Wojny chocimskiej część dziesiąta

Skoro słońce ciemną noc z tego świata zżenie,
Znowu dzień, znowu rączy do robót i lenie.
Spi Osman; tak się chodem wczorajszym utrudzi,
Niech troje wznidzie słońca, to go nie obudzi;
Dałby swe państwo, żeby aż do świata końca
Jego wstydliwe oko nie widziało słońca.
Wczora się gniewał na noc, a dziś mu dzień wadzi.
Któż, jeśli szalonemu sam Bóg nie poradzi?
Więc już spi i nie wyłaź, bohatyrze, z duchny!
Niech za cię kończy wojnę Dilawer staruchny,
Który rano z Hussejmem, Bakcibasza trzecie
Podskarbi miejsce wziąwszy, w bogatym namiecie
Posłów naszych do pierwszej zaprasza rozmowy.
I gestem, i ukłonem, i miłymi słowy
Ochotnie ich przyjąwszy (nie wiem jako w sercu),
Tudzież na złotonitym posadzi kobiercu.
Tam pomniąc Żorawiński, że u Turków ckliwe
Na długą mowę uszy, wzajem też chętliwe
Wyświadczy gotowości do starego miru;
Przyda, że jako zawsze łódź błądzi bez stéru,
Tak i ich monarchia bez gruntownej rady
Z dawnymi się na swe złe zwadziła sąsiady.
Na co było cesarza tak daleko wodzić?
Na co tak wiele krwie lać, tylo ludzi szkodzić?
«O Wołochy tak stoim, śmiele to rzec mogę,
Jak ptak o trzecie skrzydło, pies o piątą nogę;
Póki był wolny naród i do nas się skłaniał,
Póty go Polak bronił, póty go oganiał.
Dziś kiedy się sam od nas do was tak odsaczy,
Kto z nami nie chce chleba, my z nim i kołaczy.
Niechże żyje w niewoli, kto nie chce być wolny!
Niech i respekt ustąpi z nami wiary spolnej!»
Mało na to Dilawer; prosi tylko nisko,
Żeby chcieli posłowie swoje stanowisko
Odmienić i między nim, między Bakcibasze,
W gotowe się raczyli wprowadzić szałasze.
Jakoż przyznać to było: z pompy, z fastu, z stroju,
Nie mógł mieć bogatszego żaden król pokoju,
Świetniejszych asystencyj, jakowe namioty,
Jakie dla posłów polskich strojono piechoty.
Zgoła tak wezyr wszędzie traktował Polaki,
Że znać było przyjaźni nieomylne znaki.
Stamtąd prosto posłowie szli, kędy on stary
Pedagog, kapłan, przeto Osmanów bez miary
Kochanek, blady, chudy, krzywy, zgoła trupek,
Kamyków nawtykawszy na nić, jako słupek
W miejscu stał, szepcąc one nikczemne pacierze,
Kiedy go, przy powinnej chęci swej ofierze,
Mile witał pan bełzki; ale w odpowiedzi
Długiej i uprzykrzonej on stary bzdyś bredzi,
Natkawszy w nię fabułek Mahometa swego;
Wżdy na koniec pokoju życzy statecznego;
Co w nim będzie rozumu, tu wszytek zgromadzi,
Że Osmana do niego chętnie poprowadzi,
Stamtąd szli do Raduła na obiad proszeni,
Po którym się w namiecie sam zawarszy z nimi,
Imieniem wezyrowym i tureckiej rady,
Nie bez zwykłej rzecz pocznie o pokoju swady:
A naprzód, żeby termin z tej i z owej strony
Z obopólnym granicom mógł być zamierzony;
I wnet zgoda stanęła; żeby spólni na to
W przyszłe, da Bóg, zjechali komisarze lato.
Drugie miejsce Kozacy Zaporowscy mieli,
Że ci tak wyuzdani, zuchwali i śmieli,
Na każdy rok bez wieści, bez pomsty przypłyną,
Srogą państwa tureckie pustosząc ruiną.
Na co mu tak Sobieski: «Wejźry tylko czule
Zdrowym okiem w samę rzecz, o mądry Radule!
A ujźrysz, że to wszytko, co się złego dzieje,
Na waszej ordzie przyschnie; ci-ć to, ci złodzieje
Wiedząc, że niekarana będzie ich swawola,
Coraz wpadną na Wołyń, pustoszą Podola,
Wsi i miasteczka palą; dla której przyczyny
Pospólstwo do Kozaków czyni przenosiny,
Pług kinąwszy, dla pomsty albo dla zdobyczy
Co żywo się udaje w Zaporowskie dziczy;
Wolą krwią niźli potem swej wetować straty,
Gdy zbędą ojców, matek, żon, dzieci i chaty.
Na co kiedy hetmani naszy czule strzegą,
Czasem zbierając herstów tam z wojskami biegą,
Czasem przez komisyje, przez grozy, przez dary.
Lecz skoro na Wołyniu usłyszą Tatary,
Zgadni, co by wprzód czynić: czy się ordzie bronić?
Czy kozacką swawolą, jako mówisz, skromić?
Druga, niech to Dilawer, niech to wszyscy wiedzą:
Że też także Kozacy i nad Donem siedzą,
Którzy Moskwie poddani; częstokroć się naszą
Przyodziawszy sukienką, Czarne morze straszą.
Niejednego z tych u nas o taką swawolą
Albo ogniem pokarzą, albo palem kolą;
O co choć tylekroć był Turczyn obesłany
Od króla, któryż kiedy murza był skarany?
Aże, nie uwijając słów mych bawełnicą,
Powiem: tak ten, co kradnie, pachnie szubienicą,
Jak ten, co przechowuje u siebie kradzieży;
Jak ten, jak ów, złodziej jest i katu należy.
W Jassiech-ci to bywała takowa spiżarnia
Za inszych hospodarów albo złodziejarnia
Raczej, kiedy swą wiarę wywróciwszy nicem,
Kradli nas z Tatarami i częstokroć licem
Cudze rzeczy wracali; wolą dzisia jawnie
Wydzierać pod ramieniem Porty, niż ustawnie
Sprawować; niech się cesarz nic o nich nie boi,
Od doroczniego im się haraczu okroi;
Kiedy nań będą zbijać albo kraść z Tatary,
My na Kozaków będziem patrzyli przez spary».
Tu się znacznie afektem hospodar uwiedzie:
«Więc com wam miał na samym proponować przedzie,
Trzeba mi wszytkich herstów wydać bez odwłoki,
Na pomstę Urynowa i mojej Soroki.
Już tam Dońców nie było, nie masz na co składać;
Albo sami musicie za nich odpowiadać!»
I przysięże, kołpaka sunąwszy na ucho:
Że się to łyko tym psom nie ma odrzeć sucho:
Ani wojny dzisiejszej ugasi zapałów,
Aż więźniami kozackich dadzą pryncypałów.
«Niech nie na stronie, ale w mych oczach ci sprawce
Giną; bo żeście głowę ucięli Brodawce,
Wszytko mnie wbrew i większe otworzenie żalu:
Na haku trzeba było zbójcy być i palu!»
Na końcu miał Sobieski odpowiedź języka:
«Gdybym to nie od ciebie, ale od młodzika
Słyszał, mniej bym się temu podobno dziwował.
Tak-żeś na świecie długo, Radule, wiekował,
A tego jeszcze nie wiesz, że za obesłaną
Wojną wszytkie do razu przyjaźni ustaną?
Że Urynów Kozacy, że Sorokę znieśli,
Pytaj się o Soczawę albo Jassy, jeśli
I tym by folgowali, gdy im bronią prześcia?
Pewnie, że by ani miast, ani ich przedmieścia
Dotąd szczętu nie było; pośli do Kozłowa,
Jeżeli tam Nuradyn buduje, a słowa
Swoje miarkuj inaczej: bowiem z gęby twojéj
Tak niemądrym wychodzić wierę nie przystoi!
A cóż by świat rzekł o nas, kiedy byśmy głupi
Kozaków, że ich tyran ze skóry obłupi,
Wydać mieli niewinnych? Więc takimże mirem
Dajcie nam Bernackiego zbójcę z Kantimirem.
Dajcie Dziambegiereja hana z jego płochém
Za to, że nas wojuje, tatarskim motłochem.
Lecz i w tym niech nie błądzi, proszę, twoja głowa;
Żeby tu dla Soroki, albo Urynowa
Miał być ścięty Brodawka, co regimentował
Na tej drodze Kozakom? Ktoś z ciebie żartował!
Choćby Jassy, jakom rzekł, wywrócił z Soczawą,
Pewnie by śmierci taką nie zasłużył sprawą!
Że się podjął hetmanić, miawszy rozum miałki,
Że kilkaset człowieka zgubił dla gorzałki,
Zginął». Tu znowu Raduł w onymże humorze:
«Cóż było po Żółkiewskim — rzecze — na Cecorze?
Co żeście przeciw Turkom słali suplementy
Do Austryi i stamtąd ten pożar zajęty
Przenieśli do swej ziemie, który nie wprzód zgaśnie,
Aż was sparza? Wam samym zachciało się właśnie.
Ani darmo na Turki wojny tej nie wleczcie,
Raczej swej porywczości ranę tak uleczcie
(Bo nie zaraz lew lęże, gdy się z miejsca ruszy):
Ponieważ się haraczem brzydzą wasze uszy,
Więc co rok upominki pewnej wagi złota
Przed przejasne przez wielkich posłów ślicie wrota!»
Kiedy tak durny Raduł ani się zająknie,
Na on twardy sylogizm Żorawiński krząknie,
Już mu z serca chybki gniew do języka siąga;
Ale go uważniejszy Sobieski zawściąga:
«Ani czas, ani miejsce, ani rzecz po temu,
Afektowi się — rzecze — przeciwić głupiemu.»
Toż sam na on gruby tyr, skoro kęs odpocznie,
Skromnie Wołoszynowi odpowiedać pocznie.
«Za twym listem, Radule! Zieliński, a potem
Myśmy pod wezyrowym stanęli namiotem,
Żebyśmy się nie zdali płocho wzgardzać miru,
Z przesłanego Wewelim od ciebie papiéru.
Którego tym nas większa chwyciła otucha,
Żeś człowiek chrześcijański, że jednego ducha
Z nami tchniesz, chocieś ciałem w bisurmańskiej lidze.
Lecz nie będzie ryś ze psa nigdy, jako widzę,
Gdy w tej z nami rozmowie, co poznać z słów dźwięku,
Nie masz szczerości, bowiem w sicie szukasz sęku;
To tu, to owdzie skoczysz i nie pośredniczy,
Jako miał być animusz, ale niewolniczy.
Kiedyć odpowiedamy na twoje zarzuty,
Choć dosyć nieuważne, uciekasz się ku téj
Racyjej, którą, jakoś sam powiedział o tem,
Równo z zdrowiem i swoim kładziemy żywotem,
I śmiesz nam haracz wspomnieć, chociaż go to cienką
Niesłusznych upominków obłóczysz sukienką.
Z nas tej wojny przyczynę kładziesz z Ottomany
Przez cecorską i przez on posiłek zesłany
Przeciwko Gaboremu od króla polskiego.
Aniśmy my do Wołoch słali Żółkiewskiego,
Szkoda nam go tak lekko na oczy wytykać,
Szkoda, gdy nie masz na co, mój Radule! prztykać.
To zgrzeszył, że Skindera do Wołoch uprzedził,
Żeby ten był z pogaństwem Polski nie nawiedził.
Że przegrał, nie on winien. Przypowieść to stara:
Jako pismo na śniegu, tak wołoska wiara.
Że jego głowa wisi z kopiji w Stambole —
I my byśmy ich łbami mogli natknąć pole;
Mieliśmy ścierw Hussejmów, mieli Karakasza,
Lecz daleka wspaniałość od dzikości nasza;
Zwierz dziki się nad człekiem nie pastwi po śmierci;
Każdy ze lwa zdechłego może naskuść sierści.
Aleć by nieźle czasem przykąsić ozora.
Awo listy swojego masz antecessora,
Awo Rady wołoskiej do naszych hetmanów,
Żeby z ich karków ciężkich zepchnąć bisurmanów,
A potem zapomniawszy onej swej szczerości,
Uciekli z hospodarem, jak mogli, najprościéj!
Że Zygmunt na Gabora trochę posłał ludzi
Krewnemu cesarzowi, i to wojnę budzi?
To nie Rzeczpospolita; z prywatnych dochodów
Wolno było królowi. Cóż do Siedmigrodów
Osmanowi? Jeśli się z nami bije o nie,
Pytam, upomniałże się tego kto Koronie?
Ale zaraz do wojny, do mordu, do sieczy!
Posłów, których narodów prawo ubezpieczy,
Znieważać? Chciejże wiedzieć, że polskiej swobody
Pełen świat i pierwej przyść do ostatniej szkody
Zdrowia i fortun naszych gotowiśmy raczéj,
Niż słuchać upominków, dani i haraczy!
Wam, wam, Wołosza, takie należą tytuły,
Których natura jako wielbłądy i muły
Do ciężarów sprawiła; do tych-eście więcéj
Sposobni: znakiem w herbie łeb u was bydlęcy,
Żadnego dźwigać orzeł nie umie ciężaru;
Niech mu nikt nie przybiera cuglów i kantaru.
Jeśli Osman z Zygmuntem chce przyjaźni staréj,
To się obsyłać mogą wzajemnymi dary.
Inaczej wszyscy pomrzeć wolimy na łęku,
A tak twardego nigdy nie zgryziemy sęku.
Jednego wolnym głosem pana obieramy,
I póki żyw, inszego wspominać nie damy!
Więc i ty, jeśliś mądry, zaniechaj tych fabuł!
Za tą przestał repliką durować i Raduł.
Krótko tylko kilką słów napomni uciętych:
Żeby więźniów nie wspomnieć na Cecorze wziętych.
Kto wie, jakoby ich stąd mógł Dilawer cenić?
Bez tego się wykupić lub mogą zamienić.
Z tą Raduł do wezyra gdy wraca nowiną,
Posłowie też do swego namiotu się kiną,
I ledwie się rozgoszczą, ledwie za warcaby
Siędą, ali Weweli z dwoma burkułaby
Przyszedszy, w sekrecie ich i prosi, i radzi,
Ponieważ nigdy złego złym pozbyć nie wadzi,
Żeby kilku Kozaków, którzy zarobili
Na gardło, a jeżeli tacy by nie byli
W obozie i w Kamieńcu, choć Ruś prosta będzie,
Byle dosyć uczynić Osmanowej zrzędzie,
Przywiodszy ściąć kazali przed jego zastępem,
A to będzie najpierwszym do traktatu wstępem.
Widzą dobrze posłowie, czego ten frant siągał,
Że nas przez to widomie z Kozaki rozprzągał.
Takie-li ich za męstwa i podjęte prace,
Za krew hustem wylaną czekać miały płace?
Taka za wieczną sławę infamia darem?
Więc miasto odpowiedzi zbędą go pucharem
Piwa husiatyńskiego i proszą, żeby te
Koncepty, nie z wielkiego rozumu dobyte,
Zachować na podobne sobie błazny raczył,
Z nimi nic nie wymyślał, nic już nie dziwaczył;
Jeśli dotąd nie wiedział, niech-że się dziś dowie:
Że większa w guni sława, niźli w złotogłowie.
Wziął odkosza Weweli i poszedł jak zmyty,
Postrzegszy, że w lot doszto Greka hipokryty,
Ani się więcej ważył, przykładem szatana,
O naszych, który kusić śmiał na puszczy Pana.
Z czym dziś do Sajdacznego Żorawiński strzeli:
Jakim jest przyjacielem Kozakom Weweli.
Lecz i Raduł w rozliczne przetwarza się wzory,
Żeby posłów mógł jako przywieść do pokory,
A gdy miejsca racyje nie miały, to w grozy:
Że Osmana ani głód, ani żadne mrozy
Nie ruszą; tak się uparł, przed wszytkimi prawił,
Że na miejscu sześć niedziel jeszcze będzie trawił;
Że mu świeże prowadzą wojsko ku pomocy.
Czym nam chcąc oczy mydlić, wywodzono w nocy,
Których z wielką prezentą, z wielką pompą rano
Imo naszych szałasze w obóz wprowadzano.
Na to wszytko posłowie pokazali figi:
Dobry kobuz na wróble, Ulisses na Frygi;
Rano było wstać, kto by chciał ich wywieść w pole,
Przy tym, czegóż się złota szwajca nie dokole?
Widzą wszytkie te fochy i wykręty różne,
Więc jako beloardy stojący narożne,
I sławę, i swobodę, dwa mający cele,
Wielkim sercem pogańskie ponoszą fortele.
Toż wetem wet oddając, przed samym wieczorem
Powrócił Szembek do nich; ten był autorem
A co większa i świadkiem żywym, oczywistém,
Czego zaraz potwierdził podczaszego listem:
Że król ruszył ze Lwowa, wiodąc wojska tyle,
Którymi sam wydole ottomańskiej sile;
Że tygodnia najdalej, po bliskiej równinie
Niezliczone i orły, i krzyże rozwinie,
Z czym dziś weszło w nasz obóz sto okrytych znaków
Z książęciem Czartoryskim, wybornych junaków.
W rzeczy samej Sieniawski, skoro Osman minął,
Dzień się też ku wieczoru jak trzeba nachynął,
Przenocowawszy w polu na zmowie z hetmanem,
Z wielką pompą wszedł w obóz prawie z słońcem ranem.
Łoskot trąb i grzmot kotłów w dalekie się strony
Odbija, cóż kiedy się ozwą kartaony!
Turków, jako podszywał, jak wlókł przez nich siano,
Kiedy to naszym posłom przy nich powiedano;
Postrzeglić oni tego, ale teraz wierzą,
Gdy ich znacznie ubywa, że się naszy szerzą.
Tak ci Osman i w polu przegraje, i doma,
I na wiatr poszła jego impreza łakoma.
Dopieroż wezyr widząc, że im idzie daléj
W las, tym też i drew więcej, ani próżnowali
Kozacy i conocne odprawują czaty:
Dziś mu pozagważdżali wielką część armaty.
Co dzień to wiatr chłodniejszy i przejęte sztychy
Na ich rzadkie teleje i wiotche cwelichy.
Więc ufając powadze swego majestatu,
Chciałby też sam z posłami spróbować traktatu.
Przetoż ich zaprosiwszy, takiej użył mowy:
«Ilem mógł z relacyjej postrzec Radułowej,
Dosyć wam kondycyje znośne, dosyć małe
Podawał; ale wasze serce zatwardziałe
Ani żadnym dobyte słusznych racyj młotem!
Będziecie się ich, tuszę, dopraszali potem,
Kiedy minie szczodry dzień i dacie za Hryca,
Za Waśka, za Iwana, swego królewica.
Tedy sobie tych kilku psów cenicie drożéj,
Niźli przyjaźń turecką, co królestwa mnoży,
Którą cały świat ziemski tak wysoko płaci?
Jacyście mi mocarze! Jacy potentaci!
Toście to darmo w pole wywiedli cesarza?
To wam krzywda, że miasto haraczu podarza
Oddawać mu będziecie? Któraż wam odyma
Jędza piekielna serce niedostępne? Zima?
Jako wam, tak nam spolna; dochodzą nas słuchy,
Że wam z nieba polecą baranie kożuchy.
Spólnego z wami Turcy przymierają głodu,
Więc ja, jako przyjaciel polskiego narodu,
Jako człek w chrześcijańskiej urodzony wierze,
O czym by siła mówić, z nieboszczki macierze,
Radzę, żebyście z swojej złożywszy presumpty
Osmanowi wojenne nagrodzili sumpty,
I znający go wyższym monarchą na potém,
Co rok go upominkiem obesłali złotym.
A jeśli wam się z nami tak podoba zwada,
Osman się stąd nie ruszy do śród listopada;
Do Soczawy na zimę, aby pierwszą wiosną
Przytarł wam kiedy rogów, co tak barzo rosną.
Wszytkie tymczasem ordy i tatarskie plemię
I ludzi europskich w wasze ześle ziemie,
Żeby miał kałauzy niemylne z Krakowa,
Kędy Wisła w Bałtyckim morzu głowę chowa.
Obaczy się z Poznaniem, nawiedzi i Wilno».
To mówiąc patrzył w oczy naszym posłom pilno,
Aza się zmiękczyć dadzą tak srogim impetem.
Przydał i to do swego antypastu wetem:
Że jeśli przy swej dumie i uporze trwają,
Tą drogą, którą przyszli, niechaj powracają.
«Doczekam się ja, prawi, co mi serce wróży,
Gdy na klęczkach będziecie czynili podróży,
Żebrząc tego pokoju, którym dziś tak śmiele
Gardzicie!» A tu szłyku poprawi na czele.
Zarydzał starzec gniewem; lecz go wskok przygaszał,
Kiedy pojźrał na posłów, jakby ich przepraszał,
Że się uniósł afektem, że nad obiecanie,
Nad prawo, kęs surowiej następował na nie.
Skoro starzec opłonął z gorącości owej,
Takimi mu pan bełzki replikował słowy:
«Słusznie, o wielki rządco cesarskiego dworu!
Do takiego byśmy przyść mieli dyshonoru,
Gdybyśmy tu, jako ktoś przed tobą się chwali,
Zwyciężeni kondycyj słuchać przyjechali.
Do których, póki tylko w ręku staje broni,
Żaden nas gwałt, żaden mus, przyjęcia nie skłoni,
A dopieroż gdy jeszcze na koniu siedzimy,
Żadnej jeszcze przyczyny słusznej nie widzimy,
Żebyśmy się bać mieli, wy tak hardzie kazać!
Na kolanach prócz Boga nikomu się płazać
Nie umiemy; dopieroż, że tak rzekę śmiele,
Poganom, którzy jego są nieprzyjaciele.
Co mówisz o haraczu albo polskiej dani,
Skoro wszyscy a wszyscy pomrzem wyścinani,
Skoro w Polszcze mieszkance poosadzasz insze,
Z nich będziesz robociznę miał i takie czynsze.
Wiedz i wierz, Dilawerze, nie do listopada,
Niechaj nas tu do maja wasz Osman wysiada;
Niech miną listopady, niechaj miną grudnie,
Choć on tak zmarznie, jak ja, tak on, jak ja schudnie,
Wolimy na ostatek bijąc się w garść chuchać,
Aniżeli tych plotek niepotrzebnych słuchać.
Za dobry byt, którego nam się tu dostało,
Że na nas w namiecie twoim nie kapało,
Bóg zapłać! I za insze dotrzymanej wiary
Dowody; odwdzięczać je będziem z każdej miary,
Jeśli na wojnie miejsce może być odwdzięce».
Tu się porwą z kobierca, kiedy ich za ręce
Chwyci obu Dilawer i na poły z śmiechem:
«Gorącoście kąpani; byłoby to z grzechem
W tym was puszczać rosole do swoich, a k’ temu
Moglibyście też złożyć cokolwiek staremu;
Więc siądźmy, a o wszytkim rozmówmy się znowu,
Zdarzy Bóg, że się zdamy ku jednemu słowu».
Gdy tak spuści Dilawer, Sobieski też skromniéj
Na razie obiecane podarki przypomni,
Które tak Osmanowi, jako wszytkim owym
Zausznikom przyrzekli naszy Osmanowym.
Bo Turcy, jako żaden na ziemskim padole
Naród, tak pragną złota; tym ich więcej zdole
Każdy, niźli żelazem. I do podobieństwa,
Gdyż w najpodlejszych ludzi tkają dostojeństwa.
Tam wszytkim rzemieślnikom do honoru prędki
Przystęp; tam szwiec, co wiechciem wyściela napiętki,
Kuśnierz, krawiec, tkacz, barwierz, wstawszy od warstatu
Obok siędzie z wezyrem i wschodniemu światu
Prawa daje z dywanu. Toż Sobieski prosił,
Żeby tu nowych rzeczy Dilawer nie wnosił;
Stare raczej przymierze żeby stwierdzić nowym,
Przydawszy, co z honorem będzie Osmanowym.
Więc dwu godzin nie wyszło, jako siedli na tem,
Kiedy wiecznym on pokój skończyli traktatem,
Którego tenor taki:
1. Naprzód, co dziś stanie,
Z tym wielki poseł polski pójdzie niemieszkanie
Do Konstantynopola i utwierdzi, co tu
Uchwalą podczas wojny i szabel łoskotu.
2. Stanisław Suliszewski z Osmanem pospołu
Już gońcem tego posła idzie do Stambołu;
Wzajemnie czausz turecki, człowiek dobrej sławy,
Dla stwierdzenia tychże pakt idzie do Warszawy.
3. Komisarze z obu stron będą wysadzeni,
Ludzie dobrzy, w rozumie, w cnocie doświadczeni,
Którzy obom narodom granice przyznają,
Gdzie się w dziczy z ordami naszy uganiają.
4. Król polski cesarzowi, cesarz także jemu,
Należytej uwagi monarsze wielkiemu,
Na dowód nowej chęci, na znak zgody świętej
Poślą sobie wzajemnie kosztowne prezenty.
5. Kozacy się też z Dnieprem i z swymi porohy
Na wieki pożegnają; w tąż ordyniec płochy
Zapomni swych do Polski przebiegów i szlaków,
O co Turczyn Tatarów, Lach skarze Kozaków.
Wody jednak a pola, dziki zwierz i ryby,
Obom wolne, tak jako stare niosą tryby.
6. Polacy ordzie do Jass żołd będą doroczy
Odsyłać, ale też han powinien ochoczy,
Kędy tylko potrzeba zawoła z Korony,
Na wszytkich nieprzyjaciół, na wszystkie iść strony;
A kędy będą z woli swego pana ciągnąć,
Niech się nie ważą granic koronnych zasiągnąć.
7. Wołoskim przywileje Turek wojewodom,
Lecz zawsze chrześcijanom, obiema narodom
Przychylnym, dawać będzie; którym też pod władzą
Zaraz zamek chocimski Polacy oddadzą.
8. Wszytkim kupcom pas wolny.
Swym niech stoją gruntem
Stare pakta, a kto się powadzi z Zygmuntem,
9. Ten zaraz i z Osmanem; tak na stronie obie
Przyjaciół, z przeciwniki, spólnych czynią sobie.
10. Kto tego w pierwszym punkcie nie strzyma traktatu,
Krzywoprzysiężcą będzie i Bogu, i światu!
Z tym Sobieski, pozornej dopadszy przyczynki,
Z Władysławem się znosić, co za upominki
Osmanowi obiecać, do obozu skoczy.
A już się słońce kryje, już się świat pamroczy.
Czekają Turcy świtu obojętną myślą,
Z czym królewic, z czym hetman Sobieskiego przyślą?
Jeśli tych pakt nie zrucą, o swoim się królu
Z wojskami dowiedziawszy w pobliższym Podolu?
Zwłaszcza gdy długo na dzień u swoich się bawi,
Niesłychanego strachu poganów nabawi.
Jedni go wyglądają, a drudzy pokotem
Żorawińskiego w koło obiegli z namiotem,
Jako psi, kiedy w jatce rzeźnika więc czują,
Na zapach tylko mięsa pyski oblizują.
Lecz i Sobieski, skoro o wszytkim się zniesie
Z swoimi, prawie Turkom przyjedzie na czasie.
Którego jąwszy z pola ostępem prowadzą,
Sami konia trzymają, sami z konia zsadzą.
Wszyscy mu w oczy patrzą, a z jego postaci
Ten nabędzie nadzieje, drugi ją utraci.
Aleć też już i naszy na tym roku schyłku
Zwątpiwszy o Zygmuncie i jego posiłku,
Ochotnie pozwolili na one warunki.
Nadto kazał Władysław pewne podarunki
Oddać na pożegnanie Osmanowi, byle
Nic od niego. Toż wezyr nie trawiący chwile,
Zbiera insze wezyry, kanclerze i agi,
Sam w kosztownym dla większej kaftanie powagi
Usiędzie na dywanie, a nad nim do góry
Świetny ciągną baldekin złotokręte sznury;
Podskarbi wedle niego także w złotogłowie,
Z drugą stronę dla posłów leżało wezgłowie,
Po których skoro Raduł z kilką przyjdzie begów,
Nie zabawią, lecz środkiem janczarskich szeregów
Stawią się, takąż pompą młodzi swej okryci,
Z których każdy się upstrzy i uaksamici.
Toż Dilawer (bo inszym głową tylko kiwać
Należy i tak jego mowie potakiwać):
«Niech Bóg zdarzy godzinę naszego zawodu,
O waleczni polskiego mężowie narodu!
Kiedy z niezwyciężoną ottomańską Broną
Król, pan wasz najjaśniejszy, przyjaźń powtórzoną
W oczach naszych zawiera; niech te światy oba
Szczęśliwa zdejmie miłość, niezmienna ozdoba.
A co się dzisia rzekło, co się napisało,
Bodaj w naszych i w waszych sercach wiekowało!
Bóg, co dziś świadkiem, niechaj sędzia będzie mściwy
Nad każdym wiarołomcą: jeśli my, jeśli wy,
Pogwałcimy przymierze, tylim krwie okupem
Oblane, niech pod nogi temu padnie trupem,
Którego sprawiedliwy Bóg, co światem rządzi,
Niewinnym zgwałconego pokoju osądzi.
Więc gdy zaszły między nas tak ścisłe pobraty,
Prosimy do cesarskiej uczestnictwa szaty.
I nie będzie się lenił pan całego świata,
Pojźreć wesołym okiem na sług swego brata».
Krótko przyda pan bełzki, że Pan Bóg obłudy
Między wszytkimi grzechów tego świata cudy
Najbardziej nienawidzi i takiego sięga,
Gdy sercem nieprzysięgłym, usty kto przysięga;
Przywitać i pożegnać cesarza gotowi,
A zwłaszcza kiedy się tak zda Dilawerowi.
A ten skoro w surową postać twarz przetworzy
Do hańskiego kanclerza (ten się upokorzy
I padnie na kolana) obróci się z mową:
«Słuchaj, boś po to przyszedł, żebyś wiedział nową
Pokoju transakcyją z polską dziś Koroną,
I swemu to hanowi odnieś, co wzgardzoną
Śmiecia i marną płową carskiego podstola,
Żeby wiecznie zapomniał najeżdżać Podola,
Swoim się zwykłym żołdem kontentował cale,
Polaków z Ottomany nie rozprzągał, ale
Tę gotowość, co to z nią wykrzykacie wiele,
Nie na sąsiady, chować na nieprzyjaciele.
Inaczej jak najmniejsza Porty dojdzie skarga,
Pewnie a pewnie szyją powroza nie starga!»
Tu Tatarzyn łbem w ziemię uderzywszy, rzecze:
«Więc żebyśmy nie mieli z Polską żadnej przecze,
Miejmyż odtąd granicę spólną: wodę Siną,
Która przez dzikie pola płynie Ukrainą».
«Nie masz tu o granicach — rzecze wezyr — wzmianki,
Nie dyskuruj; nie twa rzecz wchodzić ze mną w szranki;
Lada czego nie wtrącaj, a to czyń, coć każą;
Będzie czas, gdy wam i te granice pokażą!»
A zatem rum do koni i Turcy, i naszy,
Jako kiedy kto stado żurawi postraszy.
Senat naprzód turecki; kto malował ony
Kamille, Fabiusze, poważne Katony,
Taki był i tych pozór, tak się pyszno snażą,
Że owych wspaniałością do znaku wyrażą.
Po szacie złotorytej rozczosana wiecha;
Takiż bonczuk u konia; każdy się uśmiecha,
Każdy rad pokojowi; kiedy wojna na zły
Czas padła, pewnie by im te brody oblazły.
Większa ich połowica wzdycha gdzieś pod kiecą,
Skoro ich o traktatach nowiny zalecą.
Chorych było niemało, co naszemu niebu
Nie przywykszy, co moment czekali pogrzebu.
Więc jako przed carskimi stanęli namioty,
Oddają konie, pełni niezwykłej ochoty,
I wesołego czoła nikomu nie skąpią.
Posłowie też tymczasem z swą pompą nastąpią,
Którzy Turkom jako dwie świecili kozéry:
Obom rycerska postać; każdy bohatyry
Z kroju, z stroju, z humoru, z kształtnej ciała tusze
Poznał; i zgasły brody na ich animusze!
Obom puszą sobole gładkie aksamity;
Obom zdobią dostojne czoła czaple kity;
W prawych ręku złociste buzdygany toczą;
Lewą szable trzymają; tak wspaniało kroczą,
Żywej młodzi koroną z tyłu osypani,
I Turcy rozumieli, że oba hetmani.
Plac był dosyć przestrony, równy i okrągły,
Który rynkiem namioty cesarskie osiągły
Tak świetne, tak bogate, jakbyś widział kupą
Sto królewskich pod złotą pałaców skorupą.
Przestrone galeryje do przechadzek skrytych,
Więc z antykamerami pokoje, a przy tych
Coś było na kształt sale, z której kabinetów
Dziesiątek, do prywatnych umyślnie sekretów.
Nuż skarbiec, gdzie rynsztunki i carskie wsiądzenia;
Ale stajnie najwięcej oczy do widzenia
Targały, pełne gładkich i dorodnych koni,
Na jakowych Neptuna wpośród morskich toni
Malują, jakowe miał Achilles i śmiały
Króciciel wschodu słońca, dzielne Bucefały.
Stał meczet jedwabnymi kobiercy obity,
Kędy sto lamp wisiało z blachy srebrolitej,
Gdzie się wniść okrom cara żadną miarą żywą
Nikomu nie godziło, pałało oliwą.
Na stronie kortygarda; za nią niedaleki
Arsenał; dalej stały kuchnie i apteki.
Wszędy się jedwab świecił, wszędy śklniło złoto;
Ani się Osmanowi dziwować, że o to
Gniewał się niesłychanie, kiedy takie spezy
Łożywszy, jako żaba z wiersze, spadł z imprezy.
Przeszło tysiąc namiotów i szop na kształt dworów
W onym stało ambicie, rozlicznych kolorów;
Rzekłbyś, że Wenecyja albo nowa Sparta.
Brama jedna szeroka, w której zawsze warta
Ognie kładzie, nakoło malowane płoty;
Pod nimi gęsto wszytkie leżały piechoty;
W dziedzińcu jak trzcia ludzi, i chorzy, i zdrowi,
Starzy, młodzi; bo się tak zdało wezyrowi,
I po wszytkich narodach rozesłał żołnierze,
Żeby biegli widzieć tych, co z nimi w przymierze
Wstępują, i weseli z tak niespodziewanéj
Do swych się brali domów po wojnie odmiany.
Już Dilawer i jego z nim brodafiasze
Stali, będąc gotowi przyjąć posły nasze,
Właśnie tak jako kiedy oblubieniec nowy
Do starej na wesoły akt przyjeżdża wdowy.
Z których nim proch otrzepią, nim otrzęsą piaski,
w czerwonych aksamitach, srebrne niosąc laski,
Odźwierni wprzód wychodzą i w tak gęstym ludu
Rum czynią, który się zszedł dla onego cudu.
Toż i naszy posłowie przez dwie długie sieni
Stanęli przed Osmanem w namiot wprowadzeni.
A ten siedzi jak bałwan, jakby sztukę balku
Złoconego postawił kto na katafalku.
Dywan naprzód bogaty, na dywanie zatem
We trzy łokcie wysokim wzniósł się majestatem.
I tak siedzi, ni ręką, ni nogą nie rucha,
Ni głową, ani okiem; i chociaż mu mucha
W nos lezie uprzykrzona, jej się nie ożenie.
Właśnie takie stawiają na jarząbki cienie,
Albo myśliwiec w pierzu uwędziwszy ćwika,
Pod nim na głupie ptaki rozjazdu pomyka.
Atoli wżdy orli nos i wyniosłe skroni,
Oko jasne, gniady włos, rzadko kiedy stroni
Od serca wspaniałego; te tylko w Osmanie
Znaki były grzeczności. Wkoło niego stanie
Zgraja wróżków, kuglarzów, mataczów, trzebieni,
Popów, karłów, których on tak wysoko ceni,
Że by wolał Babilon, wolał stracić Alep,
Niż którego z wałachów; dlatego jak na lep,
Każdy się rad przymili, każdy przypochlebi
Cesarzowi; każdy się rzeże, każdy trzebi.
W tyle mu szabla wisi osadzona w sztuki
I dwa gotowe w swoich sahajdakach łuki.
Senat stanął po stronach, rzekłbyś obwinieni,
I już wszyscy ci ludzie śmierci przysądzeni.
Łokcie pozakładane, obwisłe ramiona,
Oczy w ziemi i insze niewoli znamiona.
Istotna komedyja, gdy Jupiter młody
Konfunduje przyprawne owych starców brody.
A tu wezyr na naszych trochę ręką kinie,
Żeby długo Osmana nie trzymać w terminie.
Więc się suną posłowie z swych przyjaciół gronem,
I niskim go najpierwej uczciwszy pokłonem,
Skoro drugie wyprawią na dywanie dygi,
Przytkną do ust złotego kaftana fastrzygi.
Co gdy wszyscy Polacy odprawią ogółem,
Na samym końcu jedzie Weweli z Radułem.
Potem basza, który stał podle Sobieskiego,
Wziął z rąk jego do cara list Lubomirskiego;
I podał go drugiemu, dał trzeciemu drugi,
Aż się wszyscy obeszli, jako rząd był długi.
Tak więc kota grawają małe dzieci właśnie,
I tego karzą, w czyich ręku słomka zgaśnie.
Skoro doszedł wezyra, ukłoni się pięknie,
A potem gdy na obie kolana uklęknie,
Włożył go pod wezgłowie, wlazszy na podnóżek,
Na którym jak pręt siedział on strugany bożek.
Tenże Żorawińskiemu, nim jął mówić, rzecze:
Że skróci, że swej mowy długo nie przewlecze;
Pan wojenny, marsowej nawykszy muzyki,
Nie kocha tych oracyj ani retoryki;
Rana trąba u niego nad wszelkie koncenty,
Cyceronem daruje żaki i studenty.
Więc tak pocznie pan bełzki akcentem wspaniałym,
Że go mógł każdy słyszeć w tamtym cyrku całym:
«Choć stąd, wielki monarcho i niezwyciężony,
Poznać możesz, cesarzu, animusz wrodzony
Najjaśniejszego króla a pana naszego,
Jako kocha w przyjaźni domu prześwietnego
Znacznej krwie ottomańskiej, że śród ognia prawie,
W łaźni Marsa strasznego i wojennej wrzawie,
Co się w twych oczu działo, wspomniał na nie, a tu
Zesłał nas dla spólnego pokoju traktatu,
Żeby się wżdy wrócić mógł między tymi domy
On stary afekt, światu całemu wiadomy.
I, co niechaj Bóg szczęści, a twej mądrej radzie
Przyznamy, że po srogim z obu stron upadzie,
Przez okrutne zacnej krwie rycerskiej przelanie,
Stanęło między nami święte pojednanie.
Wrócił się wieczny pokój, który z naszej strony,
Boga bierzem na pomoc, nie będzie gwałcony.
Więc ufamy, że i ty, jako wielkie dziady
Sławą chcesz nieśmiertelną zrównać, tak w przykłady
One wziąwszy, cnoty swej inszego dowodu
Nie patrząc, tego miru polskiemu narodu
Dotrzymasz, za co cię Bóg bodaj ubogacił,
Dał ci miłość sąsiedzką, strach u nieprzyjaciół!»
Tu przestał Żorawiński i poczeka, aże
Albo sam co przemówi, albo komu każe.
Ale ten przed powagą i słowa nie rzecze,
Tylko żeby wyraził, co go w sercu piecze,
Wzniosszy piersi do góry westchnie tak szkaradnie,
Że ledwo z majestatu owego nie spadnie.
Jakoby rzekł: nie takieć miało być żegnanie,
Lecz trudno na przedwiecznych losów sarkać zdanie.
Gdy tak Osman wizerunk czyni swego żalu,
Dają mu dwa bułaty posłowie w blachmalu
I kilka strzelby długiej, a to kiedy kładą,
Taką je Żorawiński przyozdobi swadą:
«A któż, wielki monarcho! jeszcze nie wie o tem,
Że bywszy panem świata, obfitujesz złotem;
My go doma niewiele, w marsowym odmęcie
Nic nie mamy; rynsztunki dlatego w prezencie
Niesiemy, którymiśmy Ojczyzny kochanej
Bronili; niechaj zdarzy Bóg i Pan nad pany
Żeby-ć po tak szczęśliwym z nami zjednoczeniu
Służyły, wiekopomną twojemu imieniu
Dawszy sławę, tu zdobiąc w tryumfalne bobki,
Po śmierci złotem pisząc nierychłe nagrobki.»
Tedy po powtórzonej należytej lidze
Wychodzą między one gęste dziwowidze
Od Osmana posłowie i prosto do koni
Idą, które na bliskiej czekały ustroni.
Z nimi oraz Dilawer i z swymi kolegi,
Przybrawszy w kompanią wezyry i begi;
I znowu je pod swoje namioty zaprasza,
Gdzie wszytkie na czas dłuższy zachowane znasza
Wschodowe specyjały, szorbety i soki,
Cukry, paszty, balsamy, czego dwa tłomoki
Odda posłom; sam potem trunek wody czystej
Za polskie pije zdrowie z farfury złocistej
Z świeżej ambry perfumem. Tak skoro koleją
Wszyscy w się po puharze wody onej wleją,
Zacznie drugą pan bełzki za cesarskie zdrowie,
Na co razem klęknęli wszyscy wezyrowie
(A potem go niedługo zadawili sami —
Wolałby ich kwitować z ceremoniami).
Trzecią wypił Sobieski, jakby wytarł płatem,
Za zdrowie wezyrowe i z całym senatem.
Tak kiedy z najbliższego podpijają sztoku,
Aż noc w czarnym na niską ziemię padła mroku.
Idą ci, coraz zimna porywa ich febra,
Bo mało z nich nie dopił każdy wody cebra.
Tryumf zatem u Turków po całym obozie;
Co namiot, wszędy lampa wisi na powrozie,
A u znaczniejszych, którym dostawało wątku,
Zwłaszcza u senatorów, było po dziesiątku.
Ubogi lada sobie natopiwszy skwarczków,
Kilka trzopów przed sobą, kilka palił garczków.
Obaczywszy Kozacy, którzy się już byli
Wedle swego zwyczaju na czatę zmówili,
Dali ognia po trzykroć na ono wesele.
Czego nie zrozumiawszy, bisurmanów wiele
Poczęli od tej ściany pobierać się w nogi,
Dokąd od posłów naszych nie zaszły przestrogi.
Nazajutrz skoro słońce światłem wzeszło nowém
Z naszymi się w namiocie wezyr Radułowém
Obaczy i uskarża, że od Turków siła
Do nas pouciekało i trudna by była
Szukać ich po obozie; ale żeby więcej
Tego nie było, ruszyć musicie się prędzej
Z tego miejsca niźli my; jakoż z dyshonorem
Cesarskim by to było, gdybyście z taborem
Wy zostali, my poszli z ziemie naszej własnej;
Sama rzecz dowód tego ukazuje jasny.
Padło to posłom w głowę, że ich tak namawia,
Że ich w drogę przed sobą Dilawer wyprawia;
A nuż by siły nasze tak nadwerężone
Obaczywszy, zgwałcili Turcy pakta one?
Nowinaż to pogaństwu, co w swym interesie
Wiarę, cnotę, przysięgę pokładają, że się
dziś mogą rozgrzeszyć, mając czas po temu?
Któż ich skarze? Kto za to co uczyni złemu?
Tak przywdziawszy opieki Amurates płaszcza,
Budzyń sobie na wieki od Węgrów przywłaszcza,
W rzeczy dziecię królowej smutnej odprowadza,
Lecz puszczony do miasta, swoimi osadza.
I naszy się chcą wymknąć z kondycyjej takiej:
«Naprzód, długo by Turkom czekać na Polaki;
Nim się tu konie z Polski, nim się zejdą wozy,
Wy za Donajowymi będziecie przewozy,
Abowiem dłuższego się bojąc oblężenia,
Wszytko to dla ścisłości zwykłej pożywienia
Do domuśmy posłali i w miejscu stać poty
Musimy dla armaty i naszej piechoty,
Aż ściągną. Druga jest rzecz a godna uwagi,
Żeby to być bez polskiej nie mogło zniewagi;
Długi to zwyczaj w prawo obrócił narodom,
Kto pierwej w polu stanie, posiedź idzie do dom.
Myśmy pole przed wami kilką niedziel wzięli;
Słuszna, żebyście się nam, nie my wam umknęli.
Ale choćbyśmy mieli i wozy, i konie,
Choćbyśmy położyli ten zwyczaj na stronie,
Uważ, jako tylemu wojsku ciasne przeście
Przez nasz most; bylibyście pewnie w Bukoreszcie,
Nim się za most przekolem». A tu szermem prostém
Wezyr rzecze: «Więc naszym przeprawcie się mostem».
Naszy zaś: «A gdzież by to mogło być bez zwady,
Gdyby ciurów swawolnych tak srogie gromady
Środkiem waszych obozów mieli się prowadzić;
Najciężej by im począć, jużeż nie poradzić!
Których przy każdym wozie po kilku się wlecze,
Rzadko który bez strzelby; wszyscy mają miecze!».
«Naznaczę ja janczarów, Dilawer odpowie,
Do mostu pilnowania. I stawił się w słowie,
Bo nam go zostawili cały, nietykany
Na wieczną swą ohydę. Na toż budowany
Z takim kosztem niezmiernym i ludzi ciemięgą,
Na toż Turcy swą ziemię mostem z naszą sprzęgą,
Abyśmy im z ich ziemie, w której na nas groby
Kopali, ustąpili? Dziwneż ma sposoby
Bóg do stłumienia pychy swej gliny śmiertelnéj;
Ale jeżeli kędy, tu, tu był źretelny.
Na koniec, żeby czasu w poswarkach nie trawić,
Kilkadziesiąt namiotów kazali postawić
Na tamtej Dniestru stronie i o tym znać dadzą,
Że się naszy ruszają, że się już prowadzą.
Łacno starzec uwierzy, że na wierzbie gruszka,
Co mu z oczu nie pancerz, lecz patrzy poduszka;
Choćby też co i myślał, widzi, że zeń nasi
Mają rozumu, że mu zachodzą od spasi.
Toż ich prosi do siebie, wesoły na cerze.
Da im jeden egzemplarz tych pakt, drugi bierze.
Tam mu Suliszowskiego wybornych słów tonem
Zalecą, żeby jego raczył być patronem;
Żeby w nim pierwszy dowód łaski i swej chęci
Wyświadczył, przez co wszytkich Polaków przynęci,
I w drodze, i na miejscu, aż z naszej Korony
Wielki się do prześwietnej poseł stawi Brony.
Onymże Dilawera żegnają zawodem,
A już wieczór przed sobą noc popycha przodem.
Już mrok padał, już zgoła zachodziło słońce,
Więc się tu o wołoskiej jeszcze dziś wędzonce
Na burce biłohrodzkiej a kutnarskim winie
Przespać, aż znowu Febus proporce rozwinie.
Aleć się im w onę noc jako górze spało;
Ziemia drżała pod nimi, powietrze huczało,
Gdy się Turcy jak mrówki rozdrażnione snują
I ochotnie na drogę jutrzejszą gotują.
Pędzą z pól osły, muły, wielbłądy, bawoły,
Jezda koń siodła, pieszy łatają postoły;
Już namioty zbierają, już ładują wozy,
I kto nie ma baranów, ubiera się w kozy,
Bo one złotogłowy, pierza i bonczuki,
Jeśli kto nie utracił, głęboko tka w juki.
Wszędzie pełno niezwykłej ochoty dowodów;
Wszyscy jako na gody; tylko Osman z godów
Zwiesił nos, sowę zadął, siedzi jako wryty.
I na to-li przyść miały jego propozyty?
To-li świata całego potkało monarchę?
Jako matkę przywita? jako patryjarchę?
Jako pojźry na Bogu wymierzony kościół?
Takie i tym podobne żale w sercu rościł.
Na koniec trzaśnie palcy i pojźry do góry:
«O wielki i po stwórcy świata tego wtóry!
Z którego dotąd rzeczy tureckie wyroku,
Nie daj ziemią przypadać i w wiecznym zgnić mroku,
Aż się zemszczę, aż utrę na najniższym progu
Mojego majestatu psom giaurskim rogu!»
Tak mówi głupi Osman i już w sobie maca
Sposobu owej pomsty, już pod Chocim wraca;
Złe mu to wojsko, insze chce zaciągnąć, ślepy,
Że jako jemiołucha robi na się lepy
Oną imprezą, której nim chudzina dopnie,
W drobny się proch obróci i w popiół roztopnie.
Bo jej Mufty postrzegszy, janczarom potuszy
A ci mu wnet cięciwą podwiązali uszy.
I nie widział, o co się dziś nieborak swarzył,
Czym go na bezrok wielki Zbaraski obdarzył.
Mustafa za jego trud pochował do skrzynki
Obiecane dzisiejszym paktem upominki.
