Rozdział 1. IGNORANCJA TO SIŁA
Od początku czasów historycznych, a prawdopodobnie już od końca neolitu, żyły na świecie trzy warstwy ludzi: wyższa, średnia i niższa. Dzielono je na podgrupy, którym nadawano najrozmaitsze nazwy. Zarówno proporcje ilościowe, jak i stosunki pomiędzy warstwami, zmieniały się na przestrzeni kolejnych epok, jednak zasadnicza struktura społeczeństwa pozostawała taka sama. Z najpotężniejszych wstrząsów i na pozór nieodwracalnych zmian wyłaniał się w końcu — zawsze ten sam — podstawowy porządek, podobnie jak żyroskop stale wraca do swojego pierwotnego położenia, niezależnie od tego, jak bardzo wychyli się w jedną czy drugą stronę.
Cele poszczególnych warstw są całkowicie rozbieżne...
Winston przerwał czytanie, głównie po to, żeby docenić fakt, iż właśnie oddaje się lekturze w komfortowych i bezpiecznych okolicznościach. Był sam; nie musiał obawiać się teleekranu, nikt nie podsłuchiwał przez dziurkę od klucza, nie pojawiał się impuls, żeby nerwowo zerkać przez ramię czy zasłaniać czytaną stronicę dłonią. Łagodny, letni wiatr muskał jego policzek. Z daleka dobiegały stłumione głosy dzieci. W pokoju, poza owadzim cykaniem zegara, było zupełnie cicho. Winston rozsiadł się wygodniej w fotelu i oparł stopy o kratę przed kominkiem. To była rozkosz, prawdziwy raj. W pewnej chwili — jak to się czasem zdarza podczas czytania książki, o której wiemy, iż przestudiujemy ją od deski do deski — otworzył tom w innym miejscu, trafiając na rozdział trzeci. Czytał dalej: