— Jimmy Bean chce się z panią zobaczyć! — zameldowała Nancy.
— Ze mną? — zapytała panna Polly zdziwiona. — Pewnie chodzi o Pollyannę? Owszem, powiedz mu, że jeśli sobie życzy, może ją dziś odwiedzić!
— Powiedziałam mu to — odparła Nancy — ale powtórzył mi wyraźnie, że pragnie mówić z panią.
— A więc dobrze, zaraz wyjdę!
Panna Polly opuściła fotel i powolnym krokiem skierowała się do salonu.
Zaledwie ukazała się we drzwiach, Jimmy, niezwykle podniecony, podbiegł do niej i zaczął mówić bezładnie:
— Proszę pani... zdaje mi się, że to, co zrobiłem, jest niedobre... Zaraz pani powiem... ale nie mogłem postąpić inaczej! To dla Pollyanny... przecież dla niej zrobiłbym wszystko na świecie... Pani pewnie też mnie zrozumie, jeśli powiem, że przez to jest nadzieja przywrócenia jej zdolności chodzenia! Dlatego właśnie przyszedłem... bo przecież zwyczajna sprzeczka nie może... nie powinna stanąć na przeszkodzie... Ja wiem, że gdy pani zrozumie, to na pewno poprosi doktora Chiltona...
— Co takiego? — przerwała panna Polly tonem pełnym oburzenia.
Jimmy westchnął.
— Nie chciałem wcale pani rozgniewać — powiedział — dlatego też od razu powiedziałem o możliwości uzdrowienia Pollyanny... Spodziewałem się, że pani wysłucha do końca.
— Jimmy, co chcesz przez to powiedzieć?
Jimmy znów westchnął.
— Postaram się wszystko, wszystko pani opowiedzieć.
— Dobrze, chłopcze, ale mów spokojnie, po kolei, a wtedy bądź przekonany, że cię zrozumiem. Nie staraj się tylko powiedzieć wszystkiego naraz, bo nic z tego nie wyjdzie.
Jimmy nabrał tchu.
— A więc przyszedł dziś do pana Pendletona pan doktor Chilton i rozmawiali w bibliotece.
Jimmy zatrzymał się i pytającym wzrokiem spojrzał na pannę Polly.
— Dobrze, rozumiem. Cóż dalej?
— Okno było otwarte, a ja pracowałem w ogródku tuż pod oknem i słyszałem całą rozmowę.
— Jak to! Podsłuchiwałeś?
— Nie, proszę pani! — Jimmy wyprostował się dumnie. — Nie podsłuchiwałem, tylko usłyszałem niechcący rozmowę i bardzo się z tego cieszę. Pani to zrozumie, gdy jej wszystko opowiem: otóż jest możliwość przywrócenia Pollyannie zdolności chodzenia!
— Co to ma znaczyć, Jimmy?
Panna Polly zdradzała coraz większe zainteresowanie.
— Doktor Chilton zna jednego doktora, który mógłby uleczyć Pollyannę, ale przedtem powinien sam ją zbadać i dlatego bardzo chce ją zobaczyć. Tylko powiedział panu Pendletonowi, że pani nie zgodziłaby się na to...
Twarz panny Polly pokryła się silnym rumieńcem.
— Ależ, Jimmy, ja nie mogę... nie mogłabym... to znaczy... ja nie wiem — wołała panna Polly, załamując ręce.
— Właśnie dlatego przyszedłem — powiedział Jimmy spokojnie. — Mówili, że z pewnych powodów, których nie zrozumiałem, pani nie zgodzi się, aby doktor Chilton przyszedł, że pani odmówiła już doktorowi Warrenowi, że doktor Chilton sam nie może przyjść bez zaproszenia z powodu jakiejś tam ambicji zawodowej i jeszcze dużo innych rzeczy. Mówili potem, że gdyby tak ktoś powiedział pani o tym wszystkim... tylko nie wiedzieli kto, a wtedy ja pod oknem pomyślałem, że mógłbym to zrobić i natychmiast przybiegłem. Czy pani teraz wszystko zrozumiała?
— Owszem, Jimmy, ale kto jest ten doktor? — pytała nerwowo panna Polly. — Gdzie on jest? Czy oni są pewni, że potrafi uzdrowić Pollyannę?
— Nie wiem, tego nie mówili. Tylko doktor Chilton wspominał, że ów doktor wyleczył już podobny wypadek. Zresztą chodziło im o to tylko, żeby doktor Chilton mógł zobaczyć i zbadać Pollyannę. Pani go teraz zaprosi! Nieprawdaż?
Panna Polly odwróciła głowę. Początkowo nawet Jimmy myślał, że płacze. Lecz panna Polly nie płakała i po chwili powiedziała stanowczo:
— Owszem, zawezwę go! Zrobię to nawet zaraz za pośrednictwem doktora Warrena, który, zdaje mi się, poszedł przed chwilą na górę. A tobie, Jimmy, dziękuję i... wracaj teraz do domu!
Doktor Warren zdziwił się, zobaczywszy w przedpokoju pannę Polly, wyglądającą na podnieconą, z zaczerwienionymi policzkami, a jeszcze bardziej był zdumiony, gdy mu powiedziała:
— Panie doktorze! Prosił pan o pozwolenie zaproszenia na konsylium doktora Chiltona, wówczas nie zgodziłam się na to. Otóż obecnie rozmyśliłam się i życzę sobie, aby go pan zaprosił. Chciałabym, aby pan to zrobił zaraz... natychmiast... i z góry dziękuję!