Tak kiedy się na zgubę naszą Osman kasał,
Już Tytan swych w Eoi dzianetów popasał,
Już się w górę pobierał patrzyć, kiedy w klatki
Układali sucharów Turcy niedojadki,
Mąki, krupy i insze prowianty różne,
Ci w skórzane samary, drudzy w wozy próżne,
Figi, cukry i syte znaszają cybeby,
Migdały i rozynki, więdłe wyzy, żeby
Jeszcze się mogli ludzie potrzymać przy strawie.
Koniom bez paszy wielkie działo się bezprawie,
Które już spasszy wszytkie trawy, siana, słomy,
Trzciny, strzechy, bo i z tych odzierano domy,
Samo tylko gałęzie i list jadły suchy,
A rozmoczone z drzewa ogniłe skaruchy.
Kul i prochów ruśnicznych niemały dostatek,
Że na zamku chocimskim schowano ostatek.
Toż skoro drogę słońce pokazało rane,
W przedniej straży pułkami wojska szły przebrane;
Za nimi Osman z lekka z swym się ruszał dworem;
Środek się na dwie mili rozciągnął taborem
Bez wszelkiego porządku, ludzie, bydła, konie;
Kędy kto chce, tam idzie, tam talagę żonie;
Między wozy i między mieszają się kary,
W kociszach, jeżeli kto ranny albo stary.
Na odwodzie Husseim trzyma straże zadnie
Z ludźmi europskimi; lecz i ten szkaradnie
Z onej wojny niekontent i z Osmanem społem
Do Stambołu powraca, najmniej nie wesołém:
Bowiem ten na Polaki, tamten sidła przędzie
Na Dilawera, który podsiadł go w urzędzie.
I kiedy się z Szemberkiem jako z pobratymem
Żegnał, z którym tu razem stanął pod Chocimem:
«I mnieć jeszcze Bóg poda sposobów tak wiela,
Potłumiwszy głównego gdy nieprzyjaciela,
Mogę się narodowi polskiemu przysłużyć.»
Na marmorze zwykł krzywdę urażony drużyć.
Jakoż krótko fortuna Dilawera trzyma,
Gdy go zrzuci, a znowu weźmie Husseima;
I jako się wspomniało, za różaną prawie
Stanął był Zbaraskiemu naszemu w odprawie.
Kto widział Turki, kiedy pod Chocim przybyli
Konno, strojno, gromadno; tak się uskromili,
Przysiągłbyś, że nie oni; rzadkie, kuse znaki:
Bo ich padła trzecia część; siła ich kulbaki
Na grzbiet wziąwszy odarty, niesie chudo, boso;
Nie widziałeś forg, piór, kit, jakimi więc proso
Oganiają, jeżeli wpasą się w nie wróble.
A drugi się przed szkapą zaprzągał w hołoble;
Nie świecą się koszule Mamalukom białe;
Okopciały zawoje, a narody całe,
Które pod stem bonczuków do nas przychodziły,
Ledwie że się dziś jednym znakiem nie okryły.
Zgoła wszytkie ozdoby spadły z nich i krasy,
A w kwinty się drobniuchne obróciły basy.
I Osman, skoro puste minie Stepanowce,
Jako pasterz parszywe zwykł porzucać owce,
Opasawszy futrzaną po wierzchu deliją
Odbiegł wszytkich, jakby rzekł: aż was tu zabiją.
Więc skoro się poganie w drogę onę puszczą,
Natychmiast się jesienne obłoki rozpluszczą;
Co dzień deszcz, śnieg i wiatry ostre niesłychanie;
Czasem gruda, czasem błot źle zmarzłych łomanie.
Wszytko bieda, wszytko śmierć na one pieszczochy,
Że jako Rzym Francuzom, tak onym Wołochy
Grobem się stały, bowiem sto tysięcy prawie
Pod Chocimem zostało w Marsowej rozprawie
A w drodze tyle drugie, prócz luźnych, prócz koni.
Tak ci cesarz, skoro swych dwie części uroni,
Powróci do Stambołu, kędy nocnym chyłkiem,
Wzgardzonym, dla sromoty, wlazł w szaraj zatyłkiem.
Odebrawszy ze strychem, co gotował komu,
Pełen żalu i hańby w swym się oparł domu
I dał pamiętny przykład na wsze świata kręgi,
Jako Bóg zwykł nagradzać zgwałcone przysięgi.
Ordy, skoro poczęto zrazu tarkać mirem,
I ci z hanem, i tamci wciąż poszli z jassyrem,
Prócz opryszków, co na zysk albo swoje szkody
Z obudwu stron Dniestrowej ukryli się wody;
Lecz i ci w takie swoje nie utyli łowy,
Wionęli za drugimi pozbywszy połowy.
Raduł jeszcze na miejscu z swoją stał Wołoszą,
Ci ostatki tureckich niedojadków znoszą.
Tak chłop, kiedy trzysta plag kijmi weźmie w udy,
Nie w skok się z miejsca porwie, ale jako dudy
Obwiśnie i trzeba go podnosić pod pachy;
Właśnie był Raduł taki pospołu z Wałachy,
Bo im, co mieli koni i roboczych bydeł,
Wzięli Turcy, że siedzą jako ptak bez skrzydeł.
Toż i naszy posłowie, jako pożegnali
Wezyra, skoro most on w cale odebrali,
Na swe się stanowiska, na swoje tabory
Obejźrą, gdzie się zwłaczał już Władysław chory,
A po długiej chorobie, ile tyle siły
Zawziąwszy, że mu jeszcze nogi nie służyły
(Wielką mu pomoc w zdrowiu te traktaty dały;
Przynajmniej, że nad głową kule nie świszczały),
Prawie między wojskowej starszyny ramiony,
W rozbity w pół majdanu namiot wprowadzony,
Gdzie przy wielkim ołtarzu kapłan białostuły
Jadł ciało Pańskie i krew pił z złotej ampuły,
Śmierć jego i niewinne wspominając razy,
Żeby Boże do ludzi pojednał urazy.
Właśnie mszy świętej słuchał nasz królewic dla téj
Intencyi, żeby się zaczęte traktaty
Z chwałą bożą, którą miał w pierwszej zawsze pieczy,
I z dobrem pospolitej mogły skończyć rzeczy,
Kiedy oto posłowie, jakoby kto wołu
Z pługu wyprzągł, po onej transakcyi społu
Staną przed nim z wesołą twarzą i obrotem;
Tam wszyscy jako między kowadłem a młotem.
Serce grzeje nadzieja, strach ziębi przejęty,
Na którą ich obrócił stronę stwórca święty,
Czy przymierze? I do dom abszejt pożądany?
Czy w dzień z głodem, w noc ze snem, w dzień i w noc z pogany
Uprzykrzone zapasy przynieśli im? Ale
Gdy w tym do mszy skończenia zostają opale,
Zwięzłymi Żorawiński wszytko powie słowy
I odda na papierze on traktat gotowy.
Jaka tam była radość, jakie były gody
Onej naszej z Turkami niespodzianej zgody,
Wypisać niepodobna! Dopieroż gdy słyszą,
Ze stąd milę nad Prutem bisurmanie dyszą,
Że nam mostu odeszli nienaruszonego
Na Dniestrze, dla przejazdu do domu prędszego,
Ledwie z wielkiej pociechy nie wyskoczą z skóry,
Gdyby im kto na czołach zrobił apertury.
Tedy naprzód Władysław, przy boku kapłana,
Ze wszytkim duchowieństwem upadł na kolana.
Toż hetman, toż starszyzna, panowie i słudzy,
Chociaż ledwie dojźreli onej pompy drudzy;
Kto tylko był w obozie, jako podciął kosą,
Wszyscy padną na ziemię, gdy głosem wyniosą
Świętego Ambrożego księża hymn wesoły:
«Ciebie Boże chwalimy, żeś nieprzyjacioły
Nasze stłumił i zepchnął z nadzieje zawziętéj,
Trzykroć błogosławiony, trzykroć Panie święty!»
Toż psalmy Dawidowe, który dosiadł stolca
Królewskiego od owiec, że w nos zawlókł kolca
Osmanowi i musiał z zronionymi pióry
Z wieczną lecieć sromotą pod swoje Arktury.
Śpiewało tam co żywo, choć różnymi głosy,
Różną notą, wysokie głuszyli niebiosy;
Wszytkich jakby rozgrzeszył; już skorą nadzieją
Widzą domy, rodzice, krewne; już łzy leją,
Wesołego witania skołoźrywe znaki,
Trudy, prace i pot już żegnają trojaki.
Kto ochoczy, kto rzeźwy, i konni, i pieszy,
Bieżą pomacać ciepłych tureckich pieleszy;
Bieżą on most kosztowny oglądać, co go tu
Dla ich do domu Turcy stawiali powrotu.
Skoro po nabożeństwie, wszyscy przed namioty
Królewica prowadzą, gdzie one hramoty
Katerdziej, ban wołoski, do podpisu poda
Podczaszemu i, pierwsza w czym zawisła zgoda,
Zamek chocimski z ręku Silnickiego bierze,
I odda burkułabie, doznanemu w wierze,
Imieniem Radułowym. Z tym Szołdrski ku Lwowu
Do Zygmunta pospieszy, który pilen łowu
Zajęczego; o wojnie, jakoby o wilku
Żelaznym kto mu bajał; tam powiatów kilku
Czekając wielkopolskich, z stem tysięcy młodzi
Sarmackiej siedzi w miejscu; tak ci kiedy wodzi
Kaczka młode kurczęta, pospolicie bywa,
Nie masz zgody, bo kury chodzą, kaczka pływa.
Czy rady, czy odwagi, czy obojga razem
Nie było, choć mu pod nos ogniem i żelazem
O kilka mil Nuradyn z swoją ordą kurzy.
Już ludzi wziął milion, że się nie oburzy
Tylko na Lwów, tak wiele i tak długo broi;
Dosyć ma król, że się go we Lwowie nie boi.
Teraz słysząc Szołdrskiego, kiedy pakta czytał,
Niekontent i w rzeczy się za fordyment chwytał:
«Nie poczekać mnie jeszcze z tymi aparaty!
Śmieć beze mnie z Osmanem zawierać traktaty?»
Ciśnie o stół kapelusz i coraz powtarza:
«Diabeł kiedy rachunek miał bez gospodarza!
Nie wiem, czym się Władysław z podczaszym zasłonią?
A w ostatku, ja idę za Turki w pogonią.
Nie wydrze mi ich Donaj i Bałchany śnieżne,
Choć tylko z sobą wojsko będę miał zaciężne,
Kiedy szlachcie, czegom dziś doznał, wojna śmierdzi!».
Tak się nasz król, po izbie chodząc, wielce sierdzi,
A gdybyś w serce wejźrał, niesłychanie cieszy,
Że jutro do kochanej Warszawy pospieszy;
Ale tego po sobie najmniej nie pokaże,
Owszem wołać Frydryka wskok sobie rozkaże,
Żeby knechty gotował na jutrzejszą drogę:
«Żadną miarą jej dłużej odwłóczyć nie mogę.
Niechaj ma każdy szpadę, proch i muszkiet z lontem:
Bo się pewnie nie oprę aż nad Hellespontem».
Spać raczej, nie wojować! I ledwie Bobola,
Podkomorzy koronny, ukołysał króla.
Jakoż gdyby był z serca czy tchórza, czy lenia
Zrucił, a szedł pod Chocim, bez wszego wątpienia
Musiałby był paszować hardy Osman w boju
Albo się z wieczną hańbą dopraszać pokoju.
Nie trzeba mu go było szukać po Bałchanie,
Gdyby spieszył na prośby i swoich żądanie.
Aleć na nieodmienne rad niebieskich tryby
Trudno człek ma styskować, trudno pisać gdyby:
Bo komuś godniejszemu ten niezwiędły wieniec
(Miałżeby go krwią polską dostać cudzoziemiec!)
Naznaczyły i dotąd niebieskie archiwy
Chowają; a nie tobie, Zygmuncie leniwy!
Nie żółwia by potrzeba, co ledwie twe snopy
Dźwignąć może pod nogi dzielnej Europy,
Którą przyniósł duży wół na tę stronę świata,
Ale pegaza (bo ten i biega, i lata),
Żeby zaś tę dziewoję w jej ojczyste niwy
Przez Czarne stawił morze Azyjej szczęśliwéj.
Z górnych tu, mówię, stajen trzeba konia, co by
Księżyca i ślicznych gwiazd znał dobrze ozdoby,
Żeby mógł w Ottomaniech wymyślony miesiąc
I światłem złotoblaskim, i rogami przesiąc;
Snopek, co dziś tak barzo pochutnywa sobie
(Po czasie), żaba obje i chróściel wyzobie.
Księżyca tu koniecznie potrzeba na księżyc,
Kto chce harde pogaństwo zkukłać i zwyciężyć:
Ptakiem ptaki uganiać, zwierzem ścigać zwierza,
Miesiącem miesiąc; każde na swój rodzaj zmierza,
Tak natura sprawiła. A jako więc we dnie
Niebieski przed słonecznym światłem księżyc blednie,
Tak ziemski przed niebieskim, zwłaszcza kiedy z krzyżem
Chrystusowym się złączy, padnie paraliżem.
Jużci, na co niech ziemskie patrzają podłogi,
Wstydzi się księżyc krzyża; już odwrócił rogi
Na zachód, pewne słońca wschodzącego znaki,
Szczęśliwie, na koronne, da Bóg, zodiaki;
Da ten, co wszemu światu panuje ogółem,
Że pod którym Azyja upadła tytułem,
Pod tym wstanie tytułem i wolności drogiéj
Nabywszy, w chrześcijańskie wróci katalogi.
Tyś, nieszczęsny Michale, ty Paleologu,
Ostatni raz szwankował w tamtej bramy progu;
Przez twe piersi cesarskie, twą krwią mokre stopy
Najpierwszy raz zdeptały ziemię Europy.
Co myśl wróży, co serce niewątpliwie tuszy,
Wkrótce świata całego napełni to uszy,
Że Michael, przezwiskiem Lech i samą rzeczą,
Mścicielem krwie szlachetnej będzie i odsieczą,
Bo mu rodzic ten tytuł Jam Lech w imię wplata.
Przebóg! Same się jawnie wykładają fata!
Co i sami po dziś dzień Turcy sobie wieszczą,
Że ich ostatniej zguby Polacy domieszczą,
Że jako Krakusowi, wtóremu monarsze
Polskiemu, padł smok, o czym wieki świadczą starsze,
Tak od jego następców tej bestyjej wielkiéj
Paść, za przyczyną Panny Bogarodzicielki.
Twój ci to, o Michale! twój, królu mój! patron
Z nieba smoku rydzego, kiedy zmierzał na tron
Stwórcę swojego, zepchnął, który swym upadem
Trzecią część gwiazd na ziemię z nieba zerwał gradem;
Który on płód panieński, co jej czyste pięty
Księżyc dźwiga na sobie, prześladował święty;
Który dziesięć głów nosił, każda z tych siedm koron
I dziesięć rogów miała, a w paszczece piorun;
Który na tęż dziewicę z onejże paszczeki
Puścił szum wód zmąconych i bezdenne rzeki.
Tę bestyją swojego drzewa mocą spychał
Z wysokiego pałacu niebieskiego Michał,
Która, że się na ziemskim piętrze znowu gnieździ,
Da Bóg, stąd do Awernu znowu się przejeździ,
Kiedy ją mężny w tymże bohatyr imieniu
Zepchnie, krzyż nad patrona mając w wspomożeniu,
Przy tychże znakach nieba prześwietnego! A z tém
Powracam do Zygmunta, który, by był Piastem,
Mógł był dopiąć korony, która doczekała
Sobie obiecanego naszego Michała.
Tegoć patron i wtenczas miał skończyć te rzeczy:
Bo to Bóg, jak się rzekło, jego oddał pieczy.
Wszędy, ale i niebo nie jest bez prywaty,
I on dlatego wojnę kończy przez traktaty,
Abyśmy jego drużbę, jeśli archanioła
Tak zwać, z tryumfalnego w wieńcu mieli zioła.
Aleć do tak wysokiej trudno się brać palmy,
Komu wydrą dziedziczny Sztokholm i Upsalmy;
Próżno się na turecką monarchią wspinać,
Komu wzięto Szwecyją, Inflant nie wspominać.
Skoro Szołdrski odjechał, królewic z podczaszém
Sobieskiego z Leśniowskim wyślą Matyaszem
Do Kozaków, bo i tym wiedzieć należało,
Co za postanowienie z Turkami się stało.
Dziękują im imieniem Rzeczypospolitej
Za prace, które na jej podjęli zaszczyty,
Za krew hustem przelaną; ślubują, że żadną
Miarą te ich fatygi bez płace nie padną;
Że prócz tego, na co już oblig w ręku mają,
Wszelakiej po Koronie wdzięczności doznają.
Powiedzą potem, jako poganie się byli
Na ich zgubę, swą pomstę, barzo zasadzili,
Ale by raczej naszy tu traktaty rwali,
A pociechy hardemu pogaństwu nie dali.
Więc Rzeczypospolitej imieniem to całej
Rozkazują, porohy żeby pokój miały;
Bowiem na tym dzisiejszy mir gruncie zawisnął,
Żeby się ani Kozak na morze nie cisnął,
Ani Tatar w Podole; to przyczyna zwady,
To waśni okazyja, już między sąsiady.
A potem Sajdacznego Sobieski napomni
Imieniem króla pana, żeby jak najskromniéj
W ciągnieniu się zachował i szkody nikomu
Nie czynił, do swojego wracając się domu.
Toż każe od hetmana, aby nasze przodem
Wojska się przeprawiły, on został odwodem.
Nazajutrz skoro się wzbił Febus złotopióry
Na niebo i objaśnił świata pozytury,
Nim podczaszy piechoty, nim przeprawi działa,
Drugi raz słońce zaszło i noc zaczerniała.
Toż we wtorek rum w drogę, kędy się kto zmieści.
Ale nam tu Sajdaczny uszedł w rękojeści,
Abowiem hetmańskiego nie słuchając zdania,
Swą haramzę kozacką najpierwej przegania
Przez Dniestr mostem tureckim, czym uraził siłu,
Że się wydarł na czoło ten, co miał strzec tyłu.
Dzień dżdżysty był przyczyną i królewic chory,
Że dalej ode Żwańca iść nasze tabory
Nie mogły i za mostem wojsko pozostałe,
Bo się ledwie za trzy dni przeprawiło całe.
Nie zaspali Tatarzy zwyczajnej kradzieże,
Przypadszy, gdzie zarosłe Dniestrowe pobrzeże
Okazyją podało, kędy naszych wielu
Wzięto, nic nie myślących o nieprzyjacielu.
Tam Sobieski sprawnego dostawszy języka,
Oskoczy ich w kilkuset swego komunnika,
Gromadzki z Polanowskim, podczaszego oba
Porucznicy, ostatnia kędy się im próba
Do wyświadczenia męstwa otworzy i cnoty;
Lekkich ludzi do onej zażywszy roboty
Czterdziestu żywcem wzięto; tyle dwoje legło;
Ostatek się po polach i lasach rozbiegło.
Tam Krzyski odebrany Tatarom z więzienia
I kilkadziesiąt inszych mniejszego imienia.
Od Żwańca pod Kamieniec Podolski szli drugiém
Naszy, w dzień niepogodny, zimny, wietrzny, cugiem.
Stamtąd, że też już zima barzo była bliska,
Rozpuszczono chorągwie na swe stanowiska.
I poszli, gdzie wabiły kogo miłe ściany,
Na luby odpoczynek i wczas wetowany.
Ten-ci koniec był wojnie, która im straszniejsza,
Tym też dzięka wielkiemu Bogu powinniejsza
Za jego świętą pomoc: on nam sam hetmanił,
On pogaństwu tak harde bezpieczeństwo zganił.
Dla czego Grzegorz siódmy tak wielkiego dobra
Pamiątkę dziesiąty dzień naznaczył oktobra,
W który Osman nadęty spadł z imprezy swojej,
Żeby póki niski świat, póki Polska stoi,
Święcił go boży Kościół naszego narodu,
Dla wiecznego litości nad nami dowodu.
Wdzięczną nam rzecz uczynił, ale mógł był przy tem
Ratować nas w tym razie swoim depozytem.
Dopiero teraz oczy otworzą sąsiedzi,
Winszują nam wygranej i rzezane w miedzi
Naszych wojen abrysy posyłają sobie,
Co po polskiej wolności deptać mieli grobie.
Tu, tu prawdziwie zażyć możemy przysłowia:
Gdzie szczęście, tam przyjaciół zaraz jako mrowia;
Gdzie fortuna, tam się też fawor ludzki chyli;
Nie masz-ci i jednego, jeśli cię omyli.
Nie mógł się nasz królewic nasycić swej chwały
W Warszawie, aże dla niej obleciał świat cały
(Czyli mu się przy ojcu nie mogło okroić?
Trudno jednej świątnice dwiema bogom dwoić),
Niemce, Włochy, Holendry, skąd sławą odęty
Pełne panegiryków prowadził okręty.
Każdemu piękne miłe; ale takie kruszce
Nie na łóżku, nie w miękkiej kopają poduszce!
Odłóż na czas gorączkę i febrę niezdrową:
Daryjusz, Aleksandrze! Daryjusz nad głową,
Bierz na się twardy kirys, stoi przed namiotem
Bucefał, uleczy cię Mars krwią albo potem!
Ale w cudze ozdoby, w cudze się pstrzyć piórka,
Nie siedziawszy na koniu, nie widziawszy Turka,
Ujma cnocie hetmanów, których krwią i męstwem
Z szczęśliwym z tego placu zeszliśmy zwycięstwem.
Lecz Bóg widzi, czyj kogut, czyj baran, z wysoka;
Niech się pstrzy, niech rzegoce, a wżdy sroką sroka.
Tobie, tobie, monarcho szerokiego świata,
Acz ci cię żadna potkać nie może odpłata
Za twoje dobrodziejstwa, którymi (przez spary
Na nasze patrząc grzechy) krom końca — krom miary
Swoje raczysz stworzenie: mostem przed bogatém
Posławszy ciała nasze twoim majestatem,
Niesiemy hołd powinny i wieczne trybuty,
Pełne usta twej chwały i serce pokuty.
Tobie w piersiach, podniosszy tryumfalne palmy,
Święty pean przez hymny głosimy i psalmy;
Twoja-to wiktoryja, twój fest, twoje dziwy,
Że Turczyn, który samym strachem końskiej grzywy
Wielkie kruszył fortece i narody gładził,
Pierwszy raz, jako kosa o kamień, zawadził
O szczyptę twoich ludzi, których wzgardził przodem
I zamierzać nad nimi śmiał zwycięstwo głodem;
Aleć poszedł do swego syty wstydu progu.
Tyś mu na durnym czele wspak nakrzywił rogu
I kiedy nim miasto nas na swych pogan sroże,
I z głową mu pospołu strącili poroże
I zginął, sromotnie się z swym minąwszy celem.
Tyś nas ze lwiej paszczeki wydarł z Danijelem,
Z Jonaszem na dnie morskim z wielorybich ksieńców
I z ognistego pieca jako trzech młodzieńców.
Już był Turczyn uchwycił naszę ziemię mostem,
Nie tylko się zuchwałym hardzie zaklął postem,
Zaiste upewniając swój głupi rozsądek,
Że krwią naszą zgłodniały wysyci żołądek.
Ale jako twojemu słudze jadowita
Nie szkodzi, gdy za rękę jaszczurka go chwyta,
I zgore na ostatek w płomieniu do kęsa,
Tak Osman, swojego się napatrzywszy mięsa,
Odbieżawszy przeważnej swych mostów fabryki,
Które inszym gotował, wpadnie sam w te wniki.
Twojej-to, twojej dzieło wszechmogącej ręki,
Za co-ć wszyscy pokorne oddajemy dzięki.
Ofiarę-ć na czystych serc kładziemy ognisko,
Żeśmy na łup poganom, na urągowisko
Pokrytym przyjaciołom i naszym sąsiadom
Nie przyszli; wszak-eś serca człowieczego wiadom!
Chciejże, wszechmocny Stwórco wszytkich rzeczy zdarzyć,
Aby pokój, któryś nam dziś raczył skojarzyć,
W tej Koronie wiekował ku twej chwale świętej,
A z nas grzechu wszelakie wykorzeń ponęty.
Pobożność, mądrość, miłość i insze pożytki
Rozmnóż świętego ducha, a przemierzłe zbytki,
Wstręt na niebie i ziemi (byle zaś nie w gniewie),
Do żywota, niech z nas twa prawica wyplewie.
Daj w ojczystej swobodzie, w rządzie, w dobrej sile
Wyżyć tej śmiertelności zamierzone chwile!

