważ sprawiedliwość częścią dla ślepej nieumiejętności, częścią dla złych namiętności bywa zatłumiona: przeto szukano w rzeczachpospolitych ludzi do rządzenia godnych, mądrych a namiętności bardzo skromne mających, którzy by umieli i chcieli sprawiedliwość uczyć, a tych, którzy ją gwałcą, do ich powinności odzywać; a ci władzę wielką miewali, iż mogli czynić, co by chcieli. Tych trzech rzeczy złączenie, mówię: mądrości, obyczajów skromności i władności, przynosi zdrowie rzeczypospolitej, a rozerwanie — zarazę i skazę. Bo a co jest niebezpiecznego, jeśli nie możność, która by się mądrością i cnotą nie podpierała? A zasię, w kim one trzy rzeczy są, ten zwierzchnością pospolitą ozdobiony i ręce ludzkie chciwe powściągać i krzywdy czynić nie dopuszczać, a uczynioną karać, na ostatek rzeczpospolitą szczęśliwą uczynić może. Lecz którzy tak wielką władzę mają, ci w wielkich rzeczachpospolitych, a w nieskończonym mnóstwie spraw, wszystkich spraw rządzeniu dosyć uczynić nie mogą; dlatego urząd zwykli ustawować, na który część powinności swej wkładają — a jedne czynią sędziami, którzy tylko sprawy sądzą, drugie czynią starostami zamków i powiatów, którzy by karali tych, co prawu posłuszni nie są; na potem też drugie urzędniki nad inszymi sprawami przekładają. O których różności w inszych księgach dostatecznie wypisałem.

Teraz się rzecz nasza będzie bawić około powinności sędziów. Którzy ponieważ są sługami sprawiedliwości, a sprawiedliwość w prawie zamykać się ma: tedy by próżno i prawa stanowić, i ustawy o sprawiedliwości dawać, gdyby wykonywania ich mądremu jakiemu a dobremu człowiekowi, jakim ma być sędzia, nie zlecono. Za dobrem lepak sprawowaniem sądów przychodzi pokój, zgoda i zdrowie pospolite i insze wielkie a rozmaite pożytki; zaś za zaniedbaniem i wywracaniem sądów przychodzi rozterk, waśń pospolita i własna każdego z osobna; skąd rosną nienawiści, nieprzyjaźnie, swary, rąk porywanie to do ran, to do mordów i do wielkiego złego — co na potem pan Bóg karze albo rzeczy straszliwe z postronnych krajów przypuściwszy, albo zamieszania i rozterki wnętrzne dopuściwszy, albo jakimi inszymi nędzami, które od domowych i od postronnych ludzi pochodzą, albo wojną plugawą i szkodliwą. Lecz co o sądziech naszych ziem mówić mam, tak rozumiem, że każdy z was u siebie rozmyśla. Acz nie chcę mówić o tych, które w każdym powiecie sprawują; to powiem, że w tak wielkim mnóstwie prawujących się bardzo ich mało jest, którzy by od powiatowego sędziego nie mieli na walny sejm apelować. Co jeśli się dzieje uporem stron, albo powiatowych sędziów winą, nie trzeba o tym teraz mówić; ono pewna, że bardzo wiele jest spraw, które począwszy się sądownie od dwudziestu i dalej lat, jeszcze nie są skończone. I to też jest rzecz jawna, że co dzień tak wiele a wielkich spraw przybywa, iż król i z panów radami, będąc mnóstwem inszych wielkich spraw zabawiony, żadnym sposobem temu sprostać nie może, aby je odsądził, chyba żeby się sejm na bardzo długi czas przewlec miał. Co iż się snadnie stać nie może, widzimy, że wielkie mnóstwo prawujących się bardzo wiele czasu próżno trawi, nakłady wielkie podejmuje, z sejmu nic nie sprawiwszy odjeżdżać, a zaś na drugie sejmy wracać się bez pożytku musi. Owszem jeśli jakie staranie mieć chcemy, zaprawdę trzeba inszego sposobu szukać, jakoby tak wiele spraw skończyć, a sędzie postawić, którzy by ten urząd sądzenia wykonywali.

II. O skarbie rzeczypospolitej, o sędziach i o innych potrzebach rzeczypospolitej

A iż żaden żołniersko swoim nakładem nie służy, a godzien jest robotnik zapłaty swej: przeto rzeczpospolita powinna opatrować potrzeby tych sędziów — co jednak nie może być bez pieniędzy w pokładzie leżących, a dlategoż około sposobu zbierania ich tu muszę nieco powiedzieć. Są w królestwie naszym i w inszych krainach k niemu przyłączonych bardzo hojne beneficja, które biskupstwami zowiemy. Są też i drugie rozmaite, acz mniejsze, ale gdy będą wespółek złączone, za wielkie mogą być poczytane. Tych wszystkich beneficji rejestr mogliby biskupi przynieść na sejm, a na potem niech by te beneficja pod przysięgą oni szacowali, którzy je trzymają, policzając w to tak dziesięciny, jako insze czynsze i dochody wszelakie. Ten szacunek chociaby się na sejmie stał, chociaby też od synodu biskupskiego na sejm był przyniesiony, niechby był w rejestr napisany. Aleby taki artykuł trzeba ustawić, iż na kogo by to pewnie przewiedziono, iżby niesprawiedliwie swego beneficjum dochód oszacował, ten okrom tego, żeby był za krzywoprzysięzcę rozumiany, niechby onego beneficjum zbył, którego dochód wiedząc i chcąc źle oszacował. Gdyby tym sposobem te dochody oszacowane były, wtedy trzeba by całe duchowieństwo prosić naprzód, aby dochód jednego roku darowali rzeczypospolitej raz, jako najrychlej mogą; jeśliby nie mogli za razem, wtedy niechby jednego roku jedną połowę dali, a drugiego drugą. Ktemu aby na każdy rok na potem pełną sumę, to jest (dawam na przykład) dziesiątączęść oszacowanego dochodu dawali.

Co jeśli żeby tego u teraźniejszych dzierżawiących tych beneficji nie uproszono, tedy by łacno uprosić możono u tych, co by po nich następować mieli; bo ci, którzy to w swej mocy mają, nie dawaliby nikomu żadnego beneficjum, ażby się pierwej na to obowiązał; który obowiązek ściągałby się na potem i na tych, którzy by po nich na te beneficja albo po śmierci pierwszego dzierżawcy, albo jakim inszym prawem nastąpili; a nikomu tych beneficji nie dawać, ażeby się obowiązał obyczajem już powiedzianym ku zapłaceniu tak dorocznego dochodu raz, jako też dziesiątej części na każdy rok tych potomnych lat.

A gdyby się to sprawiło, tedy by się też o to pilnie starać trzeba, aby ludzi świeckiego stanu dali się też na takie składanie namówić, żadnymi się wolnościami nie wymawiając, wspólne brzemię nosić. Bo ponieważ duchownych osób dziesięciny dawniejsze, niż które wolności szlacheckie są; a nie tylko prawem Bożym, ale też obyczajami i prawami ojczystymi wolni są od wszelakich powinności: wtedy by się też to nie godziło, aby, gdy ci dawają, drudzy wolnościami jakimi chlubić się mieli. Bo gdyby nieprzyjaciel, czego Boże uchowaj! wojował a nasze posiadał, nie miałby żadnego baczenia tak na świeckie, jako na duchowne. Ale świecki stan przynosi pospolicie jakieś wymówki: naprzód, iż nie tylko poddani ich składają się na żołnierzy, ale i sami, gdy potrzeba przypadnie, muszą na wojnę jechać; ktemu też i to przydawają, że dostojeństwa i urzędy rzeczypospolitej, które im dawają, nie są tak bogate ani pożyteczne, jako dostojeństwa biskupów, opatów i inszych duchownych; nadto, ponieważ mają żonę i dzieci, muszą dla nich większy nakład czynić. Te przyczyny jeśliby świeckie stany od tego podatku wyzwoliły, tedy przedsię duchownego stanu prosić, aby im dla rzeczypospolitej nie ciężko było dać tak wiele, jakom powiedział. Do czego jeśliby nie mogli być przywiedzieni ci, co teraz są, tedy się łacno przywieść dadzą, co po nich nastawać będą, bo a któż z niechęcią da raz ten dochód, aby na potem wszystkie dochody brał, zwłaszcza iż to wszystko do skarbu rzeczypospolitej ma być obrócono?

A nie trzeba by się im tego obawiać, aby im z takiego dawania miano przepisać łakomstwo, które łakomstwo symonią zowią. Pamiętam ja, iż po śmierci Pawła III. papieża kardynałowie, gdy o obraniu nowego papieża radzili, postanowili tę kondycję na nowotnego papieża, ktokolwiek by nim był, aby niejakie pewne imiona i wsi kościelne, a podobno parmeńskie, dopuścił był w mocy albo dzierżeniu Farnezego, który je też za Pawła papieża trzymał. Oto kardynałowie rozumieli, że to może być okrom symonii, ponieważ to z pożytkiem rzeczypospolitej był składan, nie byłoby policzon między występki symonii, ale między wielkie a wiecznej pamiątki godne dobrodziejstwa. Symonowi onemu czarnoksiężnikowi (od którego symonia ma imię), gdy apostołom pieniądze dawał, aby ten, na kogo by ręce włożył, Ducha Świętego brał, on jego uczynek za przekleństwo poczytał Piotr, iż mniemał, żeby dar Boży za pieniądze mógł być kupion. Ale cóż to ma do tego podatku, który by dla rzeczypospolitej był postąpion? A iżby takowa szczodrobliwość duchownych nie była bez słusznej nagrody, miałby to ustawić król z panów radami na sejmie, aby żaden od tego czasu ani czasu wojny, ani czasu pokoju nie śmiał żadnego gwałtu czynić majętnościom duchownym, uczyniwszy zakład pod srogim karaniem: aby ten, kto by to pierwej uczynił, oddał (co tu mówię na przykład) w pięciornasób więcej niż wziął, a kto by po wtóre, aby w dziesięciornasób wrócił, a kto trzecikroć, aby był z ziemi wywołany, z majętności jego niechby była nagroda ukrzywdzonemu, a ostatek do pospolitego skarbu niechby obrócono. A jeśli ci, którzy się targnęli na majętność duchownych, albo posiadłości nie mają albo, jeśli mają, tedy nie tak wielką, aby z tych one szkody nagrodzone być mogły: ci staroście onego miejsca oznajmieni niechby jego staraniem, pracą i nakładem byli szukani, imani i do więzienia dawani, a na potem albo w niewolą temu, kogo uszkodzili, byli dawani, albo inszym karaniem karani jako pospolitej uchwały gwałtownicy. Bo ono sprawiedliwy wyrok: Kto nie może pieniądzmi, niech płaci ciałem. Starosta, który by tego nie uczynił, niechby starostwa zbył i za występnego przeciw rzeczypospolitej mian był. To niech będzie dosyć o pieniądzach, które duchowni z beneficji dawać mają, i o karaniu tych, którzy im na potem gwałt uczynili. Lecz trzeba by pilnie prosić biskupów i wszystkiego stanu duchownego, a prosić ich przez imię rzeczypospolitej i tych wszystkich rzeczy, które oni za największe mają, aby oni ożaliwszy się nędzy ojczyzny, która je ubogaciła, założyli ten fundament skarbu, z którego by rzeczpospolita od nich wieczne dobrodziejstwo miała, a obywatele wszyscy łaską a miłością osobliwą byli im wiecznie obowiązani. Co jeśli ci, którzy teraz są, nie będą chcieć tego czynić, tedy zaprawdę oni, którzy po ich śmierci na ich miejsca będą nastawać, uczynią to. A teraz niechby to każdy u siebie rozmyślił, jakoby to była teraźniejszym uczciwa rzecz, potomkom się dać zwyciężyć szczodrobliwością przeciw rzeczypospolitej? Która rzeczpospolita to nie wiem jeśliby nie słusznie uczyniła, gdyby na miejsce teraźniejszych drugim następować dopuściła, gdyby była pewna, że te dobrodziejstwa od nich otrzyma. Ale o łasce teraźniejszych, którzy jeszcze z nami żyją, abyśmy lepszą nadzieję mieli, gdy inszych rzeczy wiele nam otuchę daje, wtedy niemniej zacne słowa tego wielkiego a zacnego człowieka, Mikołaja Dziergowskiego arcybiskupa i prymasa, który na przeszłym sejmie, gdy mu naprzód wotować zlecono, powiedział, żeby to rzeczypospolitej było potrzebne, aby był skarb założon, a z którego by szedł nakład na wojnę i na insze rzeczypospolitej potrzeby. A ten skarb nazwał na imię: Montem pietatis, co się wykłada: Góra zbożności lub miłosierdzia; a to rozumiał o takim zdawaniu, o jakim Jan Łaski, szósty przed nim arcybiskup wotował, i powiadają, że to on był wymyślił. Czyniwali niektórzy panowie radni tej góry na drugich sejmach wzmiankę; bo tak są wdzięczni wszystkim dobrym a rzeczpospolitą miłującym dobre rady, iż chociaż oni, którzy je zaczęli, z tego świata znidą, przedsię one żywą, a uciesznym wspominaniem od potomków bywają powtarzane. A ponieważ mnie, który Łaskich domowi od wielu lat rad służę, nie ciężko było onę radę Łaskiego na piśmie zostawić: nie chcąc, aby była zapamiętana, chciało mi się i tę drugą od tej nie bardzo różną do was wypisać, a rozmów ludzi wielce mądrych, a rzeczpospolitą miłujących (między którymi, ilekroć się trafi, rad przebywam) wam udzielić. Wasza rzecz panowie starać się, jakobym tego, cokolwiek jest, do was nie próżno doniósł, aby wam na potem moje pisanie nie umilkło.

III. Krótkie przypomnienie niektórych wad rzeczypospolitej

A gdym to do was o sędziach, o obronie i o skarbie rzeczypospolitej pisał, nie mogłem też przepomnieć drugich części rzeczypospolitej, o których niedawno wydałem troje księgi, a teraz umyśliłem wam niektóre rzeczy przywieść na pamięć. Starajcie się dla Boga żywego, abyście nie tylko dla wolności waszych zachowania, dla potrzeb z postronnymi narodami i dla inszych wielkich spraw sejmy składali; ale też i na mniejsze rzeczypospolitej części baczenie miejcie, starajcie się, aby niektórych złe prawa poprawiono, a na rozpustność wszędzie harcującą munsztuk włożono. Uskarża się pospólstwo na kapłany, że zaniedbywają powinności swej, albo ją nie tak dobrze, jako trzeba, odprawują; a podobno nie bez przyczyny. Ale też i ci sami, którzy uskarżają, na cudze występki nazbyt wydarli oczy, a na swe bynajmniej; bo pospolicie mało nie wszyscy tacy bywamy, iż na drugie przyczynę złego składamy a sobie pobłażamy, jakobyśmy niczego winni nie byli. Ale nie błądźmy, niemałe to są winy; które na kim mają zostać, wy sami sądźcie. Przez wiele lat rozmaite sprawy toczą się u sądu, które się jeszcze nie skończyły; morderstwa na cały rok gęsto się broją w tej rzeczypospolitej. A któż się starał o to, aby na tak złą niemoc stateczne lekarstwo przyłożono? To jednak jest dziwna rzecz, że po te lata niedawno przeszłe posłów ziemskich bardzo wiele na sejmiech bywało, którzy o zgwałceniu testamentu Bożego i odnowieniu prawa Bożego jawnie przy bytności wielu stanów mówili, a o prawie Bożym przeciwko mężobójcom i słówka nic przerzekli. Jakoż mamy rozumieć, aby się ci kochali w rzeczach Bożych, którzy z miłości samych siebie, a z nienawiści drugich, dopuszczają na ziemi leżeć prawu Bożemu, które jest fundamentem rzeczypospolitych? Jako wiele jest przyczyn, jako wiele dróg do krzywoprzysięstwa wiodących tak w sądach, jako też w okopywaniu granic! A nas to nic