Pewnego dnia zjawiła się znowu Marena.
Owej zimy, kiedy zniknął Gobo, Marena była już prawie zupełnie dorosła, ale od tego czasu nie widywano jej prawie nigdy, gdyż trzymała się stale na uboczu i chadzała samotnymi drogami.
Pozostała nadal szczupła i wyglądała bardzo młodo. Ale była poważna i cicha i przewyższała wszystkie inne łagodnością. Dowiedziała się teraz od wiewiórki, od kraski i sroki, od drozda i bażanta, że Gobo powrócił do domu i przeżył cudowne rzeczy. Przybyła więc, aby go zobaczyć.
Matka Goba była bardzo dumna i szczęśliwa z tej wizyty. Matka Goba stała się w ogóle bardzo dumna w swoim szczęściu. Cieszyła się, że cały las mówi o jej synu, pławiła się w jego sławie i żądała od każdego przyznania, że jej Gobo jest najmądrzejszy, najdzielniejszy i najlepszy.
— Cóż powiesz, Mareno? — pytała. — Cóż powiesz o Gobie?
Nie czekała na odpowiedź, tylko szybko mówiła dalej:
— Pamiętasz jeszcze, jak pani Netla mówiła, że Gobo nie jest dużo wart, bo drżał troszeczkę na mrozie... Pamiętasz jeszcze, jak mi przepowiadała, że nie przeżyję z nim dużo radości?
— No, dość chyba pani miała strapień z powodu Goba — odpowiedziała Marena.
— To wszystko już minęło! — zawołała matka, dziwiąc się, że ktoś może jeszcze o tym myśleć. — Ach, tak mi żal biednej pani Netli. Jaka to szkoda, że nie żyje już i nie może zobaczyć, na co wyrósł mój Gobo!
— Tak, biedna pani Netla — powiedziała Marena cicho — szkoda jej.
Gobo chętnie się przysłuchiwał, jak matka go chwaliła. Podobało mu się to. Stał przy tym cicho i pod pochwałami tymi czuł się tak rozkosznie, jak pod gorącymi promieniami słońca.
Matka opowiadała Marenie:
— Nawet stary książę przyszedł zobaczyć Goba...
Powiedziała to tajemniczo, szeptem i uroczyście.
— Nigdy jeszcze nie pokazał się pośród nas... ale ze względu na Goba przyszedł!
— Dlaczego powiedział do mnie „nieszczęsny”? — przerwał jej Gobo tonem niezadowolenia. — Ciekaw jestem, co to może mieć za znaczenie!
— Dajże spokój — pocieszyła go matka — jest po prostu stary i zdziwaczały.
Ale Gobo nie mógł się już dłużej opanować i wybuchnął:
— Po całych dniach trapi mnie ciągle ta myśl. Nieszczęsny! Nie jestem przecież wcale nieszczęśliwy! Jestem bardzo szczęśliwy! Widziałem więcej, przeżyłem więcej niż wszyscy inni! Wiem więcej o świecie i znam życie lepiej niż ktokolwiek inny w lesie! Jak sądzisz, Mareno?
— Tak — odpowiedziała Marena — temu nikt zaprzeczyć nie może.
Od tego dnia Marena i Gobo stale chadzali razem.