Dodatek

Przypisanie

L. J. C.

Na prześwietny klejnot, który, z inszych wielą zacnych i rodowitych familij, starożyty dom IM. Panów Lipskich in theatro Orbis Poloni, swoje i wielkich przodków swoich, dzielną ręką i odważonym za Ojczyznę sercem, u żelaznego Gradywa wysługi perennis gloriae piastuje, charakterem Drużynę.

Co to za rzeka, która wśród czerwone morze,
Kąpiel faraonowę, mlecznym prądem porze?
Czyli ze krwie pogańskiej wziąwszy się kałuże,
Krzywymi nurty pole purpurowe struże?
Między dwiema trąbami, w hełmie na kształt wieży,
Rydze grzywy straszny lew afrykański jeży:
Druentia — a że ją nazowę po nasku:
Polska to jest Drużyna, którą miasto piasku
Zaległ potomek cnego, z obudwu stron, Lecha
Rycerskich dzieł porohy: nigdy tego echa
Dniepr nie wyda skalisty, nie wyda go szumna,
Co zagłusza szeroką Narbonę, Garumna.
Jaki dźwięk wiecznej sławy, z tak niewielkiej strugi
Napełniwszy świat cały, rozrywa frambugi
Prześwietnych sfer niebieskich, ani jej zatłumi
Fala morska, gdy swoich bohatyrów szumi.
Niechajże się wschód słońca Nilem, niech bogatém
Jego górne narody chlubią Eufratem,
Gdy co rok w letne susze, przelawszy swe tamy,
Tamten Egipt panoszy, ten Mezopotamy.
Niechaj Ganges dwudziestą żeglownych rzek wsparty,
Potym na półsiodma sta strumyków podarty,
(W takie go Cyrus kęsy rozgniewany drapie,
Za śmierć końską, za jedno utopienie szkapie);
Niechaj z nim prędki Tygrys, Araxes bezdenny
Głosi Indy dalekie, górzyste Armeny.
Niech Tanais, co Scyty, Xant, co myje Frygi,
I Hipanis, co konchy ściele i ostrygi;
Meander, co do swego powraca się źrzodła,
Erydan, gdzie wypadł z ojcowskiego siodła
Nieszczęśliwy Faeton, kiedy mu nie zdole —
Na znak czego, z sióstr nad nim stoją dziś topole —
Niechaj wszytkie tytuły i swe chwały liczą:
Ze dzielą monarchie, że państwa graniczą.
Słynie Cisa Pannony, słynie Donaj Wiedniem,
Rzymem Tyberys, chociaż siła ma Ren przed niém,
W którym dawno, prawdziwe jeśli o tym karty,
Uznawano poczciwych synów a bękarty,
Rzucając dzieci w wodę; — dziś by takiej próby
Na Niemców odszczepionych trzeba; rzadki, coby
Wypłynął: tonęliby, i słusznie się śmiejem,
Że poczciwe pieluchy biorą przywilejem!
Niech się Hamburgiem Elba — twej korony ściana
Niegdy, cny Bolesławie — Paryżem Sekwana,
Skaldis pyszni Antwerpem, Rodanus Lugdunem,
Dźwina Rygą, a Moskwa i Wołgą i Dunem;
Niechaj się Cybeliną Almon chełpi łaźnią
I tessalski Peneus, gdzie zdjęta bojaźnią
I słusznym o panieństwo swoje Dafnis gniewem,
Stoi nad nim po dziś dzień laurowym drzewem.
Więc Amfrys, kędy z bóstwa Apollo wyzuty
Pasł Admetowe stada na miejscu pokuty,
I Lincestys, co równo z winem poi ludzi;
Kratis, co czarną bieli, Sybaris, co brudzi
Białą na owcach wełnę: tu wspomnienia godne
Sinwessy, które czynią białegłowy płodne.
Niechaj Tagus Hiszpany, Arymaspus Scyty,
Hermus Lidów bogaci w piasek złololity,
Swą Paktolus Azyją, a z nami o ścianę
Niechaj toczy podobną Bodrog Węgrom pianę;
Nawet niech Wisła, która tym wszytkim met bierze,
Przy sławnej na cały świat sarmackiej Cererze,
Z swymi siedzi szpiklerzmi; i Litwa ze Świętą:
Wszytkie te, wszytkie gasną przed Śreniawą krętą;
Wszytkie te w morzu toną z pysznymi tytuły;
Wszytkie szczupli Syryusz podczas kanikuły.
Nasza lubo Drużyna, lubo to Sreniawa
(Śmierć ją krzyżem świętego dzieli Stanisława),
Jako raz wieczną sławą wyrównała brzegi,
Przez wszytkie lat po sobie idących szeregi
W pełni żadnymi nigdy nie tkniona pojazdy,
Cnoty pławi towary: ani jej Psie Gwiazdy,
Ani sucho przeszkodzi, że swe kawalery,
Wszytkie morza minąwszy, wnosi miedzy sfery,
I w szczęśliwym, gdzie się człek na wieki odmładza,
Łona stwórcę swojego porcie ich wysadza.
W to, w to bystra Drużyna lotem tąży morze,
Które w szklanym tron boski oblewa polorze;
Z tego barwiste tęcze, rozkwitłe warkoczy,
Panu chwał nieśmiertelnych wieczny prezent toczy.
Onać to mleczna droga, którą bez koleje
Złotowłosa Cyntyja gwiazdami usieje:
Teć to gwiazdy, te lampy, teć to po niej świece,
Które w swojej na ziemi nie gasnęły rzece.
O wielkie wszechmocności twej, Boże, dowody!
Kto by rzekł, że knot z cnoty, świeca będzie z wody?
Teraz gdy księżyc, który wszytkich rzek patronem,
W pełni nastawszy, w pełni idzie po przestronem
Sarmackim firmamencie, dobrze sobie wróży
Drużyna: bo jej źrzodła, da Bóg, nie zuboży;
Ale skoro ją z wierzchem łaską swą nasypie,
I naszej się dostanie wilgotności Lipie,
Która na jej pobrzeżu zielony wierzch dźwiga.
Żaden jej mróz nie płowi, żaden nie ostrzyga;
Wieczny cień podróżnemu, wiecznym listem kwitnie;
Przeto jej wiecznie żadna siekiera nie wytnie.
Lecz gdy się i ten prędko w swoim zaćmi kole,
A na jego Janina miejscu w polu Pole,
Wszytkie rzeki koronne; wszytkie wlewa, które
Od korzenia sarmacka sława wznosi w górę,
Tamte swoje szczęśliwe rozpostrzą meaty,
Te dadzą na cały świat zapaszyste kwiaty.
Teraz robocze pczoły w zwyczajnej rozsypce
Znajdziecie na tym Polu, skąd miód, skąd brać lipce;
Dopieroż kiedy Jowisz spuści z nieba brzemię,
Stokrotne się przy miedzie wróci człeku siemię.

Wielmożnemu, mnie wielce Mciwemu Panu i jedynie kochanemu synowi, JMci Panu Janowi z Lipia Lipskiemu, staroście czchowskiemu, rotmistrzowi tegoż czchowskiego i sandeckiego powiatów, komisarzowi do zapłaty i popisu wojska dywizji województwa krakowskiego, przy szczerym życzliwego afektu konteście, zdrowia i wszelkich szczęśliwości.


Z Wojną idę do ciebie, o mój Janie złoty!
Tegom też tylko słuchał: piękne me pieszczoty!
Czyś nie żołnierz? Czyś z każdej nie jest godzien miary,
Żebym ci prezentował Marsowe towary?

I niedługo rozmyślałem się, że tę pracowitym wyrobioną piórem moję lukubracją, jako ferventissimi amoris mei przeciwko WMM Panu, tak meritissimorum erga patriam, które exerces, w waleczne wielkich przodków swoich wstępujący strzemiona, actuum, consecro WMM Panu testamentem, choćci to drudzy partum otii zowią. I dobrze, bo carmina scribentis secessum et otia quaerunt, ale przecie non omnino otiosi, a ja się przyznam, żem nie extemporaneus. Wiem ci, że nie ujdę taksy i zębu Theonowego, o którym napisano: bonorum mala carminum Laverna, bo się przed nim i sam nie mógł wybiegać Homerus. Ale kogóż uszczypliwy język zazdrościwego nie dosiągł Zoila? Nigdy tak garncarz garncarza, jako poety nienawidzi poeta. Nie masz na świecie tak dobrego cieśle, żeby go inszy, a gorszy pospolicie, poprawić i w czymkolwiek przyganić mu nie miał. Jeśli Arystoteles spalił połowicę ksiąg Platonowych, Plato Xenofontowych, Cycero Sallustyuszowych dla nieszczęśliwej zazdrości, a któż się przed nią wybiega?

O dirum exitium mortalibus, o nihil unquam
Crescere, nec magnas patiem exsurgere laudes,
Invidia.

Choćci się też to nie każdemu nada; jeszczeż jeszcze kowalowi kowala, poecie poetę poprawić pozwalam; ale szewcowi malarza żadną miarą; co się stało Apellesowi, który odmalowawszy jako mógł najdoskonalej obraz, nie chcąc sam wierzyć oczom swoim, wiedząc, że suum cuique pulchrum, i u sowy nic piękniejszego nad jej sowięta, postawił go przy ścienie domu swego, a sam się za nim ukrywszy, słuchał zdania przemijających ludzi. Trafiło się, że szewc napiętkowi przyganiał i słusznie: którego skoro Apelles poprawił, nie mógł się szewc w swojej skórze ostać, ale znowu nazajutrz przyszedszy, począł coś około kolana dyszkurować, na co uśmiechnąwszy się Apelles, zawoła nań: ne sutor ultra crepidam, dosyć szewcowi po napiętek rozumu, dosyć kozie ogona po grzbiet! O jakoż siła tymi dzisiejszych poetów szewcami, którzy sami wierszów nigdy nie pisząc, nocte mettre, somno editi patre, w cudze sprawy bystrym zaciekają okiem, i jeżeli co najdą omissum aut perperam factum, summa libertate carpunt. Wiem, że nam rzeką: złych sąsiadów macie, znajdą się i tacy, ale:

Złego złość pobije, a kto zajźry cnocie,
Wszytko zgubi i sam zniszczeje w kłopocie.

Byłoć to od początku świata, i jeśli miedzy rodzonymi braty, choć ich dwu tylko było, krwią się oblać musiało, a cóż się sąsiadom dziwować? Poki ludzi, poty grzechów, donec eadem hominum natura, similia evenient omnia. Nie wadziło to nigdy wielkim i piśmiennym ludziom, jako Pliniuszowi, gdy synowcowi, Senece, gdy własnym synom swoim, ale i za pamięci naszej, nie wadziło Pawłowi Piaseckiemu, biskupowi przemyskiemu, kiedy także rodzonemu synowcowi swemu, opatowi mogilskiemu, swoję dedykował historyją, i choć też na to mruczał, któremu

Pallor in ore sedet, macies in corpore toto,

Livor, piekielnej brat rodzony jędze, i ten się na ostatek swoimże udawił kawałkiem i przyznał, że

Invidia Siculi non inuenere ty ranni
Tormentum maius.

Aleć ja mihi ipsi balneum subministrabo, sobie intus samemu canam, kiedy WMM Panu, w którym miłość moja finem citias inveniet, quam modum, tę sarmacką Bellonę, perenne gloriae naszego narodu monumentum fideli odrysowaną opera dedykuję. Wprawdzieć sacrum sine fumoverba pro farina, tylko, ale ja przecie nie wątpię, że tylo miejsca znajdą w sercu WMM Pana, ile by najwyśmienitsze mogły mieć prezenty, wiedząc dobrze, że in muneribus res praestantissima mens est a zwłaszcza od tego, który i mansum ex ore daret.

Ponieważ się wszyscy śmierci rodzimy i nikt tego terminu ani przeskoczyć, ani odłożyć nie może; bo stat sua cuique dies et ineluctabile fatum; mizerna by nader była kondycja nasza, kiedy by i dobre dla pochopu do cnoty, i złe dla obrzydzenia potomności grzechów roboty nasze w grobie się z nami zawierać i tam wieczną zasute niepamięcią zostawać miały. Niewysławiona boska prowidencja, wiedząc, że vetustas non opera solum, sed ipsam exedit naturam, podała nam drogę do ziemskiej nieśmiertelności, że non toti morimur, vivit potior pars nostri, oprócz dusze, która że jest divinae particula aurae, dlatego expers mortalitatis, żyje imię nasze w takiej, na jaką kto sam sobie sławę i estymacyą zarobił Pismo i litery tą drogą są, a prawie drugą duszą, która miedzy sferami niebieskimi, gdzie anima nostra rationalis, a miedzy podziemnym Awernem, gdzie ciał naszych putredo, w uściech, oczach i uszu ludzkich wiekuje na świecie po zejściu naszym: pismo, które nie dziejom tylko, ale mowom i myślom ludzkim ginąć i umierać nie da, które nas też samo najosobliwiej od wszystkich bestyj ziemskich i ptastwa niebieskiego dzieli.