nie rusza, jakoby ono prawo nic do chrześcijanów nie należało: Imienia Bożego daremnie nie bierz, ani fałszywie używaj. A już tak doznano wielu ludzi krzywoprzysięstwa, iż rzadki kto się czuje być poczciwym człowiekiem; najdzie się, co by chciał między świadki, mające przysięgać, być policzon. Częstokroć do tego szukają ludzi, którzy okrom tytułu szlachectwa nie mają się czym popisać. O jako się ich wiele nadyma, a swowolnie sobie poczyna dla tego jacy, że je szlachtą zwą — czego nie czynią z bystrości albo zuchwalstwa przyrodzonego, co by wżdy już jednak nie tak dziwno; ale tylko z tej dumy, że tak rozumieją, jakoby kiedy szlachcic takie obyczaje musiał w sobie mieć. A pod zasłoną wolności w osiadłości należącej, jako wielce sroga jest swowowoleństwa możność! Chociaż człowieka zabiją, chociaż się na cudzą majętność targną, chociaż też co inszego złego zbroją, przedsię ci zbrodniarze wszędzie wolno sobie latają. Słyszeliśmy, że droga jednego człowieka, idącego dla zakładu otrzymania od sędziego, od niecnoty przeciwnika krwią zmazana. Doszło nas i to, że ściany tych, którzy na granice wyjeżdżali, krwią ludzką skropiono. Od wielu ludzi też to wiemy, że roki , nie wiem którego powiatu, dla srogiego morderstwa smętne a żałosne były. A tak się to już z waszych zwyczajów, albo raczej długiej niekarności spospolitowało, że i sądy wasze nie są bezpieczne od rusznic , mieczów i oszczepów waszych, ani granic żadnych stawić, ani przyjaźni jakokolwiek naruszonej pojednać umiecie, okrom gwałtu i szermierskiego naczynia — jakoby to już taka była rzeczpospolita wasza, że w niej nie prawem, ale gwałtem i mocą trzeba wszystkiego dowieść, albo prawie jakobyście rozumu nie mieli że nikt nic otrzymać nie może, czego by mocą nie musiał dostać. A na co nam wspominać gwałtowne a prawie szalone wiela ludzi popędliwości? na co najeżdżania szalonemu podobne na gardło i na majętność cudzą? Na co wyrzucenie okrutne z domów i z mieszkania starodawnego? Tak wiele sobie każdy dozwala, ile może przemóc. Toć te są pożytki tej znamienitej wolności waszej, panowie szlachto! W niej zamyka się wszystko, cokolwiek się podoba tym, którzy się z niej weselą, bo i ci, którzy się tego dopuścili, żywi są; a którym ta ucieczka otworzona jest, tych do każdego złego uczynku za najśmielsze mają. A nie bez przyczyny; bo urzędowi nie godzi się onych imać, którzy jaką osiadłość mają, ażeby byli prawem przekonani. Lecz do tego przekonania, mój Boże, jako wiele przekaz! Ale i przekonawszy, jako wiele przekazy do dochodzenia tego, coś prawem wygrał! Tak ci ta wolność tylko jest możniejszych, ale na uboższe niesłuszne a ciężkie wkłada niewolnictwo i uciśnienie nieznośne. Wiele jest was, którzy się chlubią, że ta wolność jest waszego rodzaju własna; ale rzecz to sama ukazuje i wy to częstokroć na oko widzicie, że nie tak dalece jest waszego rodzaju, jako waszych bogactw a śmiałości — bo czym kto bogatszy, a do odpierania i czynienia krzywdy potężniejszy a gotowszy, tym jest tą wolnością bezpieczniejszy; a czym kto uboższy i albo do uwarowania krzywdy mdlejszy, albo do uczynienia niegotowszy, tym bardziej podległ pod razy i nabiegania tej wolności. Ale niechajby już ta wolność wszystkim wam zarówno służyła; cóż to tedy za wolność będzie, która jest przeciwko wspólnego mieszkania stowarzyszeniu, przeciwko przyrodzeniu i przeciwko miłości chrześcijańskiej i przeciwko Ewangelii? Które wszystkie rzeczy każą złoczyńce z ludzkiego zgromadzenia wyłączać, bijące mieczem tracić, nie dopuszczają złoczyńcom w zgromadzeniu ludzkim przebywać, aby towarzyszeniem, rozmową a nawet samym cieniem nie szkodzili dobrym; nie chcą żadnego takiego szlachectwa mieć, które by dawało komu swowolność grzeszenia; ponieważ jest świadkiem, a jakoby wyobrażeniem cnoty i męstwa przodków naszych, a nam by do cnoty miało być pobudką. To niech będzie dosyć o wolności, albo raczej o wielkiej a nieznośnej rozpustności. Pójdźmy do czego inszego. Ledwie się która rzecz działa u nas tak zła a niesprawiedliwa, która by nie miała dostać obrońcy, a ktemu możnego i zacnego. Doszło tego, iż niektórzy mieli ten obyczaj, że występnego brali pod swą obronę i bronili go zewsząd? — za czym sprawy, chociaż też nie zawikłane, były wedle woli tych obrońców przewłaczane, a strona ukrzywdzona musiała albo swą rzecz porzucić, albo