„Kochani Ciociu i Wuju!
Już, już mogę chodzić! Przeszłam dziś od łóżka do okna! Co prawda, to sześć kroków tylko, ale jak dobrze stać na własnych na nogach! Wszyscy doktorzy patrzyli i uśmiechali się, a pielęgniarka płakała. Jedna pani, która jest tu w lecznicy i zaczęła chodzić w zeszłym tygodniu, przyszła sama popatrzeć, a druga, która spróbuje chodzić dopiero za kilka dni i którą przyniesiono, aby zobaczyła, jak się to odbywa, śmiała się i klaskała z radości w dłonie. Nawet mała Murzynka, która myje podłogi, patrzyła przez drzwi i, zdaje mi się, też płakała. Nie rozumiem tylko, dlaczego one płaczą? Ja bym krzyczała i śpiewała z radości! Pomyśleć tylko, że mogę chodzić, chodzić, chodzić! Teraz już nie szkoda mi tych sześciu miesięcy, które tu przeleżałam. Zresztą byłam przecież obecna przy ślubie, bo ciocia była tak dobra, żeście wtedy przyjechali tu, bym mogła was widzieć.
Doktorzy powiadają, że prędko już będę mogła wrócić. Chciałabym wracać do domu na piechotę! Nie wiem, czy będę miała ochotę wracać koleją: przecież to tak przyjemnie chodzić! Tak mi dobrze, tak się ze wszystkiego cieszę! Cieszę się nawet z tego, że przez pewien czas nie mogłam władać nogami, bo wy nigdy, nigdy nie zrozumiecie, jak to przyjemnie móc chodzić, gdy się przedtem nie mogło. Jutro już zrobię osiem kroków!
A teraz ściskam Was oboje mocno, mocno.
Pollyanna”.