Mają nierozumne stworzenia z natury wiele rzeczy wspólnych z człowiekiem, mają i wiele przed nami. Daleko prędzej ludzie prości z ptaszej albo z bydlęcej wróżki zgadną o pogodzie, o deszczu, o szkodzie i nieszczęściu, aniżeli astrologowie, którzy nam z ordynacji siderum takowe prognostykują rzeczy. Nie darmo swoim kłopocie cecinit poeta:

Saepe sinistra cava praedixit ab ilice cornix.

Nie darmo na deszcz et sola ni sicca secum spatiatur arena.

Mogą płakać krokodylowie, mogą się śmiać koczkodoni i łabęcie przed śmiercią śpiewać, jaskółki leczyć i wyłupione oczy dzieciom swoim wprawiać, nuż pszczoły i mrówki jakowy rząd pospolitej rzeczy prowadzić — siłę ludzi uczonych, okrom Pliniusza, doszedszy eksperiencją, pisało o tym.

Mają i z ćwiczenia wielkie podobieństwa rozumu inteliektu ludzkiego, i owszem naleźlibyśmy ludzi, których nieme bestyje w nauce, nie mówię o szalonych, przeszły. Miał Herodes Atticus syna tak niepojętnego, że się do trzydziestego roku obiecadła nauczyć nie mógł. Taki był Heraklides, taki Licinius i Valentinianus cesarze, którzy się i podpisać na dekretach swoich nie mogli nauczyć. Wszyscy niemal ptacy mówić i pieśni złożone od ludzi śpiewać mogą. Wszytkie zwierzęta, lwi i niedźwiedzie, pardzi, psi, konie, smocy nawet i węże, rozmaitych sztuk, tańców, skoków i ludzkich posług wyćwiczyć się dadzą; jednego pisma pojąć nie mogą. Choćci Pliniusz w Mucyanie świadczy, że słoń, umiejący litery stawiać, te słowa gdzieś napisał: Ipse haec ego scripsi et spolia Celtica dicavi; czego fides penes autorem.

O jako wiele potentatów świata, jako wiele filozofów desudavit, żeby pamiątkę na świecie swoje, nie tylko dzieł wielkich i dowodów mądrości, ale też twarzy, osoby i statury potomności zostawili! Pełen był Rzym: pełna Grecja marmorowych, alabastrowych, miedzianych, pełne ich kościoły i srebrnych i złotych, rzniętych i odlewanych kolosów, kolumn i piramidów. Aleć ut vultus hominum ita simulacra vultus imbecilia et mortalia sunt. Forma mentis aeterna, quam teuere et exprimer e non per alienam maleriam et artem, sed tuis ipse moribus possis, które nie w kamieniu ani w metalu (bo ten jeśli zazdrości ujdzie, łakomstwo zepsuje), ale na krewkim papierze, cnót i postępków twoich charaktery rznięte, wieczności dostąpić mogą. Aczkolwiek jako wszędy, tak też i tu grassatur invidiae lues, dla której ledwo nas tysiączna i to okęszona cząstka rzeczy i dzieł wiecznej pamiątki godnych po dziś dzień dochodzi.

Gdzieżbyśmy z takowych abrysów z kupru i gipsu O stworzeniu świata, o upadzie pierwszych rodziców, o pokaraniu dawnych wieków przez wodę ogień, o odłączeniu kościoła bożego zaraz po potopie miedzy syny Noego, i o wszylkich inszych cudach wszechmocności, dobrotliwości, sprawiedliwości bożej, wiadomość mieli? A dopieroż de uicissitudine fortunae, o małych początkach i inkrementach wielkich monarchij: assyryjskiej, perskiej, macedońskiej i rzymskiej, aniby nam się śniło. Cóż wywrócenie Troje, Jeruzalem, Persepola, Kartagi, Memfi — sercaby się nam nie tknęło. Na ostatek tak wielka liczba bohatyrów świętych i pobożnych królów, których cnót przykład i odpłatę, druga takaż złych i bezbożnych tyranów, których serca dzikiego i niezachełznanych afektów sprawiedliwą pomstę — wiecznaby nam była odjęła niepamięć.

Pismo tedy jest największem dziełem przedwiecznej mądrości w postanowieniu rozumu człowieczego, który tu do zdumienia prawie przychodzić musi, uważając, jakowych ludzi przed dwiema tysięcy lat i dalej świat rodził, którzy nie znając Boga stwórcę swego a dopieroż odkupiciela swego; w obłędliwościach szatańskich pod Saturnem, Janusem, Merkuryuszem, Apollinem, Jowiszem, Neptunem. Plutonem, Junoną, Palladą, Wenerą, Minerwą żyjąc, choć się im o niebie, dopieroż o zbawieniu dusznem nie śniło (bo dusze swoje z ciały pospołu palili i grzebli, o których nieśmiertelności czytając jeden Platonowe pisma, dobrowolnie wskoczył w morze i utonął), a wżdy nas z cnoty, z miłości, z czystości, z trzeźwości, stateczności sądzić będą, dla której więcej ich pomarło, dobrej tylko po śmierci intuitu sławy, niżeliby dziś dla wiecznego zbawienia chrześcijańskich ludzi.

Druga rzecz wielkiego podziwienia godna, że jako w cnocie tak i w dowcipie pierwsze one wieki, siła mają przed nami. Za cóż teraz pisma nasze, kazania, oracyje, listy nawet stoją bez dawnych autorów, których jeśli nie wszytkich inszemi słowy, tedy wielką część w uczonych recytujemy sentencjach. Czego azaż mi same nie poświadczą Proszowice, gdzie za psa simplex veritatis oratio jeżeli jej Tacyt, albo Tulliusz, albo Seneka nie okrasi. Opak wszytko dla Boga! Gdzieby wiek nasz teraźniejszy, tak wypolerowany, wykształtowauy, wystrugany, że już ledwie nie puknie od wielkiej subtelności (jako ona bańka wydęta, im się barziej śklni, tym jest cieńsza i bliższa zginienia), gdzieby, mówię, wiek nasz i eksperiencją starszym będąc dwiema tysięcy lat, (a dies diem docet, i biedna pernoctata siła ma przed wczorajszym), i nową niebieską nauką wsparty miał utroque excellere: cnotą naprzód, wiedząc, że i na tym świecie równą z pogany dawnymi sławę, która post funera vivit, i na onym przyszłym (czego nie słychało pogaństwo) żywot wiecznie szczęśliwy pewną mieć będzie odpłatą, nauką zaś, która za czasem rośnie (bo assiduo addiscentes ad senium pervenimus, mielibyśmy celować młodszy świat. Ale że za nim w obojgu tym mydło wozimy!

Czyli to szatan, za odjęciem sobie przez Chrystusa Pana tamtego świata, pilniej około nas i zguby naszej chodzi? W czym się my postrzec nie możemy, ale indormimus vitiis saeculi nostri, jako na miękkiej rozwalając się w nałogach grzechów naszych poduszcze (bo u poganów tak była rigida na wszytkie grzechy animadwersja, jako nigdy u nas chrześcijan, i owszem nam się to w zwyczaj obróciło, co u nich capitale było i dlatego dobrze Seneka; nullus remedio locus, ubi quae fuerant vitia, iam mores sunt). Jeden tylko najmniejszy na przykład wezmę taniec. Tak to było infame człowiekowi statecznemu tańcować u Rzymian, jako u nas ukraść co komu (aczci w Polszcze ujdzie, kędy małych złodziejków wieszają, a wielkim płacą i kłaniają się). Pisze Ludovicus Vives, że się przydało viro consulari, na administracji w prowincji pewnej będącemu, gdzieś podczas dobrej myśli tańcować. Skoro się tego dowiedziano w Rzymie, tak male rzecz ona habuit senatum, że nie tylko go z prowincji zaraz rewokowano, ale mu causam criminalem instytuowano, sprawować się kazano, ale że żaden z jurystów Iam perditae rei patrocinari nie chciał, musiał za ich radą constantissime negare crimen. Więc jako się tam wszelaką brzydzono płochością, tak zaś cnoty, i najmniejsze, wielką cenę i estymę miały. Piękna rzecz była wdowie drugi raz nie chodzić za mąż, praelataque est Pollionis fina non aliam ob causam quam quod mater eius in eodem coniugio manebat. Tenże autor pisze: apud Erulos adeo secundo matrimonio non locus, ut uxor ad sepulchrum mariti statim se laqueo indueret, nisi invisa et infamis vivere mallet. Aleć by o tym osobne księgi napisać trzeba, jako we większej daleko u starodawnych zostawały obserwancji cnoty, niżeli u nas, których zbawienna oświeciła nauka.

Czyli w tamtych wiekach świat już był dojźrzał i w swojej stanął doskonałości? Bo jeśli wedle zgadzających się profecyj sześć tysięcy lat ma stać structura huius universi, toć dwa tysiąca rość, aże do czasów Abrahamowych i podania zakonu bożego; dwa tysiąca w perfekcji i sile aże do narodzenia Zbawiciela naszego; dwa tysiąca ad senectam i końcowi swemu. Wielkie podobieństwo, że tak jest: bo sam Chrystus Pan powiada, że na schyłku i dokończeniu świata przyszedł z nieba dla odkupienia ludzkiego; już był świat we trzech albo czterech tysięcy lat od stworzenia swojego w najdoźralszej stanął doskonałości cnót i dowcipów ludzkich, zbawienną o Bogu wyjąwszy naukę; w ten czas to był on wiek złoty, kiedy Saturnus, od Jowisza wygnany z nieba, z ludźmi mieszkał na ziemi, kiedy był pokój powszechny, a nieorana ziemia, o czym bają poetowie starzy, wszelakiego zboża rodziła obfitości Więc że naturaliter quod procedere non potest, recedit difficilisque in perfecto mora est, et ut primo ad consequendos quos priores ducimus, accendimur, ita ubi aut praeterire aut aequari eos posse desperavimus, studium cum spe senescit et quod assequi non potest, sequi desinit. Nie masz się przeto czemu dziwować, że lata nasze, wszytkie duchowne porzuciwszy ćwiczenia w nauce i w cnocie, świat ten przyrodzonym biegiem ziębnący i już dogorywający, zbytkami i rozpustami, lenistwem, opilstwem, ambicyją, obłudą, pychą, i ustawającą naturę w sobie sami krzeszą, czerstwią, budzą, równie jako w one ostatnie mięsopustu trzy dni przed następującym postem szaleją.

Jednak i teraz przecie znajdują się tacy, którym ut agere memoratu digna pronum, ita celeberrimus quisque ingenio, ad prodendam virtutis memoriam sine gratia, aut ambitione, bonae tantum conscientiae pretio ducitur, którym tak szablą, jako i piórem miło robić nieśmiertelnej pamięci dzieła. Naród nasz nieszczęśliwy, przyznam się, z tej miary, że mu tu wszytkie chrześcijańskie palmę biorą dynastie, bo te językami swoimi nie tylko historie i dzieje wieków swoich, ale diariusze z sowitym przydatkiem chwały i grzeczności, ale wszytkie a wszytkie stare greckie i łacińskie autory, a skoro im i tych nie stało, szczere fabuły i bajki ludziom próżnującym dla zabawy (jako Francuzi romansze) wielkimi tomami piszą.

A jeżeli który jako polski naród miałby co pisać o sobie? Bo i ciż sami cudzoziemcy, chociaż ich oczom officit nostra libertas, że jako chorzy z uprzykrzonego łóżka wzdychają widzący zdrowego acz simulant i łyczkiem kiełbasę z Ezopową nazywają liszką, nie mogą w piśmiech swoich opuścić Bolesławów, Zygmuntów, Kazimierzów i Władysławów naszych. Przyznał to Heinsius w pewnej oracji swojej, że in armis nascuntur Poloni, vera duri Martis, vera Bellonae propago. Meruit Zygmunt pierwszy a Paulo Jovio nobili historico poni inter tres heroas illos: Carolumquintum imperatorem, Franciscum primum Galliae regem et se ipsum, z takowym przydatkiem: hi nisi simul imperassent, singuli digni fuerunt, qui toti imperarent orbit. Aleć i teraźniejsze kłopoty i obroty nasze, prawda, że impari nec eo quern Veritas meretur affectu, siła cudzoziemców ale daleko od szczerości pisze. Podobno też odległość miejsca causanda a żadnemu towarowi tak nie szkodzą przenosiny i daleka droga, jako prawdzie.

Takżeśmy incuriosi nostri, takżeśmy incuriosi et posteritatis. Owszem, invidemus obojgu. Invidemus sobie, że cokolwiek krwią, pracą, utratą substancji ad posteritatem meruimus, kiedy tego na piśmie nikt nie poda, wieczną obliterabitur niepamięcią.

Vixere multi ante Agamemnona fortes...
Sed illachrymabiles urgentur,
Carent quia vote sacro.

Nie dosyć jest potomności zostawić szerokie włości, wsi i folwarki przestrone; nie dosyć pełną ścianę starożytością przykurzonych przodków swoich obrazów; nie dosyć po drzwiach malowane, po powietrznikach wybijane herby, wieczne ze krwie szlacheckiej urodzenia swego insygnia, jeżeli im na piśmie nie zostawimy tego, czymeśmy też sami w osobach naszych potwierdzili wielkich przodków swoich, to jest opera manuum nostrarum. Czyśmy tylko decoquere ante parta maiorum nati, sanguinis non virtutis haeredes? Equites! Niestojcie ono miłe rycerstwo, któremu biedne na zielonym koniu ciężą podkówki: a ono kiedyś ty wojny nie służył, w okazji jako żyw nie był, ale z domowego wywaliwszy się jaja, urosłeś i porosłeś jako cielę u kołka w domu — choćbyś ty swoje herby nie na ścienie, ale na czele prezentował, toś ty wyrodek i wychodek familji swojej, nie eques ale equus polonus. Takiemu przed laty nie tylko dygnitarzem być, nie tylko królewskiego chleba trzymać, ale mu się myślistwa chować, w żółtych botach, w jedwabiu nie godziło chodzić. O tempora, o mores! dwadzieścia dzisia starostw, najwyższe honory, a jeszcze wojskowe, trzyma drugi, rotmistrzem jest, jako żyw nie bywszy w obozie, Jakubowice wyjąwszy:

omnis enim res
Virtus, fama, decus, divina humanaque pulchris
Divitiis parent, quas qui construxerit, ille
Clarus erit, fortis, Justus, sapiensve etiam et rex
Et quicquid volet.

Invidemus posteritati, żeby przykład z przodków swoich brali bożej bojaźni, którą w obyczajach, w pobożnych fundacjach kościołów i klasztorów świętych, szpitalów szczodrobliwych, cnoty rycerskiej, którą nie domatim hucząc, ale rozprzestrzeniając granice ojczyste, częścią z pogaństwem, częścią z wiarołomnymi sąsiadami aperto wyświadczali caelo. Więc miłości przeciwko Panu, chociaż to rzadko libertas et dominatio conveniunt, a przecie to meruerant majores nostri axioma, że nikędy król polski, choć obcy rodem, bezpieczniej i miękcej wyspać się nie może, jako na łonie szlachcica polskiego. Precz stąd feralis ona turecka, gdzie tak wiele cesarzów uduszonych; precz niemiecka, gdzie in coelesti etiam alimento otrutych; precz Francja, kędy nożami skłutych królów, precz Anglia na ostatek, która katowską siekierą ściętego prezentuje pana, carnificina. Szczerości, chociaż im to częstokroć z obłudną Moskwą (czego dowodem elekcja Władysława królewicza naszego na carstwo, którego potem defuncti periculo odrzucili) i z wykrętnymi wadziła Niemcami (czego dowód Maksymilian nie dotrzymawszy za granicą wiary, którą się w dosyć uczynieniu podanych kondycyj w zamojskiem obowiązał więzieniu). Wszyscy ci privato commodo foedera et amicitias metiuntur. Przystojności albo decoris et honoris, czego przykład w wielkim Janie Zamojskim, kiedy wziął w boju dwóch wodzów szwedzkich, z których jeden był bękartem króla szwedzkiego Gustawa, zwał się Carolusinus. Więc dawszy tamtemu victricem ad osculum dexteram, Carolusinowi jej z okrutnym umknął afrontem, chociaż miał nad owym komendę, powiedajac: że się go bękart dotykać nie godzien. Wywodzili mu to różnymi racjami drudzy, że to nie bękart, ale filius naturalis, że to u wszytkich chrześcijańskich panów zwyczajna. Pervincit tych wszytkich nieprzełomaną statecznością hetman wspaniały i Carolusina do więzienia malborskiego cum gregariis odesłał. Drugie specimen staropolskiej przystojności w tegoż Zamojskiego do Grzegorza trzynastego liście, żeby nie licencjował Zygmunta trzeciego do małżeństwa z Konstancją Austriacką, siostrą Anny, pierwszej żony jego, rodzoną; pisze, że u nas Polaków etiam in equabus incestus abominabilis, nie tylko byśmy go w królu cierpieć mieli. Tych-ci to i tym podobnych cnót przykładów zazdrościmy potomkom naszym, kiedy je alto supprimimus silentio.

Invidemus Ojczyźnie naszej, kiedy królów pobożnych, wojennych, sprawiedliwych, dobrych et e contra, tamtych na zawdzięczenie cnoty i przychylności przeciwko narodowi naszemu, tych na zawstydzenie i przestrogę nasze perpetuo mergimus somnos. Pobożnych: jaki był Jagiełło, że dawniejszych nie wspomnię, czego świadkiem krwawa ona z Ulrykiem mistrzem krzyżackim potrzeba, do której nie wyszedł Jagiełło, chociaż już totis campis fulsere hostium signa, aże w namiecie swoim zaczętej nabożnie dosłuchał mszy świętej, a potem miasto jakiej do żołnierzów swoich exhorty, samże zaczął pieśń Wojciecha świętego do przeczystej Panny i Matki, i ta była hasłem, ta była fax et tuba do szczęśliwej wiktorii i wesołego tryumfu. Wojennych: jaki był Władysław Jagiełłowicz, który trzy razy poraziwszy Turków, że im czwarty raz nie dotrzymał rzeczonego miru, dał swoją i tak wielu chrześcijańskich krwią dokument ludzi, jako nie tylko chrześcijanom, ale ani poganom restricta mente et corde injurato przysięgać nie trzeba, jako tu żadne dyspensy i licencjowanie sumienia nie płaci, które na tę ekspedycją nieszczęśliwą przysłał był papież cunctanti Vladislao. Sprawiedliwych: jaki był Henryk, acz nie długo; pisze annalista, że na sejmie coronationis jego wakowała pieczęć, do której, jako bywa, barzo wiele ludzi przez rozmaite ubiegało się fakcje. Byli tam Karnkowscy, Ossolińscy, Kostkowie, którzy w tak rozerwanej elekcji między Ernestem Austriackim, Janem królem szwedzkim ojcem Zygmunta trzeciego (bo ten jeszcze w powiciu był), i carem moskiewskim, z których każdy wielkie miał seguito swoję, królem go evicerunt; byli tam Konarscy, Łascy, Tomiccy, Kryscy, Górkowie, Odolanowscy, którzy go ze Francji przyprowadzili, et multi alii, łaskę jego variis obsequiis dementi, wszyscy byli in spe gratiae Principis, którzy gdy czas przyszedł deklaracji, conticuere omnes intentique ora tenebant, versando annulum in digitis zawołał głosem: Monsieur Wolski! ale ten najmniej się nie spodziewając pieczęci, ledwo się per confertas krzesła pańskiego docisnąwszy catervas, ultra suam et omnium expectationem odebrał pierścień on, tanti honoris insigne, z ręku królewskich. Uważył to mądry pan, że kiedy by go był któremu z tych, którzy aliquo suo merito praesumebant łaskę jego, konferował, wpadłby był w podobieństwo, że non eodem omnes prosequitur affectu; dałby dissensioni okazyją inter cives. Wolał się zaraz explicare in primordiis panowania swego, że mu nie trzeba parare necessitudines, że nie chce być nikomu ni za co obligates, żeby wszytkim podchlebcom i zausznikom dał po uchu, ale kto czego godzien, kto się zasłuży ojczyźnie, ten się niechaj spodziewa. Nie umiał się w tym Stefan Batory rozgarnąć, ale Zborowskim, którzy go byli primario na tron wsadzili polski, jawnie acceptum referebat beneficium, zapomniawszy, że omnis virtus ale też i gratitudo requirit modum, i tak się też byli weń wpaśli, że nie mógł nikomu nic dać, czego by im summa cum invidia nie odmówił. Rupta potem in aperium evasit amicitia odium, która im była większa, tym potem cięższa królowi: bo ich w honory i bogactwa spanoszywszy, sam sobie bicz nagotował. Non pro mentis ale debito jure ambiebant omnia na się i clientelas suas. albo jeśli co komu król invitis illis konferował, to gniewy, to sapy, to tradukcje majestatu, eksprobracje, to postrachy, częścią ex se, częścią wymyślone, ut fit, żeby to król w nich firmaret potentiam a przez nich precario dominaretur: oto na tym sejmiku to mówiono, na tym to, to pisano, to podrzucono; i długo był król w tej niewoli, aże na ostatek musiał im wysadzić emula Zamojskiego Jana, i krwią się to non sine totius Reipublicae mola oblało, który concussisset całą Koronę, kiedy by śmierć królewska non occupasset. Niechajby sobie wszyscy królowie, ale polscy primario (bo ich summa regiminis in distributiva justitia zawisnęła), głęboko ono napisali oraculum: praeficere officiis et administralionibus non peccaturos potius quam damnare cum peccassent (co się przydało za naszego Kazimierza Radziejowskiemu); żadnych więcej do boku swojego sług i konsyliarzów nie przysposabiać non tam capaces, quam nihil desiderantes, albowiem nullus illum amat, qui semper da mihi clamat. Więc jako był pobożny Jagiełło, wojenny syn jego Władysław sprawiedliwy i mądry Henryk, tak był dobry i szczęśliwy Zygmunt pierwszy, Zygmunt August i Władysław czwarty, nisi eius bellicae gloriae incuria, luxuriae, zbuntowanie kozaków fatale civilis belli incendium effecisset: bo Kazimierz pacis studiosissimus eoque bellandi ignarus, in bellis tamen infaustis vilam multiformi consumpsit fortuna

Jeśli która rzeczpospolita chrześcijańska jako nasza Polska rozmaitym mieszaninom w elekcjach, niebezpieczeństwom w interregnach, kłopotom z nowymi a obcymi pany podległa, którym tak się dobrowolnie subicimus sami, żeby się oni wprzódy prawom i obyczajom poddawali naszym. Wiedzą myśliwcy, że trudniejszy daleko do unoszenia dziwak albo złowek, który się bujać i sobie nauczył gonić, aniżeli młodzik w kojcu ochrostany jastrząb; tak i nam obcy pan nawykszy in absolutis dominiis: sic voto sic jubeo, stet pro ratione voluntas, nie rychło się da obrochmanić, i chociaż go rozlicznymi pętamy obowiązkami i przysięgami, coraz się porywa z ręku, coraz do przyrodzonych ciągnie się afektów, coraz z berła na drzewo: bo jako wilka tak i ptaka natura ciągnie do lasa. I nigdy nam się exoticum nie nadawało dominium, kiedykolwiek synów królów, panów naszych, sanguine et moribus, krojem i strojem nobis simillimos do elekcji nie stawało; jednego tylko Piasta po Leszkach i Popielach zeszłych, od którego brzeskie i legnickie ród swój prowadzą książęta, i to był terrigena, a drugiego Jagiełłą wyjąwszy, którzy obadwa divinitus obrani i na tron polski wysadzeni byli: tamten jako pie credimus temu, co nam in monumentis veneranda podała antiquitas że olio et fare onej Sareptańskiej niewiasty, mięsem i miodem, który rósł w uściech i w rękach tamtych elektorów; ten, żeby Pan Bóg przezeń naród on gruby litewski, w pogańskich pogrążony zabobonach, do świętej katolickiej przyprowadził wiary. Okrom mówię tych dwu:

Nescio qua natale solum dulcedine cunctos
Ducit et immemores non sinit esse sui.

Obraliśmy Ludwika Węgierskiego, skoro nam w Kazimierzu Wielkim Piastowej linii nie stało, aż nam Sanok, Przemyśl, Halicz i Kamieniec Podolski do Węgier odcina, aż i sam obrzydziwszy sobie circumscriptum regimen», zostawiwszy Polakom zrzędną panią matkę swroję, książęciu Władysławowi Opolskiemu oddzieliwszy cum titulo principis wszytkie prowincje ruskie, odjeżdża na rezydencją do Budzynia i przywiódł też Polaków do takiej rezolucji, która go potem reflektowała, której Gołogóry perenne stoją monumentum.

Obraliśmy Henryka francuskiego, co się mu już przydało, mądrego i sprawiedliwego pana, ale długoż tej uciechy? Albowiem czwartego po inauguracji swojej na królestwo polskie miesiąca, roku zbawiennego w nocy z kilką tylko Francuzów uciekł z Krakowa, skoro go doszła wiadomość śmierci Karola, króla francuskiego, brata jego: wolał się do tamtej pobierać sukcesji, kędy to bez ekscepcyj, bez cyrkumskrypcyj, królowi rozkazować wolno; kędy mu nie rzeką: nie pozwalam, wolno mu się zwadzić, z kim chce; wolno podatki rozkazać, jakie chce; wolno książęciu nieosądzonemu, dopieroż szlachcicowi szyję uciąć, do więzienia wrzucić, dobra wziąć, nullus arguet, chyba jako się i temu jego sukcessorowi stało, nożem go jako wieprza zakolą. Po którego zbieżeniu, że nam już Jagiełłowskiej w Zygmuncie Auguście linii nie stało, obraliśmy Stefana siedmigrodzkiego.

Tłucz węgrzyna w możdżerzu, czyń ty co chcesz jemu,
Przecie on będzie czosnkiem śmierdział po staremu!

Tego mu trudno ująć, że był pan wojenny, szczęśliwy, doznała Moskwa zwyciężnej jego nad sobą prawice; ta też była przyczyną przez całe dziesięć lat królowania jego, że pod inszym trionem, co intendebat animo, nie mógł wsławić imienia swojego; ale cóż po tem, kiedy i sławę, i pożytki onych wiktoryj moskiewskich, chociaż krwią polską nabytych, Batorym swoim, Bekieszom, Burnomissom, Felodom przypisował; toć Chmieleckiego, że porzucił buławę w Moskwie, to i wielu inszych od niego odstrychnęło, i nie bez przyczyny napisano o nim po śmierci: nonnullis autoritate sua jam gravis, libertati Polonae, certe si provixisset, periculosus fore visus est.

Obraliśmy po nim Zygmunta szwedzkiego, skoro nam miecza nie stało, po kądzieli i po iskrach prawie macając krwie Jagiełłowskiej, że go Katarzyna, Polka, siostra Zygmunta Augusta rodziła. Dziwna rzecz, żeśmy żadnej nie mieli elekcji, w którą by się panowie Austryjacy nie interesowali, a nie tylko prośbą, co wszytkim wolno, ale też i groźbą, czym samym odwracali serca ludzkie od siebie; bo każdemu formidabilis vicina potentia; każdy sobie pomyśli! z oną Ezopową liszką, co do lwa mówiła: omnia vestigia versum te spectantia video, nulla retrorsum. Konkurował ze Stefanem Maksymilian wtóry cesarz, i, by go była śmierć nie zaskoczyła, pewnie by był co wichrzył, i nierychło uspokoił Stefan po koronie adversae factionis fomenta. Konkurował z Henrykiem Ernestus Austriacus, który mszcząc się na Polakach upośledzenia swojego jadących przez ziemię niemiecką po króla do Francji, wielu porozbijać, wielu do więzienia pobrać rozkazał. Konkurował z Zygmuntem Maksymilian arcyksiążę i już szturmował do Krakowa, aleć go Pan Bóg skarał przez Jana Zamojskiego, u którego w Krasnymstawie tak głupiej porywczości swojej dwuletnim przypłacił więzieniem.

Do Zygmunta wracając, w którym się rzetelnie ona staropolską ziściła przypowieść: «póki świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem», — azaż jego najpierwsze exordia dominationis: nienaprawione obyczaje; konwersacje z ludźmi swego, dalekiego od polskiego humoru narodu, niekrólewskie piły i kręgli zabawy, od których go ani intimae admissionis senatorowie dehortari nie mogli; odmiana dworu z polskiego na niemiecki; za onych harcerzów, których czterysta Stefan z synów koronnych ut corpore, animi sic viribus fortes et virtute viros przy boku swoim ozdobą w pokoju, prawą ręką w boju chował i kochał, dragarów, alabartników wprowadzenie; ze dwiema siostrami austriackimi sine consensu Reipublicae po świeżym zwłaszcza afroncie Maksymilianowskim ożenienie; azaż krew polska, którą chciał vindicare (i vindicasse, gdyby go non retrovertisset fortuna, et consilia ineluctabilis vis fatorum corrupisset) królestwo szwedzkie, dziedzictwo swoje, które mu stryj jego Carolus Sudermaniae wydarł i nie tylko nie wrócił, aleśmy mu je jeszcze naszymi własnymi Inflantami i Estonią wyposażyć musieli. Piękna wdzięczność zaprawdę na tamtej wojnie potkała Zbigniewa Sarnowskiego, com czytał w manuskrypcie dziada mojego, który ściąwszy na harcu szwedzkiego kapitana, wetkniony łeb jego na pałaszu rzucił królowi pod nogi: «Tak padną, Panie mój, wszyscy nieprzyjaciele twoi! A król co? Czy rzucił juki złota z Aleksandrem? Czy wieniec tego metalu z Juliuszem? Czy sto par wołów ze Scypionem? Czy podziękował? Czy obiecał? «Nie wszystkicheście Szwedów zwojowali, możecie tak barzo nie wykrzykać! Azaż ono detestabile scriptum, na sejmie potem inquisitionis tą ręką, która je pisała, zdrapane publice za instancyą tegoż Zamojskiego Jana, kanclerza i hetmana koronnego, gdzie się już była Rzeczpospolita in regalistas et cancellaristas roztrząsnęła seu rozerznęła, kędy in casu improlitatis suae Ernestowi austriackiemu, szwagrowi swemu, legował koronę polską, Litwę i Prusy do swojej przyłączał Szwecji. Azaż ona całej Polski civili sanguine inundatio, którą sowicie vindicavimus w Kazimierzu, za ono jego paradoxum: wolę psa niemieckiego widzieć, aniżeli szlachcica polskiego nad pludrami! Cóż mówi Revalia, gdzie się z ojcem Janem królem szwedzkim zjechawszy i kilka dni popieściwszy, chciał jako Henryk od nas uciec, by go byli senatorowie ze łzami nie uprosili, za co im potem nie dziękował Zamojski. Azaż tak wiele zacnej, zasłużonej, rodowitej szlachty upośledzonych w swoich i przodków swoich meritis, kiedy im należyty chleb, honor i dostojeństwo Szwedzi, Niemcy, Francuzi brali — nie poświadczy mi tego, że nigdy Polacy gloriosius na cały świat bello et pace nie słynęli, jako kiedy ich Polak rządził? Facilius est errare naturam, quam ut dissimilem sui princeps possit formare Rempublicam. Dobrze Boter o Polakach: że jakiegokolwiek króla mają, zaraz jego induunt naturam. Jeśli kędy jako u nas ma miejsce:

. . . . . . . . . . . . . . componitur orbis
Regis ad exemplum, nec sic inftectere sensus
Humanos edicta ualent quam vita regentis.

Czego przykładów wyliczać nie mój propozyt, bo i to, co piszę, wszytko extra sphaeram; namienić tylko chciałem w mojej WMMPanu dedykacji, jako injuriamus ojczyznę naszą, zaniedbywając i godnych i potrzebnych spraw wieków naszych porrigere posteritati, a mianowicie quanti constitit Polakom, i mową, co tłumacza zawsze do Warszawy wozić potrzeba, i strojem i całą naturą, afektem na ostatek nie wrodzonym ale przyniewolonym ku ojczyźnie swojej, alienigenam po świecie szukać i obierać pana. Ta, ta sama chocimska ekspedycja może nam otworzyć oczy. Utrata Wołoch, Inflant, Estonii, juris regii in ducali Prussia, Zadnieprza, jużci była i Ukraina nasmarowała, niechaj będzie zwierciadłem i hieroglifikiem kaczki onej, która kurczęta, Niemców, którzy Polaków wodzili.

Quod mens augurat et opto, że za teraźniejszą, jako Piastową i Jagiełłową divinitus ordynowaną i odprawioną szczęśliwą Króla IMCi Pana naszego miłościwego elekcją, kość z kości, krew ze krwie polskiej, (a fortes creantur fortibus, nec imbellem feroces progener ant aquilae columbam) orzeł orłom rozkazować będzie, szczęśliwa rzeczynaszych nastąpi rewolucja, kiedy miserias nostri maximas orbis parens niemieckie żołny, francuskie papugi, węgierskie kruki, szwedzkie rozegnawszy sępy in proprio posuit sua sidera coelo, kiedy wielkiego onego zelatora gloriae et libertatis Polonae, Jana Zamojskiego nepos, nieporównanego Hektora i obrońcę całości ojczyzny swojej Jeremiego Wiśniowieckiego, książęcia z książąt (a w Polszcze tytuły acta heroica seqiiiintiir), który jako z nieprzyjacielem koronnym ręką i szablą, tak virtute et constantia cum invidia domi certabat, in castris genitus, patriis nutritus in armis filius, armipotenti dextera patrios avitosque consummabit honores i co dotąd na tysiąc zacnej jego parentele dzieliło się domów, dziś na wieczną narodu polskiego sławę, w jeden jakoby kościół, osobę Króla pana naszego zebrane assurget.

Tempus erit — nec enim me fallunt omina, quando
Hunc saevi ferventis in medio turbine belli
Conversae fugient acies, hostilia quando
Obvia quaeque metet infesto corpora ferro.
Tempus erit, quando hunc rerum nuntia fama
Praestantem animo et meritis ingentibus auctum
Deferet extremis alis plaudentibus oris.
Vos tantum, superi, placidam concedite vitam,
Atque suo semper vernantem flore juventam,
Quod illi stabili jam spondent numine Parcae,
Ut seri quondam discant teneantque nepotes,
Et sua perpeluis tradantur nomina chartis.

Jużci nam tanti spes affulsit voti w mądrości, w dobrotliwości Pańskiej, które są in principis virtutes regnatrices corde, kiedy to turbidum w ojczyźnie naszej chaos, tę fatalem dissidiorum, diffidentiae, discordiae civilis procellam sedare in pectoribus hominum sua mansuetudine umiał. Zwyczajnyć to jest noviluniorum paroksyzm, zwyczajna nastawających na sferę swoje księżyców afekcja: wichry, grzmoty, niepogody, psoty i różne na powietrzu burze; każdy miesiąc schodzącego antecessora swego upijać musi relikwij. Co jeśli przyrodzonym biegiem na niebie się dzieje, czemuż się na ziemi dziwować, jeśli po wszytkich i pogańskich, i chrześcijańskich świata tego nacjach, czemuż i nie w Polszcze, która imo praxim wszytkich narodów pana sobie obiera, gdzie się nie rodzą, ale stawają królowie, ani zaraz król z koroną, ani spiritualis cum saeculari, ani equestris cum senatorio ordo, ani sibi cohaerent wszytkie trzy. Licentiata libertas, impunis licentia, non in foro fides, non in pectoribus confidentia, seditio campo, curia discordia, non magistratui autoritas, non senatui majestas, non judiciis gravitas, malefaciendi omnibus aut data potestas, aut imposita necessitas, nec honorantur virtutes, nec puniuntur flagitia, timet humilis potentem, non suspicit, contemnit, non antecedit humillorem potentior, ani pokoju, a dopieroż, jako to u nas było, ani pieniędzy, ani kredytu, non ducibus potestas, non militi obsequium, qui quamvis alacer sed tamen imperia ducum interpretari quam exequi mavult, non agris securitas, non aris reverentia, non diis cultus. Summa summarum pełno zawsze nienawiści, niezgody, tradukcyj, paskwilów, plotek, które jako vulgantur callide tak creduntur temere, a jako u Rzymianów bywało: quibus deerat inimicus, per amicos opprimebature. Teć są owoce interregnorum, te nowe, które po nich następują, witają specjały berła.

Takać i na Ojczyznę nasze padła była tempestas, kiedy nam powtóre fatalis królom polskim Francja (bo i Henryk tam nożem zakłóty i Kazimierz tot vicissitudinibus lassatam podobno vitam, cum fortuna deseret), viduavit koronę, orbauit Ojczyznę naszę; kiedy Król JMC pan nasz coelitus centum miltium w okamgnieniu prawie adunatis hominum sensibus zawołany królem et jam jam vincentibus naufraganti patriae subuenit undis, kiedy już nie Węgrzyn, nie Francuz, nie Szwed, ale Polak, którego imię sonat anagrammatice: Jam Lech, którym fundował polskie w przestronej Sarmacji imię, ja spustoszone osiadłości, dziedzictwa białego orła, odarte i obnażone z dawnej sławy, tytuły jego zdeptane, provoluta tanto sanguine przez dwanaście wieków jego parta decorapraemia virtuti restituam, cultores agris, altaria templis et pristinum koronie mojej reponam nitorem

Precz Szwedzi i Francuzi, precz Niemcy i Węgrzy:
Bo sobie dziś Polacy postąpili mędrzéj.
Jam Lech! mnie tu przed wami królować należy;
Żaden mnie do korony pewnie nie ubieży.
Niech inszym do niej złotem gościniec zagwoździ,
Komu Bóg nie naznaczył, w zawodzie opożdzi.
A komu chce na skronie wdziać koronę złotą,
Chociaż o niej nie myśli, wyścignie piechotą.
Niespodziana Polaków potkała pociecha:
W tysiąc sto siedmdziesiąt lat znowu mają Lecha!

Tegoć-to, tego króla na tron polski inwestyturę przed siedmnastą wieków w Klaudyuszu prorokował Tacitus: Quanto plura recentium sive veterum revolvo, tanto magis ludibrio rerum mortalium cunctis in negotiis obversantur, quippe fama, spe, veneratione, largitione multi destinabantur imperio, futurum principem fortuna in occulto tenebat Którego jako prędko dominationis primitias furibundi odważyli się civilibus discordiis incessere Eoli, tak on je wszytkie clementiae, prudentiae, majestatis, jakoby Neptunowego trójzębu jednym uspokoił zamachem, optimo genere veniae z Juliuszem Cesarzem nescire, quae quisque peccasset. Któremu kiedy po ostatnim onym z Pompejuszem tryumfie przyniesiono okrutnie wielki pakiet z jego obozu do Rzymu pisanych listów, z których mógł wszytkich żołnierzów swoich, a nawet i przyjaciół przeciwko sobie snadno dociec afektu — nie jednemu tam pod kolany zadrżało i już się conscii, jedni w nogi, drudzy wymawiać i wykręcać, inszy się przeć, inszy przepraszać gotowali — kiedy je w nałożony ogień wrzucić i spalić rozkazał.

A Król pan nasz miłościwy wszytko, cokolwiek jego pańskich dochodziło uszu, w jedno generalnej amnistyjej zawinąwszy brzemię, pogrążył w oceanie łaskawości swojej, na wieczny przykład (że nihil gloriosius principe impune laeso) klemencji, na wieczny excelsi animi, którego proprium est non sentire (sic immanis fera ad latratum canum lenta respexit), pamiętając na to, że in delationibus aures praebeas, non etiam fidem, nam quis innocens erit, si accusasse sufficiet? Nadzieja tedy w Bogu et in aequanimitate principis, któremu praecipua rerum ad famam dirigenda; któremu, chociażby miał na szparze fortunę, prospera sui memoria insatiabiliter paranda, że chociażby znowu ta hydra lernejska, ta regnorum lues, ci nieszczęśliwi Eoli wichrzyć chcieli, rychlej się im zazdrościwą ambicją nadęte spukają miechy, niżeli pomieszają spokojne ojczyzny naszej klima.

Ci-to, ci, którzy non sua, sed principis meliuntur fortuna; ci, którzy animo perfido et subdolo avaritiam et libidinem occultant, ex ancipiti temporum mutatione pendentes, tamquam cum fortuna fidem stare oporteat, albo się nie wyznaczyli w przeszłych ojczyzny naszej rewolucjach? Ci to, którzy desperatos in quieta Republica honores in turbido posse assequi arbitrantur; ci, których profligata in pace fides, rebus turbidis alacres, per incerta tutissimi (bo viro esurienti necesse est furari); ci, którzy aliud stantes, aliud sedentes, utroque pede claudi, quibus nec ara nec virtus, religio ad ostentationem, oratio magnifica sed fide careas, hos ama tanquam osurus; ci, którzy odio praesentium suis quoque periculis laetantur, którym neque boni intellectus neque cura mali, sed mercede aluntur ministri sceleribus, privatimque degeneres, in publicum exitiosi; kiedy cnotliwi in acie, oni in culina; którym nulla ex honesto spes, etiam publica mala singulis in occasionem gratiae trahuntur; ci to, z których alii sacerdotia et consulatus ut spolia adepti, procurationes et interiorem potentiam alii, odio et terrore omnia agunt; którzy proximam quamquam poenam, antequam poeniteret, ultum properant; ci, co recentem aliorum felicitatem aegris introspiciunt oculis; którzy largiuntur privatim, ut avidius de publico consumant; którym invidia in occulto, adulatio in aperto est; którzy ubi primi esse possent, soli volunt; qui nunquam recte fecerunt, ut facere viderentur, sed quia aliter facere non potuerunt; którycheśmy się świeżo na szczęśliwej Króla pana naszego napatrzyli elekcji, kiedy wziąwszy na kreskę swoje od księcia JMci Lotaryńskiego, kiedy ją musieli (przemówiwszy z oślicą Balaamową) dać księciu P. Michałowi Wiśniowieckiemu, nie mogą się teraz swojej przeciwko niemu wychwalić propensji, ci bilingues, haec illave, prout invaluissent, defensuri Prothei!

Kiedy Augustus cesarz po szczęśliwej ad Actiacum wiktorii fugatis aemulis z tryumfem wjeżdżał na państwo rzymskie, co żywo, jako pospolicie bywa in nova felicitate, z Rzymu przeciwko niemu cum applausu wychodziło: ci z upominkami, drudzy z panegirykami; ubique adulatorum uberrima messis. Szwiec jeden, nim się ta burza między Augustem i Antonim, jego emulem, skończyła, nauczył dwu kruków mówić, jednego: Salve Auguste victor et imperator! a drugiego: Salve Antoni victor et imperator!, nie mogąc zgadnąć, którego tak z nich witać będzie potrzeba, bo wszytkie rzeczy ludzkich skutki, ale wojen najbardziej, w boskiej dyspozycji i in arcano fatorum sinu zawisły. Kiedy tedy August wjeżdżał, wziął też szwiec on swojego kruka, który u niego na ręce wołał: Salve victor, imperator Auguste! Ucieszony cesarz takowym witaniem, kazał szewcowi dać dziesięć tysięcy we złocie za onego kruka. Drugi szwiec, który, u jednego warsztatu boty szyjąc z owym i pomagając mu tych kruków uczyć śpiewać, zazdrościł towarzyszowi, a zwłaszcza że mu też nie chciał udzielić łaski onej cesarskiej, poszedł tedy do Augusta i powiedział, że towarzysz jego ma i drugiego kruka, który lepiej jeszcze umie śpiewać, aniżeli ten; tedy na prośbę jego posłał po niego August. Aż mój kruk: Salve Antoni victor, et imperator! Śmiał się cesarz z dowcipnego szewca i kazał mu się podzielić z towarzyszem munsztułukiem. Ledwo bym nie przysiągł, żeby się było daleko więcej takich szewców u nas w Polszcze znalazło, gdyby był kto z nich na elekcji przeszłej gotowe wytrząsnął Niemcom i Francuzom napisane panegiryki.

Ale do przedsięwziętej powracając rzeczy, sub Sigismundo, Vladislao, Casimiro unius familiae quasi haereditas fuimus, loco libertatis erit, quando eligere coepimns. A tuć wszytkim historiografom przestrone otwiera się pole, quo numine laeso do tak żałosnej szarpaniny przyszła Ojczyzna nasza. Suum cuique decus postenrits rependat, bo to jest praecipuum annalium munus, ne virtutes sileantur, utque pravis dictis factisqne ex posteritate, ex infamia metus sit. Wróciła się do nas w lat ośmdziesiąt rzadka ona szczęśliwość czasów, ubi sentire, quam velis, et quae sentios, exprimere licet, a o piętnastu lat przed półtora tysięcy napisano: grande mortalis aevi spatium, pauci non modo aliorum, sed nostri etiam superstites sumus, exemptis e medio vitae tot annis, quibus jnuvenes ad senectutem, senes ad limina mortis per silentium venimus. Wróciła, mówię, do nas, tanto postliminio ona staropolska swoboda, non extraneis vitiata fucis, i szerokie otworzyła wrota sarmackiej Mnemozyny córom: z swoją się rachować przygodą i tot dispendiorum ojczyzny swojej naufragas legere tabulas. Quod fuit durum pati, meminisse dulce est.

Aczkolwiek i pamiątka zamorskich zginęła królów, że rzekę bezpiecznie, jedne wyjąwszy chocimską ekspedycją: bo inglorios actus zamilczeć raczej, kiedy insuavis est poenitendae rei recordatio, nie masz nic godnego wiadomości czy przez niedbalstwo wieku naszego, subit inertiae dulcedo animos, et invisa primo desidia, postremo amator; czyli vergentibus patriae nostrae fatis. Dosyć niewiele rzeczy pamiątki godnych opisał był wierszem Samuel ze Skrzypny Twardowski: Żywot Władysława czwartego, Moskiewską i tę Chocimską (ale succincte barzo, jakoby in alio proposito occurrentem materiam) ekspedycyą. Alić ją zaraz summo cum dedecore narodu naszego, na sejmie warszawskim publico decreto na ofiarę Moskwicinowi spalono, i przewiódł to Kazimierz, choć jemu dedykowana była, na sobie, jakoby sam co gloriosius sprawił. Nie jednemu tu zaprawdę pióro wyleci z ręki, kiedy miasto nagrody i podziękowania ad rogum monumenta nostra damnantur. Ridere libet stultitiam eorum, qui praesenti potentia credunt extingui posse etiam sequentis aevi memoriam, bo i ta księga na świecie; ale choćby jej nie było, żyje jeszcze na poły między nami ludzi tych, którzy Władysława i moskiewskie pamiętają tryumfy, owo zgoła memoriam ipsam cum voce perdidissemus, si tam in nostra potestate esset oblivisci, quam tacere.

Transakcyi tedy wojny chocimskiej jedno przez lat ośmdziesiąt ab excessu divi Stephani, jakośmy z za morza przywieźli króla, memorandum facinus do rąk ludzkich podaję, które Bogu naprzód, a potem sprawnym hetmanom, na ostatek rycerstwu swemu winna przyznać Korona nasza i cokolwiek tam gloriae partum; królowi to, co omissum, kiedy ze stem tysięcy inkludując pospolite ruszenie siedział deses we Lwowie, choć mu pod nos Tatarowie na Podolu kurzyli; quantum praestitisset, gdyby był na przemorzone, zniewczasone i już zwątpiałe pogaństwo przybył do swoich, historia nauczy. Władysław jako wszedł w obóz, tak z łóżka nie wstał i razu, podobien owemu królowi, co go Węgrzy z sobą na wojnę w kolebce wozili. Domowych z Kozaki i z Tatary hałasów wspominać szkoda, za szwedzkie się wstydzić potrzeba. Węgrowie i Moskwa trochę nas ozdobią i to, kto uważy smoleńskie trzyletnie oblężenie, jako wiele okazyj rerum bene gerendarum zgubiło, nie masz się z czego chlubić, nie masz dla Boga, bo tandem succubuimus i nie tylko Smoleńsk nazad, ale Kijów, Pereasław i inszych niemało powiatów z całym nam odebrali Zadnieprzem, za to, żeśmy palili księgi owe Twardowskiego, o ich ekspedycjach napisane.

Nie wspomnię tu poborów dwuset, podymnych, łanowych, rogowych, pogłównych podatków, którymiśmy do żywego prawie ubóstwo złupili, które summo cum opprobrio gentis nostrae pastwiąc się nad nami, po dworach i wsiach szlacheckich jeżdżący, wolności polskiej urągający Niemcy extorquebant. Nie wspomnię pospolitych ruszenia, które tak już były spowszedniały, że nam jako na pańskie za leda huczkiem tatarskim w Ukrainie rozkazowano, i mogliśmy tak quaerulari, jako niegdy Macedoni przed swoim Aleksandrem:

Jam respice canos,
Invalidasque manus et inanes cerne lacertos!
Usus abit vitae, bellis consumpsimus aevum,
Ad mortem dimitte senes!

Nie wspomnię konwokacyj, sejmów, związków, konfederacyj, po kilkakroć na każdy rok, sejmików co miesiąc, rozbieżenia się stanów koronnych po świecie, jakie było niekiedy za Tamerlana pod czas Pudyka, domowych zaś krzywd, przesądzania, uciskania jednych drugich, zdrad, perduellium, którzy z posłów naszych stawali się nam nieprzyjacioły, i inszych cudów, które wyliczając osobne by potrzeba napisać księgi; będą jednak tacy, których hic labor juvabit. Teraz kiedy male cohaerens corpori suo caput, król Kazimierz (któremu nunquam respondebat fortuna, semper opinio, quamvis poenituisset, audere libebat), obieżawszy wszytkie stopnie żywota ludzkiego, a nikędy nie zagrzawszy miejsca, renunciavit i koronie naszej i tandem viso funere suo intelliget se mortuum esse, quid tunc homines timuerint, quae senatus trepidatio, quae populi confusio, quis regni metus, in quam ardo saliitis et exitii fuerimus confmio, neque mihi scribere vacat, neque si vacaret, possem; świadczą związki, konfederacje, przysięgi, którymiśmy się na wszytkie przeciwności uzbroili, żebyśmy commune periculum Concordia propulsare mogli, a jako żółw nie dba na muchy, w swojej zawarły skorupie, takąśmy się i my byli wzajemną zasklepili zgodą, żeśmy się ab extra od wszelakich impetycyj spodziewali immunitatem; aż vallus vitem decepit, aż oniż sami, którzy hunc nexum, hanc copulam kleili, widząc, że tarda sunt quae in commune consuluntur; privatam gratiam statim mereare, statim recipias, wypadli nam z tego sklepienia, pejerarunt i Bogu, i ludziom nie strzymali wiary. Zabrawszy od różnych konkurentów na swoje i nasze kreski, nundinabantur libertatem nostram, jedni Niemcom, drudzy Francuzom, winem zaswojone obiecując afekty szlacheckie: czego się cum irrisu napatrzyli cudzoziemcy, i przyznali, że nie u nich tylko panuje w sercach łakomstwo. O regnum venale, et si emptorem invenerit, brevi periturum, jako niekiedy o Rzymie mówił Jugurta! Napatrzyliśmy się i my a longe, cum irreparabili stanu szlacheckiego labe, kiedy jako złodzieje w targ uwijali się oni dopiero zelanci, którzy tak barzo promovebant jurament konfederacji dominum cum auro accipere parati, prostituendo venalem eloquentiam, in alto libertatis Polonae piraticam exercentes. Auri sacra fames, quo non mortalia pectora cogis! Ale chociażci sero molunt deorum molae, doczekamy się przecie, że tych akcypitrów, którzy dla pieniędzy wszytko susque deque poczytają, dogoni sprawiedliwa pomsta boża, nasycą się tak barzo pragnionego złota, i jużby się była bez pochyby ta compages frustatim roztrzęsła, kiedy by nowy Atlas non suffecisset oneri brachia tanto, że kiedyśmy jam jam labentis cum libertate Regni Poloni bali się ruiny, ani się zachwiało oboje.

Bo nieskończonej dobroci Bóg, którego to dzieło ustawające rady i zmysły ludzkie swoją sekundować siłą, któremu nie nowina nie z książęcego jako u nas domu, ale z pasterskiego królów wysadzać szałaszu: takim się Izrael w Saulu i w Dawidzie, z których tamten osły, ten owce u ojca swojego pasał; takim Cyncynnatem Rzymianie, o którym historyk: adeste qui omnia humana prae diuitiis spernitis, neque honori magno locum, neque virtuti putatis, nisi ut effuse affluant opes: spes unica populi Romani Cincinnatus, trans Tiberim quatuor jugerum colebat agellum, ibi a legatis seu fossam fodiens, seu cum araret, salute data redditaque invicem, rogatus, ut togatus senatus mandata audiret; admiratus, togam proferre e tugurio uxorem Raciliam iubet, qua simul absterso pulvere et sudore, togatus, dictator a gratulantibus consalutatur et in urbem vacatur; takim i naszy przodkowie w Przemysławie, w Leszku wtórym i w Piaście się szczycili. Saepe paupertas virtus fuit, in hac majores nostros apud aratra ipsa, mirantes decora sua, circumstetere lictores

Bóg, mówię, suffecit tanto oneri caput, Króla pana naszego, pod którego ramiony post tot tantasque procellas weselszej wyglądamy konstelacji, zwłaszcza kiedy już zaszedł niepogodny sierpień, który swoje pognoił snopy, a wrzesień nam szczęśliwej novae spes sementis, jugo scandit roseo medii fastigia coeli, niosąc znak, w obróconych na zachodnie antypody rogach praesentissimi solis. Jużci doma primores suorum consultare jubet: Annis, bellisque verendi, crinigeri sedere patres. Już w polu Mavortia signa rubescunt, Floribus et subitis animantur frondibus hastae.

Król tylko nad królmi i wieczny wszytkich rzeczy Sator protegat hunc statum, hanc pacem custodiat, a principi nostro, longissima statione mortali fundo (cum parente et conjuge carissima una, quas ut aeterna sociavit prudentia thoro, non separabit Olympo: quarum potentiam sentiet nemo, nisi aut periculo leuatus, aut honore elatus), destinet successores quam serissimos Takowym votum moje zamknąwszy sygnetem, znowu do WMMPana, od którego mnie occurrens calamo dotąd odwodzi materia, z moim powracam prezentem:

Tobie, mój drogi synu, daruję te karty:
Księgi miłe piśmiennym; myśliwemu charty;
W minucyjach gospodarz; gach się kocha w piórku;
Ksiądz w krzyżu; zeszły starzec w struganym kosturku;
Strzelec lubi rucznicę; znać po kości gracza;
Żołnierza broń i wojna, cny Lipski, wyznacza.
Wszytko to miał Ulisses w swym kramie nieznany,
Gdy szukał Achillesa do wojny z Trojany,
I poznał go po łuku, choć w panieńskiej weście:
Bo zwierciadła i wstęgi należą niewieście.
Więc i ty, coć sarmacka Melpomene niesie
Przez me ręce, chciej przyjąć, polski Achillesie!
Wielkość domu twojego, który wierzchem siąga
Hemu niedostępnego, ta po mnie wyciąga
I twoje własne w miłej ojczyźnie zasługi:
Boś pewnie nie zamącił naszej spólnej strugi,
Którąśmy długim pasmem, jako bieży z góry,
Jeszcze kiedy rozmierzał Lech tę ziemię sznury,
Kiedy Krakus, gdzie smocy żywo ludzi jedli,
Miasto swoje stołeczne zakładał, osiedli
Przy tej ścienie, gdzie nieba ostre Tatry bodą,
Gdzie nas winną Lyaeus podsyca jagodą.
Stąd jako orzeł z gniazda, koń Trojański z brzucha,
Odważne kawalery (nie ujźrysz piecucha),
Wysadza na theatrum koronnego świata,
A sława nieśmiertelna pod słońce wylata.
Tuć dawne Lipie leży, tu Laskowa w boku,
Tu Rupnów i Stadniki od tego Poloku
Cugiem idą; tu Wiśnicz sławnych niegdy Kmitów,
Skąd dom zawisł Potockich także Sreniawitów.
Mstów i Przyłęk tu leżą. . . . . .
Po ścianach malowane po[wietrzniki]. . . . . .
O jakoż ziemskich rzeczy. . . . . .
Prezentują starzałej dru. . . . . .
Tu wzgardzony Lubomierz: bo że się go liszą,
Hrabie się z Jarosławia i z Wiśnicza piszą.
Tym-ci traktem, na którym widzim i Pisary,
Kilkaset rodowitych domów szlachty staréj
Aż do Śląska się ciągnie, Kraków w ręce prawéj
Minąwszy; wszytkie herbem szczycąc się Śreniawy
I choć się dzisia w różne dziedzictwa rozsuły,
Zbywszy panów, dawne swe wsi dzierżą tytuły.
Miłość twoja przeciwko rodzicom swej żony
I we mnie budzi afekt chęci nieskończonéj,
Którym ci tę ofiarę — nie prę się, że chuda —
Pałę na znak wzajemnej miłości feuda.
Tu by mi wszytkich polskich królów kalalogi
Zliczyć trzeba od Lecha, który pierwszy progi
Sarmackie opanował, i ich wszytkie dzieła:
Jako suta Krakowa z Wandziną mogiła;
Skoro gacha, co do niej zbrojno dziewosłębi,
Skarze, odważnie w Wiślnej utopi się głębi.
Sześciu Leszków przebieżeć, piąci Bolesławów,
Dwu Popielów, Przemysła i trzech Mieczysławów,
Dwu z Piastem Semowitów, Wacława z Ludwikiem,
Czterech Kazimierzów, trzech Zygmuntów z Henrykiem
I Władysławów czterech, z którymi do sfory
Aleksander, Jan Olbracht i Stefan Batory.
Wszytkie by mi potrzeba okazje zliczyć,
Gdzie się zdało polskiemu Marsowi graniczyć,
Którego i dziś jeszcze pokazują stopy
Na wschód słońca, gdzie koniec pięknej Europy;
Na zachód, kędy jego dzielnością uparci
Krucygerzy na wieki i z imieniem starci;
Na południe Psie-pola, którym Krzywousty
Bolesław z trupów sprawił niemieckich zapusty.
Na północy, gdzie Moskwę wskroś żelazem gołem
Przeszedszy, nie oparł się aż pod Archangiołem!
Gdzie się kolwiek obrócił i szablą, i kulą,
Wszędy przezwiskiem polskim matki dzieci tulą.
Wszędy tam cni przodkowie twoi byli z Lipia;
Abowiem okazyji nigdy nie zasypia
Serce sławy pragnące; gdziekolwiek się wrota
Otworzą, wrodzona je prowadzi ochota.
Onić już swych krwawych prac, po chwalebnej śmierci,
W niebieskim skarbie liczą wysłużone czwierci,
I tam razów dla miłej podjętych ojczyzny
Przed wodzem wojsk angielskich prezentują blizny;
Z którym we czci żywotem nieśmiertelnym żyją,
Ssąc nektar i nad słodki cukier ambrozyją;
Przeto się ich z mizernej gąski nie śmie tykać
Piórko, nie śmie się wyżej ku słońcu pomykać,
Wiedząc, że mu nad ogień nic nie szkodzi bardziéj,
Czego przykład Ikarus, gdy ojcowską wzgardzi
Przestrogą, klejonymi gdy śmiałkuje pióry,
Ogorzał i spadł w morze Ikaryjskie z góry.
Dziad twój, którego imię i wizerunk żywy
W swej osobie piastujesz, o Janie szczęśliwy!
Jakie czynił odwagi i tu jakie po nim
Syn jego, a kochany ociec twój Hieronim,
Nie zamilczy ich muza swoją pieśnią, ani
Dokąd stoi świat niski, będą zapomniani;
Gdyż sława bohatyrska z ich czystymi ciały
W grobie się nie zawarła: będą wiekowały
Ich szczęśliwe urobki, póki rzeki w morze
Płyną, póki człek ziemię dla żywiołu orze,
Póki zima za latem, noc za dniem w kolei,
Póty ich stawać będzie w piersiach ludzkich dziei.
Będą je sobie późni przez ręce prawnucy
Podawać, psi zazdrością spasą się i krucy,
Nie oschną jej z gorzkich łez już wygniłe ślepie,
Blada jako mokły śledź, sucha, równa szczepie;
Bo jej odrastające sęp z Awernu płuca
W nieszczerym ścierwie targa i na dwór wyrzuca.
W takiej męce Tityus do skały przykuty.
Przebóg, dosyć ma zazdrość, zazdroszcząc pokuty!
Niezwykłym to uraża ludzkie uszy echem,
Żeby grzech był pokutą, a pokuta grzechem;
Niechże się tam już sama żwa, je, kłuje, kąsa,
Niech szczerą ssie truciznę z odartego wąsa.
Ale twojego domu starożyta cnota
Jako się mur miedziany drewnianego młota,
Ognia złoto prawdziwe, skała wiatru boi,
Lew psa, much zasklepiony żółw w skorupie swojéj,
Tak dba i ta na zazdrość: chociaż za nią cwałem
Stopa w stopę, jako cień, suwa się za ciałem
I rychlej kieł w swych piersiach jadowity zroni,
Niż zaszkodzi, chociaż ją do upaści goni.
Czas, który i na świecie i po śmierci płaci,
Odkryje wszytkich rzeczy ukryte postaci.
Kiedyż tedyż i z grobu, jeśli nie w żywocie,
Skrzywdzonej od zazdrości tryumfować cnocie,
Która chociaż na ziemi przegra (bo tym władnie
Fortuna), przecie zazdrość na koniec upadnie;
A. w ostatku do nieba rekurs, gdzie przed sędziem
Mądrym więcej fortunie kłaniać się nie będziem.
Tam bez farby przyznają, co należy komu,
Kto pochwały, kto godzien za swe złości sromu.
Pełno przykładów, że tych, którzy dobrym szkodzą,
Psi złe kości ze ścierwu na koniec ogłodzą.
I onych faworytów, którzy pańskie uszy
Posiedli, wlókł za nogi kat koło ratuszy.
Na cóż tu Plaucyjanów, Sejanów i owych
Wspominać Eutropich Arkadyjuszowych,
Wiecznej świata zarazy? I są, i bywali
W naszej Polszcze, co nad się cnotliwszych psowali,
Których mi się dla synów wymieniać nie godzi,
Choć ci nigdy sokoła sowa nie urodzi!
Na cóż mi, z drugą stronę, wyliczać tu starych
Kamillów, Scypionów, Narsetów, Belzarych,
Którzy, acz się zazdrości żyjąc nie oparli,
Wżdy ich imię wiekuje, choć dawno pomarli.
Przebóg: jeśli na wszytkie świata strony cztery,
Tedy w Polszcze o takie nie trudno martery!
Skorośmy też przejęli coś Machiawela.
Że jednego na przykład wymienię z tak wiela:
Ojca pana naszego, po którego zgonie
Posadził Bóg na złotym jego syna tronie.
Piękna cnoty zapłata, z ciężkim oczu bólem
Zazdrości: ociec — w niebie, syn — na ziemi królem!
Tak, tak myto cnotliwych z przydatkiem poścignie,
A zły się jako w chmurze błyskawica mignie!
Więc, mój drogi starosto, mając w przedzie dziady,
Gdyśmy na ten wiek padli, gdzie serce przykłady
Stwierdzać trzeba do cnoty, mając w herbie Strzemię,
Stój w nim i wytrzymaj złej inwidyi brzemię.
Masz trzech stryjów abrysy: Marsem także i ci
A rycerską w ojczyźnie cnotą znamienici.
Ta jedna w Polszcze płaci, bo wszyscy trzej razem
Dali się w polu z baszą obaczyć Abazem.
Widział ich twardy Smoleńsk, gdy pod jego mury
Gęste bojar moskiewskich rozbijali chmury.
Z których Andrzej, niezwykłej młodzieniec urody,
W samym szańcu moskiewskim dostał Wsiewołody,
Chłopa rzekłbyś, że obrzym, że wstał z martwych znowu
Polifem; wielce był król z takiego obłowu
Wesołym; już Szehiny, już gardzi Prozory,
Kiedy widzi tak mężne w swym wojsku Hektory;
Bo ledwie nie w godzinę, drugi Lipski Jerzy
Moskiewską mu pod nogi chorągiew rozszerzy,
A że łba przy niej kornet zbył, świadczyło drzewce
W rumianej uszargane z tuleją polewce.
Lecz to jeszcze nie za nas i ci to niech piszą,
Którzy z grobów sarmackich bohatyrów krzészą,
A sławę nieśmiertelną przez swoje papiéry
Dają światu, dźwięki jej mieszając w zefiry.
Tu mi Jerzego znowu, lecz nie z takim gustem,
Wspomnieć, łzą napoiwszy a nie inkaustem
Smutne pióro, przychodzi. Twój-to był stryjeczny,
Znać, że się Lipskim rodził, tak mężny, tak grzeczny!
Widział go wódz, widziało wojsko, widział i ja,
Gdy się spolna nad nami chorągiew rozwija;
Kiedy w śmierci trwalszego szukając żywota,
Gdziekolwiek szczęście do niej otworzyło wrota,
Żywym sercem rycerskim — bo pewnie nie musem —
Jako on Kokles rzymski z mężnym Kurcyjusem,
Z których tamten do Tybru, ten w pełną trucizny
Przepaść skoczył odważnie, dla miłej ojczyzny;
Jako trzech Decyjusów: dziad z wnukiem i z synem;
Z Scewolą, który rękę spalił przed kominem —
Z tymi i których tylko dawne liczą wieki,
Lubo drzewcem kozackie rozrywać pasieki,
Lubo miasta szturmem brać, lubo ich ostrowy,
Do wszytkiego ochoczy, na wszytko gotowy;
Dopieroż jeśli dala okazyja pole,
Nie tak mleko wężowi, nie tak miód mił pczole,
Nie tak upatrzonego chciwy łowiec kota
Lubi, jaka w nim była do harców ochota.
Komu dostać języka śród ordy, śród kosza,
Co mu kraść przyznawała ćwiczona Wołosza.
Jemu tylo z natury serce dało męstwa,
Że go żadna pogaństwa nie straszyła gęstwa!
Ze jako głodny orzeł między dropie wpada,
Grzywacza bierze jastrząb z największego stada,
Ksiądz bezpiecznie brakuje w polu cudze kopy,
Tak on brał z ich szeregów podobniejsze chłopy!
Świadczy Zbaraż, wieczysta cnoty polskiej próba,
Gdzie han krymski z Chmielnickim sprzysiągszy się oba
Niezliczonym garść naszych zastępem osuli,
Że z nieba tylko pomoc w takiej cieśni czuli,
Skąd im Bóg (bo prze zazdrość u króla kredytu
Nie miał) Wiśniowieckiego posłał dla zaszczytu.
Ten sam wojsku świat widzieć, ten dał we złe razy
Tak sromotnej ojczyźnie uchronić się zmazy;
Gdy rozpaczą i głodem na poły pomarli,
W tym jednym żyli i w tym jednym się oparli.
Niech się Sagunt nie równa i Ostenda z swojém
Oblężeniem, bo to met da pewnie oboim;
Tej morze, tamtego mur wyniesiony z cegły
Bronił; a naszych trzykroć sto tysięcy zbiegły
W szczerym polu dziesiątek, aże Bóg złe rady
Zawstydziwszy, sam wystąpił między one zwady.
Tam się Lipski wyznaczył sercem prawie żywym,
Z bliska szablą, z daleka, kiedy łukiem krzywym
Gdzie tylko lub kozaka lub ordyńca zoczył,
Hustem nieprzyjacielską posokę wytoczył,
I sam razów poczciwych ukazował piątna,
Czego mu zazdrość ująć nie może pokątna.
Batów go zjadł nieszczęsny, kędy bez przykładu
Do tak wściekłego przyszedł nieprzyjaciel jadu:
Nie z konia, nie przy broni, nie w bitwie, nie w szyku,
Ale więźniów niestotyż naszych rzezał w łyku!
O! jako krwie szlachetnej lało się tam wiele,
Że jej zażył Nuradyn na miejscu kąpiele,
Wziąwszy od Chmielnickiego sowite okupy,
Po brzuch konia ubroczył, tratujący trupy.
Tam kwiat wojska naszego ginie i z hetmany,
Jako od Hannibala Rzymianie pod Kanny,
Zgoła z kilku tysięcy kilkadziesiąt — i to
Siła-m rzekł — uszło przecie, których nie pobito.
Mógł ci i on ujść z tymi, lecz wolał mogiły
Podnieść, niżli poganom pokazować tyły!
O nierządzie szkarady! O niesprawo sroga!
Którą że dotąd stoim, bać się też dla Boga!
Byśmy nią nie zginęli, jako stara pieje
Przypowieść, z czego się świat nie od rzeczy śmieje.
Żyje Andrzej, brat jego, który tej rubieży
Szczęściem uszedł: bo gdy to, co matce należy
Od cnotliwego syna, oddamy jej w długu,
Wracamy się ziemianie do onego pługu,
Przy którym jest też miejsce poczciwszej zabawce,
Przyszłym czasom swej sławy gotować poprawce.
Aleć by mi tu pierwej papieru nie stało,
By się wszytkich żołnierzów z domu twego miało
Wyliczać, którzy i dziś trybem wielkich przodków
Robiąc na dobre imię, nie zbierają podków,
Dosyć mają zasłużyć, a głosem swobodnym,
Gdy drudzy biorą, wyrzec: i jam tego godnym!
Co dotąd przed dobrtmi chwytali legarci,
Leda kondys ci porwie, gdy obrócą charci
Wiem ja, że nie bez wstydu z strony to obojej
Tak w oczy chwalić, jako słuchać chwały swojej,
Aleć mnie miłość moja, ciebie niech odwstydzi
Prawda; gdyć to przyznaję, co świat w tobie widzi;
Chyba jeśli kto ślepy albo będzie głuchy
Lub domator: bo świata odsądzam piecuchy
Komu oczy cebulą zazdrość opaskudzi,
Słońca widzieć nie może, a ma widzieć ludzi?
Skoro z cieniów domowych wyszedłeś, najpierwéj
Udałeś się do dworu sarmackiej Minerwy,
Która, już to w Koronie wiek dochodzi trzeci,
Jako piersiami karmi swych patronów dzieci.
Gdzie kto się czemu święci, w takiej też doktrynie
Ćwiczy: szlachcic, byle się przedać po łacinie
Nie dał, byle rozumiał w kościele i w grodzie,
(Krzywda — cudzym językiem w swym mówić narodzie),
Byle umiał Tacyta zażyć z Cyceronem,
A Seneki do tego, dosyć jest uczonym.
Twa, Jagiełło, pamiątka, tyś w mieście stołecznym
Państw Lechowych ją stwierdził przywilejem wiecznym
Twój pegaz na Wawelu ten stok, który płynie
Na wszytek siódmy tryjon — gdzie polskie boginie
Z Apollinem mieszkają — swym kopytem kował,
I będzie z Helikońskim jednako wiekował.
Gdzie niedługo mieszkawrszy — na szczęściu w tej mierze
Należy; więcej za rok u tych dziewek bierze
Niżli za dziesięć drugi (nie kochają muzy
Takiego, co zmysł tępy i rozum ma guzy) —
Wyszedłeś i kochanych rodziców za nogi
Obłapiasz, którym żaden koszt nie był tak drogi,
Żebyś nim świat zwiedziwszy płynął i za morze,
A potem na królewskim zabawił się dworze.
Mierział cię dwór natenczas i nie bez przyczyny,
Pełen włoskiej, hiszpańskiej, niemieckiej faryny,
Zazdrości, ambicyi: a za rządem czepców
Najobfitsze jest żniwo płotków i pochlebców.
Do wojska cię Mars ciągnie, jako knieja zwierza,
Chocieś wzrostem i laty nie doszedł żołnierza,
Koń cię woła chodziwy i tarcz kuta w Lemnie.
Wsiadaj! Bo jako Tetys wymyśla daremnie
Z Achillesem, zaniosszy małego we śpiączki
Do Chirona, uchodząc trojańskiej mierziączki;
Już go w Styksie, nieboga, już w Kocycie kąpie
Dla rany, już go stroi w białogłowskie strząpie;
Darmo: bo kto do czego z natury się bierze,
Pewnie się nie zatai ani w fraucymerze.
Tak i ciebie, Janie mój! drogiej rodzicielki
Scedzone do ostatniej smutne łzy kropelki
Nie strzymają: że skoroć Bellona potuszy,
Jako orzeł, choć jeszcze nie dobrze zasuszy,
Lekkim ufa Eurom i z gniazda się puszcza,
Kiedy go bystra młodość do łowu poduszcza.
Tameś szedł, kędy na kieł wziąwszy Rusin gruby,
Zniosszy naszych kilkakroć, do tej przyszedł chluby,
Że się księstwem oderznąć od Korony śmiele
Odważył, panów miawszy za nieprzyjaciele;
Kędy chłop nałożony cepom, pługu, bronie,
Zwątpiwszy za niecnoty swoje o pardonie,
Do tej przyszedł rozpaczy, woli, niźli robić
Pługiem albo cepami, dać się śmierci dobić!
Najgorsza z takim wojna, który za swe zbrodnie
Żyć nie może, bić może: takiemu śmierć słodnie,
Taki na cudzy żywot tym bezpieczniej jedzie,
Gdy się przy swym jako kot opiera na ledzie.
Dobrześ, zacny starosto, rodzicom swym wróżył:
Boś się tam stokroć więcej królowi przysłużył
A ojczyźnie tysiąckroć, niż bawiąc się dworem;
Coć z wieczną sławą, z wiecznym przyznawał honorem,
On Potocki, szedziwem ozdobiony latem,
Przed panem męstwo twoje chwaląc i senatem.
Dopieroż kiedy nowa ze Szwecyi burza
Wszytkę nasze Koronę w odmęcie ponurza:
Kraków wzięty; Kazimierz pomknął gdzieś ku Śląsku;
I wojsko i hetmani w spólnym obowiązku
Dają się Gustawowi, tak srogim hałasem
Przestraszeni; poczty swe piszą przed Duglasem;
Zatkajcież teraz psiną poradnicy ucho,
Coście wtenczas nosili za Szwedkami rucho!
Dzisieście najgrzeczniejszy i pierwszy do misy,
A przed łaty łupiono z skóry takie lisy! —
Kiedy mówię Kozacy, Orda, Moskwa, Szwedzi,
Multan, Węgrzyn, Wołoszyn, wszytko się to scedzi,
Właśnie jakby na zmowie, do Polski niebogi,
Krwią naszą zalewając wzniecone pożogi:
Wtenczas cię było widzieć, gdyś w rozruchy one
Z bracią swą zatrzymywał rzeczy już zgubione,
I będąc w ośminastem wieku swego lecie,
Piastowałeś w tak ludnym buzdygan powiecie.
Po te, po te, że sami pochwalim się, kresy
Wszytkich szwedzkich tryumfów stanęły progresy.
Skoro Forgiel spadł z Sącza, jako z wiersze żaba,
Już się on nie śmie kusić, już go nie nagaba:
Obmierzło mu Podgórze, gdzie pierwszymi między
Dał się cny Lipski poznać sowicie tej nędzy.
O jako wiele razy w twoich cię wsiach macał!
Jak wiele razy głowę twą złotem przepłacał!
Na wszytkie twe popasy, na wszytkie noclegi,
Wyprawował po tobie nieznajome szpiegi!
Dał Bóg, że przeoczywszy one wszytkie sidła,
Rzezałeś ich jakoby na ofiarę bydła.
Co stary słysząc tatuś znowu się odmładzał,
Jakoby go na konia tureckiego wsadzał,
Jakoby mu Bóg wieku z przeszłych lat przylewał,
Gdy w synu widzi serce, które i on miewał.
Tak zgrzybiały Pryjamus w sławnej wojnie onéj
Widząc mężne Hektory, bitne Sarpedony,
Marsowate Troile, waleczne Deifeby,
Ciężkich łupy greckimi wracając z potrzeby,
Karmił serce pociechą cały lat dziesiątek;
Aleć się minął z końcem niestotyż początek!
Kto by był rzekł, mój zacny starosto, w tym czasie,
Kiedy wojną gorzała w straszliwym hałasie,
Kiedy byś w niej wolnego nie namacał kąta,
Że się z tak złych terminów Korona wypląta?
Wziął Rusin Ukrainę, Tatarzyn się weprze
W Podole, Moskwa w całą Litwę i Zadnieprze;
Węgrzyna nam w Podgórze wrzuciły pokusy;
Zażął Szwed Wielkąpolskę, Brandeburczyk Prusy;
Niemiec przypadł do ziemie, jako wilk na jagnię;
Już mu się blejwas przejadł, pewnie soli pragnie;
Jakoż miało-li by przyść do tej szarpaniny,
Woli to zjeść z onym psem, co ma porwać iny.
Pełne były Polaków Węgry, Śląska, Spisze;
Drudzy ledwo się w dziury nie grzebali mysze.
Nie ujżrałeś granduków, nie uświadczył hrabi;
Drobiaszczek tylko serce a cnota ochabi,
Którzy żadnych nie mając droższych depozytów,
Te dla miłej ojczyzny odważą zaszczytów.
Łaska Boga naszego i wszech rzeczy sprawce
Na tej nas przez dwie lecie potrzymawszy ławce,
Wykurzy ten gad z Polski i za taką chłostą
Da, że się nasze członki w jedno ciało zrostą:
Bo musi z poczciwością każdy wrócić cudze.
Ty bywszy na braterskiej przez ten czas usłudze,
Skoro Kraków odbierzem a wojna przecichnie,
Skoro duszą Rakocy z szwedzkim królem kichnie,
Bieżałeś w Ukrainę, kędy Mars zapraszał
Do roboty, gdzie Moskwę z buntowniki płaszał.
Tamtać ma za swe, chociaż z naszą szkodą, a ci
Dotąd się przetwarzają w rozliczne postaci:
To na dół, to do góry, w prawo, w lewo kręcą;
W jarzmo nie chcą; bo gdy się wróble w proso wnęcą,
Niech gwiżdże, niechaj ciska, niech stawia straszydła
Gospodarz, przecie oślep polecą do żydła.
I ci przez lat dwadzieścia zakusiwszy lubéj
Wolności, nie zaraz się dadzą wprawić w kluby.
Nie stoi Ukraina wszytka części setnej,
Có się dla niej krwie polskiej wylało szlachetnej.
Taką miał Rzym Kartagę (i póki jej z gruntu
Nie wyrżnął, co rok krwią swą przypłacił ich buntu).
I Żydzi Filistynów, jako wesz w kołnierzu,
Jako bicz: jeśli kiedy przeciwko przymierzu
Wystąpili boskiemu, brali nim po grzbiecie
A nam Ruś nie da siedzieć w pokoju na świecie
I czekać tylko, jeśli pozwolą niebiosy,
Rychło nam ten mól Turka przywabi na włosy.
Już nie ma co brać orda jeśli chce obłowu,
Musi siągać, jakoż też siąga aż ku Lwowu.
Tameś znowu lat kilka, mój kochany Janie,
Strawił, dokąd łaskawej zdało się Junonie,
W trwalszy cię włożyć zakon, który Bóg sam w raju
Pisał pierwszym rodzicom ludzkiego rodzaju.
Jużeś się też krwie nalał, jużeś zemścił braci
Rycersko, w tamtej świata zgubionych połaci;
Jużeś wieku ubliżył, już nadtyrał zdrowia,
Krzepło jedząc, sypiając dotąd bez wezgłowia.
Czas by zdjąć twardy kirys i gięte kolczugi,
Dosyć w sagu, już by też w todze swe posługi
Drogiej czynić ojczyźnie: i nie byłeś sprzeczny,
Aleś szedł, kędy cię los prowadził przedwieczny.
Nie przetoś się odmienił: nie zaraz od boku
Broń ci wzięła Dianna, bo nie wyszło roku,
Gdyś znowu z rozkazania szlachty braciej swojéj
Wziął chorągiew i służbę przypowiedział zbroi,
Którą już kilkanaście — o jak prędko lecą —
Lat piastujesz z zupełną wszytkich kontentecą.
Szczerość, prawda a ludzkość do miłości stopnie;
Frantostwem niedługo trwa, jeśli jej kto dopnie.
Niechaj uwija słowa i w koncept się sadzi,
Znamy ziółko pokrzywkę: piękna, ale zdradzi.
Lecz co dobre, to rzadkie; jeśli wierzyć chcecie,
Nic rzadszego nad człeka szczerego na świecie,
Co w przyjaźni statkuje, ani stawia w karty
Wiary swej; nieprzyjaciel komu, wtąż otwarty;
Dołków nie kopie, ale staropolskim śladem
Cnotą swoją uróść chce, nie cudzym upadem.
Krotce mówiąc, co wiary przyjaźni, sumnienia
Nie wiąże do fortuny, która się odmienia,
Ani z chameleontem jaką barwę zoczy,
W taką się w oka mgnieniu sukienkę obłoczy.
Nie tknęło ciebie złoto ani obietnice,
Co ludzi, jako szwiec but, wywraca na nice;
Nie zwabiły honory ani przywileje
I odęte solnymi górami nadzieje.
Czego że były przez się twoje godne cnoty,
Za toś nie chciał wolności przecyganiać złotéj,
Acz to kupca nalazło, który niechaj krasi
Swe zdrady, jak chce; kąsa pies, chociaż się łasi.
Bo gdzie pieniądz raz wiarę, gdzie raz cnotę złomie,
Już na wieki kaleką, już do śmierci chromie.
Komu raz psia mamona serce scudzołoży,
Nie wierz, choć się przysięga, klnie, płacze i boży!
Rychlej panna poścignie straconego wieńca,
Niż kredytu u ludzi taki obojeńca,
Chociaż gładką wymową swe fałsze przymuśnie.
Tobie nikt, cny starosto, oka nie zapluśnie.
Nigdyś braciej nie zdradzał, wspaniałymi duchy
Wszytko depcąc i złote pod cnotą łańcuchy.
Nie brałeś na ujęcie aniś swoim winem
Kupczył szlachtą; nie wiedział, choć z świętym Marcinem
Dlaczegoś płaszcz ten rzezał rodziców swych zbioru,
Jednym celem ludzkości a braciej faworu,
Któregoś z łaski bożej pełen, choć bez chluby
Nie mogła ambicyja w cię znaleźć skałuby;
Chociaż cię z tym szukano, na cóż siła mówić?
W domuś miał, co drugiemu z pracą przyszło łowić.
Stąd cię posłem na sejmy, stąd z naszego koła
Funkcyja cię na sędztwo trybunalskie woła.
Niech Lublin i Warszawa tobie będą świadki,
Że im to śliższy stopień, tym człek na nim rzadki
Bez swego interesu i jakiej prywaty.
Trzebać cnoty na posły i na deputaty!
Pewnieć jej tu, chociaż się od zazdrości wściecze,
Język nieprzyjacielski nigdy nie uwlecze.
Nie strzegłeś drzwi królewskich, nie wytykał głowy,
Wszytko będąc dla wziątku obiecać gotowy.
Nie zdradził województwa dla żadnej otuchy,
Anić też koło uszu świszczały obuchy:
Gdzie dobrych należyte w Proszowicach dzięki,
Zdrajców taka cześć czeka, takowe niewdzięki,
Którzy wszytko dla prywat zarzucą w pomietle.
A ona instrukcja w pleśni kędy zetle.
Więc w trybunale, kędyś naszym siedział sędzią ,
Żadne cię korrupcyje nie uniosły piędzią
Od świętej justycyi, a na miejscu oném
Radbyś był wszytkim oraz sędzią i patronem,
A zwłaszcza województwa tutecznego braci:
Bogdaj tacy bywali zawsze deputaci!
Z jakim kosztem i z jakim wszytkich nas honorem,
Chociażeś żebrząc próżnym nie wytrząsał worem,
Nie wziąwszy i szeląga na to jako drudzy;
Przyznając to, co kuchnie pilnowali cudzéj,
Którzy cudzymi latać nawyknąwszy piórki,
Teraz swych dobrodziejów kąsają z jaszczurki.
Jeszczeż nie tu stanęła miłość braciej twojej,
Acz ci się nic krom dobrej sławy nie okroi:
Według świeżo w Koronie uchwalonej fozy,
Kiedy co ćwierć Marsowe nawiedzasz obozy,
Popisując żołnierzów, których do nas myto
Naznaczone, i wszytkim płacisz należyto.
Tam gdy inszych województw komisarze piszą,
Pewnie się w obóz i ty nie wewleczesz myszą,
Najpierwszej ziemie szafarz: coć z ozdobą naszą
Przyzna wojsko, że nie ślesz po bazarach z flaszą;
Nie patrzysz, gdzie się kurzy, gdzie mocno korzenią,
Rychło cię pośle hetman prosić na pieczenią.
Pod opończą nie jadasz, lecz na sławę braci
Pełen twej cześci obóz: niech tak każdy traci!
Nie żebrzesz workowego. Jeśli żołnierzowi
Nie dasz, pewnie nie weźmiesz: niech się tak obłowi
Każdy na województwie! wszakeś jeszcze wioski
Nie kupił, przestawając w cnocie na ojcoskiej.
A kto w bratniej usłudze upatruje zysku,
Nie workowe, od rożna brałby i półmisku.
Bogdajżeś w niej długo żył, bogdaj ci ta cnota
Sprowadziła w zacny dom wszytkie twoje wota!
Niechaj cię Bóg, niechaj cię święta jego matka,
Której służysz, do dni twych piastuje ostatka!
Niechaj cię Pan ukocha; niechaj ci Ojczyzna
Krwawe prace, niech miłość przeciw sobie przyzna!
Bogdaj w sławie, na którąś od dzieciństwa robił,
I w braterskiej miłości, w którąś się sposobił,
Pełen wieku od późnej starości się zgarbił,
Zostawiwszy to, coś tu w ludzkich piersiach skarbił,
Synom synów swych: późne ujźrawszy plaskury,
Poszedł, gdzie idą z ziemie święte kreatury.
A zazdrość niech się w język kąsa jadowita,
Która serce zębami padalczymi chwyta.
Tegoć szczerze, bo ociec kochający życzy,
Co w tobie wszytko szczęście za swe własne liczy.