z przeciwnikiem ugodę bardzo niesłuszną czynić; bo taka sprawa ciągnąć się musiała wedle woli obrońców z wielkim rzeczypospolitej złem. Azaż to jest wielkim panem być? Azaż się tak za rzeczpospolitą biorą? — W to by też trzeba pilnie wejrzeć, jeśliże bogatych a zacnych ludzi synowie (bo też o tych muszę nieco mówić) tymi się rzeczami bawią, albo o to się starają, żeby na potem mogli być godnymi rzeczypospolitej sługami. Małoć nie wszyscy tacy pospolicie bywają, że wolą być pocześniejszymi, niżli mędrszymi, a (co jednak jest rzecz niesłuszna) mniemają, aby to bogactwu a szlachectwu należało, nic nie umieć a pisma nie znać. Która rzecz ponieważ przynosi szkodę rzeczypospolitej, któż kiedy starał się o to, aby z rzeczypospolitej ten obyczaj wyrzucono? — Jako wielkie niedostatki ludzi ubogich co dzień na sejmiech widzimy, którzy żywności od ludzi mijających proszą! Azaż nie należy na rzeczpospolitą albo mieć brak w tych osobach, a nie każdemu dopuszczać żebraniną żyć, albo wszystkich opatrzyć, aby mieli gdzie mieszkać, czym się żywić i przyodziewać? Mówi Bóg do ludu starodawnego: Niech nie będzie między wami żebraka i niedostatecznego, abyć Bóg błogosławił na ziemi. Z tego błogosławieństwa aza się nie chcecie weselić panowie szlachto? Tak temu trzy lata jako wielka drogość żywności była, co się nie dla złego urodzaju trafiło, bo ten był jeśli nie nazbyt wielki, tedy przedsię taki, żeby był mógł wszystkie te krainy dostatecznie wychować; ale się to było stało częścią wypuszczeniem zboża z ziemi, a częścią dla przekupniów, którzy zboża kupują, aby je zasię tylko oni sami jako chcą sprzedawali. Tak wielkie jest mnóstwo przekupniów (a zwłaszcza w przekupowaniu dziesięcin), iż pierwej niżli od pana dojdą do tych, co ich używać mają, przez czwore i pięciore ręce kupujących i przedawających przewiną się. Skąd jaka cena każdej rzeczy roście! Po onej wielkiej drogości, o którejśmy teraz mówili, bardzo tanie zboże, bo teraz korzec żyta przedawają po dwanaście groszy, a czasu drogości pięć kroć drożej było; pszenice korzec sprzedawają po 24 groszy, a pierwej przedawano po trzy złote. A jakąż sprawiedliwość zachowali piekarze i karczmarze w sprzedawaniu chleba i piwa? A spuszczaniu rzekami co za miara u nas? Jakie pohamowanie arendarzów? Jako wiele pijanic a próżnujących hultajów po miastach się włóczy! Jako wielki zbytek w pokarmie, w szatach i we wszelakim sprzęcie! Jako wielka próżność w okazowaniu złota na szyi wiszącego! A cóż jest za brakowanie osób w tej mierze? Kto ma tego używać? Głupi młodzieniaszkowie, rufianowie, nierządne niewiasty, ludzie ani rzeczypospolitej, ani której pewnej osobie zasłużeni, chodzą świecąc się od złota, w szatach aksamitnych albo rzezanych, albo złotem przypiększonych. Mnogich rozchód przechodzi dochód, stąd na potem popasienie łąk gwałtowne, wydzieranie zboża i zwierząt tak czworonogich, jako też pływających i inszych rzeczy; ktemu rozmaite fortele nachodzić na cudze rzeczy. Niektórzy to czynią wilczym prawem (jako nasi mawiają o tych, co wydzieraniem jakoby wilcy żywią), drudzy, co jest rzecz dziwniejsza, pod zasłoną nabożeństwa na wzór tych, którzy w Niemczech targnęli się na kościelne majętności, a drudzy tytułem niejakiej zwierzchności; jako uczynili niektórzy, co wziąwszy od króla imiona pobrali sołtysom swym majętność, powiedając, że im to wedle statutu o sołtysie niepożytecznym wolno. Ale jeśli to dobrze, tedy by też i to było dobrze i z wielkim pożytkiem rzeczypospolitej, uczynić takowe prawo na insze urzędniki, jako na biskupy, wojewody i insze przełożone niepożyteczne, z których więcej szkody rzeczypospolita odnosi, niżli z niepożytecznego sołtysa — chyba byśmy tak rozumieli, że ustawce praw nie mają mieć baczenia na rzeczpospolitą, ale na swój pożytek, aby majętność odejmowali, komu by chcieli. Ktemu też jako wielka liczba jest marnotrawców; aza by też nie należało na rzeczpospolitą, albo karać takowe, albo im takich dawać, co by nimi do czasu rządzili? Nadto jeszcze, jako okrutnie niektórzy panują nad poddanymi swymi, albo majętność ich niszcząc a wydzierając, albo roboty na nie nie inaczej jedno jakoby na woły albo osły wkładając, i ci aza by od rzeczypospolitej nie mieli być hamowani? A to aza się częścią nie dzieje ze złego wychowania młodości? o którym a cóż u nas postanowiono?

