Gdy następnym razem doktor Warren wchodził do pokoju Pollyanny, szedł za nim drugi, wysoki, barczysty mężczyzna.
— Doktor Chilton, ach, doktor Chilton! Boże, jak się cieszę, że pana widzę! — zawołała Pollyanna ze łzami wzruszenia w głosie. — Ale przecież ciocia Polly nie życzyła sobie...
— Wszystko jest w porządku, kochanie — przerwała panna Polly, która, wchodząc za nimi, usłyszała ostatnie słowa Pollyanny. — Chciałam, żeby doktor Chilton zbadał cię dziś razem z doktorem Warrenem.
— Więc ciocia prosiła go o przybycie?
— Owszem, kochanie, prosiłam... to znaczy...
Ale już było za późno: uszczęśliwiony wzrok, jakim doktor Chilton po tych słowach spojrzał na pannę Polly, mógł mieć tylko jedno znaczenie. Panna Polly zrozumiała go dobrze i zarumieniwszy się, wyszła z pokoju.
Podczas gdy doktor Warren, stojąc przy oknie, rozmawiał z pielęgniarką, doktor Chilton podszedł do Pollyanny i wyciągnął do niej ręce.
— Najlepszy uczynek, jaki kiedykolwiek zrobiłaś w życiu, zrobiłaś dziś, kochanie! — powiedział wzruszonym głosem.
A gdy tegoż dnia o zmroku, podczas gdy pielęgniarka jadła na dole kolację, ciocia Polly, jakaś inna, jakby odmieniona, usiadłszy przy łóżku Pollyanny, powiedziała jej drżącym ze wzruszenia głosem:
— Pollyanno, dziecino kochana, chcę ci coś powiedzieć... tobie pierwszej... Otóż w tych dniach będziesz miała nowego wuja, a wujem tym będzie... doktor Chilton! I żebyś wiedziała, dziecinko, że jest to twoja zasługa, że jestem w tej chwili szczęśliwa i zadowolona!
...Pollyanna na chwilę zaniemówiła — tak zaskoczyła ją ta nowina.
— Ciociu — powiedziała po chwili — czyżby to ciocia była tą, której serce doktor Chilton tak od dawna pragnął posiadać? O tak, to ciocia, na pewno ciocia! Rozumiem teraz, dlaczego powiedział mi, że dziś zrobiłam najlepszy uczynek w życiu! Ciociu kochana, tak mi dobrze, tak się cieszę, że nawet nie myślę o moich nóżkach!
Panna Polly wstrzymała łkanie.
— Nie wiadomo, kochanie, może pewnego dnia... — lecz nie dokończyła, gdyż nie śmiała jeszcze mówić o tej nadziei, którą dał jej doktor Chilton. Po chwili jednak powiedziała coś, co już było wystarczającym pocieszeniem dla Pollyanny:
— Pollyanno! W przyszłym tygodniu udasz się w podróż. W wygodnym małym łóżeczku przeniosą cię do wagonu i zawiozą daleko stąd, do lecznicy pewnego doktora, który leczy podobne wypadki bezwładu nóg. Jest to przyjaciel doktora Chiltona. Zobaczymy, co potrafi dla ciebie zrobić.