IV. O karaniu mężobójstwa

O poprawie statutowych artykułów cknie się mówić, ponieważ artykułem o mężobójcach, o któremem mało wyżej mówił, od samego Boga postanowionym, bardzo hardzie wzgardzamy. Zaiste trzeba się tego obawiać, aby wkrótce nie przyszedł czas, gdyby nas także wzajem sam Bóg wzgardził, a karanie za domową krew sprawiedliwe a ciężkie przypuścił; które przed dawnymi czasy aczkolwiek na wielu miejscach postanowił, ale też i tymi słowy: Biada miastu krew przelewającemu, kłamstwa, szarpaniny i łupiestwa pełnemu; słyszeć chlustanie bicza, kołat obracającego się koła i bieżącego konia, a skaczącego woza. Błyska się podniesiony od jezdnego miecz, świeci się oszczep, wiele ich jest pobitych, wielkie mnóstwo trupów i niezliczonych ciał tak, iż się o nie otrącać musi. I wiele inszych takich miejsc jest w piśmiech prorockich, które ja nie jako prorok prorokuję, ale jako czytelnik z Pisma św. opowiadam. Ale cóż po wielu słów? musiałbym znowu wielkie księgi pisać, gdybym drugie rzeczy do tego potrzebne miał wyliczać albo przypominać. Lecz mógłby tu snać kto przeciw memu zdaniu spór wieść, że to, com o kaźni mężobójstwa i o inszych rzeczach pisał, acz wszystko nie złe rzeczy, ale naszej rzeczypospolitej nie służą, w której dla różności stanów różność karania być musi. Lecz ja com pisał, pokazałem mnóstwem dowodów, żem pisał rzeczy przyrodzeniu ludzkiemu bardzo zgodne, i okazałem to, że do naszej rzeczypospolitej mogą być przeniesione. A to czyniąc nie mówiłem do krzemieniów ani do dębów (bo z tych nie może być rzeczpospolita), alem do ludzi mówił — a pod tym przezwiskiem nie rozumiałem olbrzymów, ani żadnych dziwów ludziom podobnych; ale zwierzęta ludzkością ozdobione, rozumem władające, a wszystkich cnót nasienie w sobie mające. Bo a czegóż uczy rozum? co przykazuje cnota? na co radzi ludzkość? Aza nie to, aby w każdej rzeczy obaczano, co dobrze a co źle? Namiętności serdeczne hamować, na wszystki, których przyrodzenie jednym prawem porodziło, jednakie baczenie mieć? Które przyrodzenie kiedy by mówiło, aza by tak nie rzekło, że na wszystek ludzki naród jednako się wylało, o wszystki się syny jednako starają, wszystkich żywot jest mu najmilszy, a zabijanie najprzykrzejsze; iż też żaden jego rodu nie może być zaniedbany, ani naruszon, okrom zaniedbania i naruszenia jego? Leczby się tu kto z pośrodku Polski nagle wyrwawszy rzekł: Nie mów tak, przyrodzenie, w naszej rzeczypospolitej, w której odstąpiliśmy od twej powszechności i od wspólnego wszystkich nas pod jedno prawo zamknienia. Nie podobała się nam twoja mieszanina, w którejeśmy wszyscy byli zamknieni; uczyniliśmy różność między szlachtą i między chłopy, między pany a między poddanymi. Tych żywot nie jednaką ceną szacujemy, zabicie nie jednakim karaniem karzemy. A nuż by zasię na tę mowę przyrodzenie odpowiedziało, że ani w żywocie, ani w zabijaniu, ani w panowaniu, ani w poddaności nie trzeba mieć baczenia na szlachectwo i na chłopstwo; każda rzecz ma swą drogę? ktemu też, że żadnego człowieka, też i najnędzniejszego, żywot nie ma być nikomu poddany; szaty, role, domy od panów mają mieć poddani; ale żywot od nikogo, jedno od Boga, każdego przyrodzenia ojca? Samego to Boga jest dar, który jednako dawa wszystkim żywot. Kto by przeto gwałcił ten dar, samego Boga jego podawcę gwałci; kto by mazał, ten prawo wszystkim spólnego Ojca maże, plugawi i depce. Te my rozmowy między przyrodzeniem a szlachtą wysłuchawszy aza byśmy wątpili za przyrodzeniem wyrok uczynić, zwyczaje nasze, prawa i statuty i ustawy na stronę odłożyć, a trzymać się przyrodzenia i samego ojca jego, Boga? My tedy przyrodzenia, to jest Boga samego trzymajmy się: puśćmy teraz na stronę owe różności panów od poddanych, szlachciców od chłopów, boć to wymysły człowiecze; przypatrzmy się przyrodzeniu ludzkiemu, to jest, że wszyscy ludzie na wyobrażenie i podobieństwo Boże uczynieni są, a do żywota nieśmiertelnego stworzeni. Z samymi ludźmi rozmawiajmy, a tak ku nim mówmy: Chociaż sami ludzie, a czego się sama ludzkość domaga, obaczcie: nie podobają się wam góry i lasy, dzikiego zwierzu pelesy i łożyska; postanowiliście sobie zgromadzenia i miasta; kuczki letne a sprośne odzienia porzuciliście, domy chędogie i odzienia ozdobne wynaleźliście; miasto onych dawnych ludzi prostej a leda jakiej potrawy rozkosznie stoły wasze przyprawiacie, obijacie ściany oponami i szpalerami, kładziecie na konie piękne rzędy, radzi chodzicie upstrzywszy się srebrem i złotem; na każdy dzień staracie się, abyście obyczaje grube i wszelaką sprośność porzucali, a od postronnych narodów, cokolwiek lepszego się wam zda około żywności, ubioru i ochędóstwa do tej rzeczypospolitej wnosicie. Cóż to tedy za szaleństwo, iż tego wnieść nie chcecie, co by do ozdobienia obyczajów i praw ludzkich pożyteczno było? Boć iście na tym mało, ubiór człowieczy i kuchenne rzeczy z inąd przywozić, piwnice i szpiżarnie napojem i pokarmem postronnym napełniać; a co do samej ludzkości należy, to jest: do wypolerowania serca, do dobrego postanowienia rzeczypospolitej, tego zaniedbać, brzydzić się tym, a tę złość statutem polskim zasłaniać. Sokrates Atenianin, człowiek święty, gdy go pytano, skąd by był, nie powiedział się z Aten, ale z świata; rozumiejąc to być rzecz nieprzystojną, aby taki mędrzec cnotami się osobnymi bawiący miał się przywiązać do murów a obyczajów jednego miasta. A my do statutu polskiego najgorszego przywiązać się mamy? Nie będziemy dbać o wszystek świat? wzgardzimy sądy ludzkimi? Zarzucimy prawo stworzyciela i rzędziciela świata? Wiecie, że człowiek ma w sobie część przyrodzenia zwierzęcego, którego z bydłem używa; ma też część boskiego, którym bliski jest Bogu. Przeto przystoi, aby ludzie do nieśmiertelności stworzeni tego więcej pilnowali; bo a cóż czyni ochędożność cielesna i kuchnia, jedno iż ciału służy, którym jesteśmy podobni zwierzętom? O jako trudno z takimi ludźmi mówić, którzy konie obierać umieją, rozkosznych potraw radzi używają, ubiorowi świetnemu i sprzętowi dziwują się — lecz aby się rozumowi przypatrowaniu, przyrodzenia wybaczaniu, ustawom cudzym, sądów srogości i powadze obyczajów dali przywabić i przyzwać, żadną miarą na to nie dadzą się przywieść. Cóż tedy? Albo nas Bóg gorszym prawem stworzył, niż insze ludzi, iż żadnym sposobem nie chcemy się dać nakłonić na to, co się jemu podoba? Aza to nie są rzeczy godne ludzkości, które nam przed oczy są położone? Patrzajcie ludzie, jeśli nie miłość wasza przeciw sobie, a waśń przeciw braciej waszej, zaślepiła was a serce wasze zatwardziła, iż ani nakłonieni ani zmiękczeni być możecie. Jeśliby tak było, próżno by was dalej zwać ludźmi, którzyście się obowiązali pożądliwości panów, dzikiemu a okrutnemu zwierzowi podobnych, którzy wiedząc i chcąc wdaliście się w dobrowolną ślepotę. Ale wolę to na lepszą stronę wykładać, a wymówkę przeszłego czasu onę uczynić, że trudno zwykłe prawa opuścić, a nowych się chwycić. A wszakoż, o ludzie! Czas już potrzebuje, abyśmy wżdy kiedy prawą ludzkość na się oblekli; co rozum, co przyrodzenie, co Bóg sam na ostatek po nas mieć chce. Użalmy się, dla Boga proszę! przyrodzenia ludzkiego, pamiętajmy, żeśmy dlatego stali się ludźmi, abyśmy się ludzkiego przyrodzenia trzymali, dlatego jesteśmy do uznania prawdziwego Boga wezwani, abyśmy jego rozkazanie wykonywali, a wszystkie rzeczy jemu przeciwne na stronę odrzucali. Z pokorą tedy miejmy w uczciwości ojca naszego, Boga. A iżbyśmy to przekleństwo z pośrodku siebie wygładzili, do tego się co najpotężniej przyłóżmy. Nie cięższeć ono przeklęństwo było za panowania Jozuego nad Izraelskim ludem, gdy Aehanes syn Zary przeciwko Bożemu rozkazaniu tajemnie pobrał był niektóre rzeczy obywatelów jerychońskich; dla którego tak się był Bóg rozgniewał, iż dopuścił i pozabijać Izraelity, i wojska ich od nieprzyjaciół porazić i rozgromić; aż gdy z rozkazania Jozuego ukamienowano złodzieja, gniew boży był ubłagan. Azaż to nie jest starodawne rozkazanie Boga, tego wszystkich rzeczy stworzyciela: Nie zabijaj; kto by zabił, krew jego niech będzie przelana! Ile ich tedy jest sprzeciw temu rozkazaniu występnych między nami, tyle jest w pośrodku nas przeklęctw. Cóż tedy za dziw, jeśliby Bóg na każdy dzień gniew swój na nas wylewał? W naradzeniu o czym bardzo leniwi, a w wykonywaniu bardzo nieszczęśliwi jesteśmy. Gdy nas przyjaciele o ratunek proszą, ledwie pomagamy; a gdy nas nieprzyjaciele drażnią, ledwie odeprzeć możemy. Jaki poczet jest tych, którzy składając ręce, klękając pokornie nas proszą, żebyśmy albo broniąc, albo mszcząc się oddalali krzywdę od nich, którą jedni od swoich, drudzy od postronnych nieprzyjaciół wzięli? Ale ci nieboraczkowie nie u nas nie uprosiwszy odchodzą. A dla czegóż? Przeklęctwa między nami są, o Polacy! Nienawiść i wzgarda bardziej zaślepiła nas, że nie widzimy; krew ludzka bezprawnie przelana zmazała nas tak, iż Bogu wdzięcznymi być nie możemy. A to przelewanie krwi nie hamuje się w dorosłym wieku; przychodzi już i do dzieci. Słyszeliście, tak trzy lata, iż chłopiec chłopca zabił u Piotrkowa; słyszeliśeie też tego roku, iż pod Sandomierzem dwaj chłopcy jednego chłopca okrutnie zabili i na sztuki rozsiekali. O! Ku wierze niepodobna okrutność! Której się niewinny wiek uczy od ludzi winnych a bardzo szkodzących. Bo i czegóż się inszego nauczyć mogą dzieci od starszych morderców, jedno morderstwa? Stąd to bywa, iż Boga na się mamy rozgniewanego. Rozproszą one myśli i rady nasze, chociaż dobre, abyśmy tego, co chcemy, do skutku nie przywiedli. Mieszkamy w jasnym świetle, jakoby w gęstych ciemnościach, nie możemy wyciągać srogości przeciw szkodnikom; a nie staramy się, abyśmy powinną pochwałę dali dobrze czyniącym. Bo co przedtem Bóg Izraelczykom mówił, to rozumiejmy, że do nas teraz mówi. Nie będę przy was Polacy, jeśli że z pośrodku was przeklęństwa nie wyrzucicie. Woła krew braciej waszej z ziemi do mnie. Wołają dusze zabitych, aby się mścił krwie ich nad obywatelmi ziemi. A jako i to przeklęństwo odciąć, i gniew Boży ubłagać mamy, uczy nas tenże sam Bóg, mówiąc: Nie plugawcie ziemie, na której mieszkacie, na której i ja mieszkam. Przelaniem krwi plugawi się ziemia, a nie może być krew na niej przelana, okrom krwie tego, kto ją przelał, oczyszczona. A to tak dalece Bóg chciał mieć za twardą a gruntowną ustawę, iż chociaby też mężobójcy nie wiedziano, przedsię kazał zabić cielicę miastu onemu, które było najbliższe tego miejsca, na którym trupa naleziono, aby tak Bóg był ubłagan. Cóż tedy? Ociągamy się wierzyć słowom Bożym, które nigdy nie zginą, chociaby też niebo i ziemia zginąć miała? A na pieniądze za gardło człowiecze wzięte to mówi Bóg: Nie bierzcie pieniędzy za gardło od mężobójce, który by się głównego występku dopuścił; ale śmiercią niech będzie karan. Przeklęte wtedy są pieniądze przeciw prawu Bożemu wystawione. Przeklęci poradnicy i obrońcy prawa sprośnego, na wzgardę Boga naszego ustawionego, na nienawiść a wzgardę braciej naszej wymyślonego, na pomnożenie i stwierdzenie wiela ludzi okrutności wynalezionego, na hańbę rzeczypospolitej naszej od nas przyjętego, na zgubę tego narodu aż dotąd zachowanego. Bo cóż inszego mówić w tak wielkiej ludzkiej przewrotności? Wiele tych, u których to w ręku, stało się twardszymi za folgowaniem Bożym, wszystkę ludzkość zwlekli z siebie, że im ludzie dziwnie cierpią, popili się zbytnim pieszczeniem szczęścia. Za ich winę wszystka rzeczpospolita cierpi, jako wszystko wojsko za Jozuego dla występku jednego człowieka cierpiało. Stąd, że co dawno o głupich królach poeta powiedział, to się do naszych czasów przenieść może: Królowie broją, a poddani pokutują. Bywa też i to, co u Joba napisano, iż dla grzechów ludu obłudnicy panują, a złośnicy bywają przedniejszymi. Na koniec prośmy pana Boga, aby w serca nasze prawdziwą siebie i wszech rzeczy znajomość wlepił, prawa swego światłością oczy nasze otworzył, wzruszenia serdeczne złościwe hamował, rzeczy wszystkich miernie a umiejętnie używać uczył, prawdziwym za grzech żalem nas dotknął, przeklęństwa i kaźni zasłużone od nas oddalił, nas syny swe własnym braterstwem złączył, a swoje miłosierdzie i łaskę nam dać raczył. Amen. Macie króla panowie, w którego serce iż jeszcze z młodości jego zdanie o karaniu mężobójców wedle prawa Bożego, od Boga wlepione jest, w inszym moim pisaniu okazałem. To zdanie iż w radzie niektórzy panowie dostatecznie pochwalali, słyszałem kilkakroć. Bywałem też przy wielu domowych rozmowach wiela osób waszego stanu, gdy też toż zdanie pochwalali i wysławiali, a tego wielce pragnęli, aby w rzeczypospolitej miejsce miało. Lecz aby też o tym w kole poselskim jawnie mówiono, nie słyszałem nigdy. Czego iżeście im wy nigdy nie rozkazowali, może się to, iż tak mam rzec, wielkiej nierozmyślności waszej przypisać; bo stąd to idzie, iż gdy wasz stan milczy, milczy prawo Boże w tej koronie, a muszą królować w niej zabijania, swawola i insze złości stąd pochodzące. Patrzcie tedy dla Boga żywego, panowie szlachto, aby dla was rzeczpospolita wielkiej szkody nie wzięła, a iżby to królestwo, jako w Piśmie świętym napisano, nie było przeniesione z narodu naszego do inszego, dla zabijania a waszej niesprawiedliwości; a wy potem za sprawiedliwym sądem bożym, abyście za tę złość nie pokutowali. Zatem bądźcie zdrowi, a upamiętajcie się. Pisan w Krakowie ostatniego dnia Października roku 1553.